Historia PŚ w biegach. Eksplozja talentu braci Bury

fot. M. Rudzińska

Powoli zbliżamy się do końca naszej wędrówki, w trakcie której eksplorujemy kolejne edycje Pucharu Świata w biegach narciarskich. W przedostatnim felietonie owego cyklu przenosimy się do sezonu 2019/2020. Wówczas to właśnie eksplodował talent braci Bury, a Izabela Marcisz została multimedalistką juniorskiego czempionatu. Co jeszcze zdążyło wydarzyć się na pucharowych trasach, zanim świat opanowała pandemia koronawirusa?

fot. M. Rudzińska

Ciąg dalszy norwesko-rosyjskiej dominacji

Podobnie jak miało to miejsce w sezonie 2018/2019, tak i kolejnej zimy walka o Kryształowe Kule rozgrywała się między reprezentantami Norwegii i Rosji. O ile w marcu 2019 roku nagrody za zwycięstwo w klasyfikacji generalnej Pucharu Świata powędrowały wyłącznie do kraju fiordów, o tyle dwanaście miesięcy później na najwyższym stopniu podium analogicznego zestawienia znaleźli się już przedstawiciele dwóch państw.

Wśród panów od początku pucharowej rywalizacji wysoką formę prezentował obrońca Kryształowej Kuli, Johannes Hoesflot Klaebo. Sezon zaczął on najlepiej, jak się da – zwyciężył w premierowych zawodach w Ruce. W kolejnych biegach bywało jednak różnie. Lepsze występy przeplatał nieco słabszymi. W efekcie w okresie nieco ponad trzymiesięcznego okresu pucharowych zmagań zgromadził na swoim koncie 1726 punktów (o 11 więcej niż w czasie wcześniejszej zimy). Nie pozwoliło mu to jednak ponownie stanąć na szczycie i cieszyć się z drugiej z rzędu Kryształowej Kuli. Ta trafiła bowiem do Aleksandra Bolszunowa, który – między innymi dzięki zwycięstwu w Tour de Ski (Klaebo był trzeci w tym cyklu) – w całym sezonie zdobył 2221 „oczek”. Zwycięstwo popularnego Saszy było pierwszym tryumfem Rosjanina w klasyfikacji ogólnej Pucharu Świata.

U pań po raz siódmy z rzędu Kryształowa Kula trafiła do Norwegii. Jej szczęśliwą posiadaczką została Therese Johaug, dla której było to już trzecie zwycięstwo w zawodach tej rangi (wcześniej tryumfowała ona także w sezonach 2013/2014 oraz 2015/2016). Biegaczka z Roeros na podium klasyfikacji generalnej wyprzedziła swą rodaczkę, Heidi Weng, a także reprezentantkę Rosji, Natalię Nieprajewą. Do wspomnianego sukcesu walnie przyczyniło się trzecie zwycięstwo w Tour de Ski. Oczywiście, tak jak we wcześniejszych latach, tak i tym razem domeną Johaug były biegi dystansowe. Jednak nie tylko…

W sprinty też umie!

Jak się okazało, trzykrotna medalistka igrzysk olimpijskich potrafi odnaleźć się także na krótszych dystansach. Warunek jest jednak jeden – trasa biegu musi wieść pod górę. 18 lutego 2020 roku w ramach rozgrywanego w Szwecji i Norwegii cyklu Ski Tour w Äre odbył się bieg niemalże skrojony pod Therese Johaug. 900-metrowa trasa prowadząca na stok, z którego na co dzień zjeżdżają alpejczycy i alpejki – czyż trzykrotna tryumfatorka Tour de Ski mogła sobie wyśnić bardziej dopasowany do niej profil trasy sprinterskiej? Skoro więc nadarzyła się okazja, Johaug postanowiła ją wykorzystać. Najpierw zanotowała najlepszy czas eliminacji, następnie pewnie przechodziła kolejne fazy zmagań. W końcu nadszedł czas na finał. A w nim blondwłosa Norweżka wreszcie sięgnęła po upragnione i – wydawać by się mogło – będące poza jej zasięgiem zwycięstwo w sprincie. Jako że wydarzenie to uznać należy za bezprecedensowe, zobaczmy jak do niego doszło.

First ever Sprint win for Johaug | Women's Sprint | Åre | FIS Cross Country

I cóż, że ze Szwecji?

Zwycięstwo Therese Johaug w zawodach sprinterskich było nie lada gratką dla fanów Norweżki. Był to jednak jedynie „jednorazowy wyskok”… Nieco inaczej potoczyły się losy innej zawodniczki, która w sezonie 2019/2020 także po raz pierwszy zwyciężyła w sprincie. Co istotne, tryumf ten miał miejsce już w drugim pucharowym starcie owej biegaczki narciarskiej. A mowa o Linn Svahn, która 14 grudnia 2019 roku zadziwiła środowisko narciarskie, niespodziewanie pokonując w Davos między innymi Maiken Caspersen Fallę, mającą na swoim koncie trzy małe Kryształowe Kule właśnie za biegi sprinterskie. Wówczas to 20-letnia Szwedka z pewnością nie sądziła, że już w marcu 2020 roku także i ona będzie w posiadaniu podobnego trofeum. Owej zimy biegaczka kraju Trzech Koron jeszcze trzykrotnie stawała na podium zawodów sprinterskich (w tym dwukrotnie na jego najwyższym stopniu). W ciągu kilku miesięcy z postaci niemalże całkowicie anonimowej przeobraziła się w jedną z największych gwiazd współczesnych kobiecych biegów narciarskich.

(Szaro)Bure biegi po polsku

Niestety, po zakończeniu kariery przez Justynę Kowalczyk reprezentantki Polski o podobnych wynikach mogły jedynie pomarzyć. Z grona pięciu zawodniczek, które otrzymały szansę występu w zawodach pucharowych, w sezonie 2019/2020 punktowały jedynie dwie. W sprincie rozgrywanym stylem klasycznym w Oberstdorfie (26 stycznia 2020 roku) honorowy punkt wywalczyła Monika Skinder. Nieco wcześniej – bowiem już w biegu zaliczanym do klasyfikacji Ruka Triple (1 grudnia 2019 roku) – dwa „oczka” zdobyła Izabela Marcisz. W kontekście pucharowych występów sezon ten był więc przeciętny w wykonaniu pań. Trzeba jednak zaznaczyć, że udział w zawodach najwyższej rangi zakończyły one już we wspomnianej wyżej niemieckiej miejscowości. W dalszej części sezonu panie szlifowały formę do mistrzostw świata juniorów, które w dniach 29 lutego – 7 marca 2020 roku odbyły się w Oberwiesenthal. Z nich z workiem medali wróciła Marcisz, która w Niemczech dwukrotnie została wicemistrzynią świata oraz brązową medalistką w swej kategorii wiekowej. Można zatem stwierdzić, iż świetnymi występami na najważniejszej dla siebie imprezie sezonu powetowała sobie nieco słabsze wyniki w zmaganiach pucharowych.

W nich z kolei bardzo dobrze radzili sobie dwaj bracia z Cieszyna. Choć wcześniej nazwisko „Bury” nie było nader często eksponowane w mediach, to w sezonie 2019/2020 doszło do pewnego przełomu. Oto bowiem 1 grudnia 2019 roku dość niespodziewanie Dominik Bury uplasował się na 19. pozycji w biegu na dystansie 15 kilometrów. Za premierowymi pucharowymi punktami szybko przyszły następne. Już ostatniego dnia grudnia Polak cieszył się z kolejnego miejsca w czołowej trzydziestce. Nowy rok młodszy z braci Bury rozpoczął od następnego punktowanego występu. Na siedem biegów zaliczanych do klasyfikacji Tour de Ski cztery z nich ukończył w gronie najlepszych trzydziestu zawodników. Cały cykl zakończył na 24. miejscu, co uznać należy za duży sukces. W dalszej części sezonu jeszcze dwukrotnie zdobywał pucharowe punkty. W efekcie łącznie zgromadził ich na swoim koncie 70 (najwięcej spośród wszystkich reprezentantów Polski).

Zadowolony ze swej postawy w opisywanym sezonie może być także starszy z braci Bury, Kamil, który podczas czternastej edycji Tour de Ski po raz pierwszy w karierze znalazł się w gronie 30 najlepszych zawodników pucharowego biegu. Trzy tygodnie później (tj. 26 stycznia) w Oberstdorfie ponownie był 27. w zmaganiach sprinterskich. W lutym 2020 roku w trakcie zawodów zaliczanych do klasyfikacji cyklu Ski Tour zanotował swój najlepszy wynik w karierze – w sprincie rozgrywanym klasykiem w Trondheim uplasował się na 16. pozycji. W całym sezonie zdobył łącznie 28 punktów. Dla obu braci był to więc najlepszy sezon w karierze.

Nadciąga wróg…

Puchar Świata 2019/2020 był jednak nieco inny od jego wcześniejszych edycji. Kiedy w marcu 2020 roku w kolejnych państwach odnotowywano przypadki zachorowania na COVID-19, jasnym stało się, że trzeba podjąć działania, mające na celu minimalizację ryzyka rozprzestrzeniania się nowego patogenu w środowisku sportowym. Z tego też względu zawody pucharowe w Oslo (8 marca 2020 roku) odbyły się bez udziału publiczności. Po wizycie w Norwegii karuzela Pucharu Świata miała przenieść się za ocean, gdzie biegaczki i biegacze narciarscy rywalizować mieli kolejno w: Quebecu, Minneapolis i Canmore. Choć niemal do ostatniej chwili zwlekano z podjęciem wiążących decyzji, ostatecznie odwołano zmagania w Kanadzie i Stanach Zjednoczonych. Jak się okazało, biegi masowe rozegrane na „królewskich” dystansach w Olso były więc ostatnimi aktami rywalizacji pucharowej w sezonie 2019/2020.

Źródło: informacja własna/fis-ski.com