Historia PŚ w biegach. Do trzech razy sztuka… Basta…

fot. Jorma Puusa/Lehtikuva

fot. Jorma Puusa/Lehtikuva

Trzecia odsłona Pucharu Świata w biegach narciarskich była inna niż dwie poprzednie. Przerwana bowiem została norweska hegemonia. W sezonie 1975/1976 najlepszym zawodnikiem okazał się prawie dwumetrowy Fin, Juha Mieto, który w dwóch pierwszych edycjach zmagań pucharowych plasował się kolejno na drugim i trzecim miejscu w końcowej klasyfikacji generalnej.

Przyglądając się kalendarzowi Pucharu Świata w biegach narciarskich 1975/1976, analizując wyniki uzyskane przez poszczególnych zawodników, przypatrując się przebiegowi całej trzeciej odsłony rywalizacji pucharowej, już na pierwszy rzut oka można stwierdzić, iż sezon ten był inny niż poprzednie. Dlaczego? Przecież w dalszym ciągu o pucharowe punkty rywalizowali jedynie mężczyźni. Nadal dominowali Skandynawowie. Po raz kolejny epilog zmagań miał miejsce w Oslo. Gdzież więc te zauważalne gołym okiem różnice?

Opisując kolejną już odsłonę zmagań pucharowych, należy zacząć… Hmmm… Od czego by tu zacząć? Zatem zacznijmy od początku! A ów początek miał miejsce – po raz pierwszy – w grudniu, a nie – jak było to do tej pory – na początku stycznia. Trzecia edycji Pucharu Świata w biegach narciarskich była pierwszą, która rozegrana została na przełomie dwóch lat… Po raz pierwszy walkę o miano najlepszego zawodnika sezonu rozpoczęto nie we Włoszech, a w Szwajcarii. Wydawać by się mogło, że wystarczy tych „nowości”. Jednak nic z tych rzeczy! Po raz pierwszy w premierowym akcie rywalizacji pucharowej na podium nie stanął żaden reprezentant Niemieckiej Republiki Demokratycznej. Co ciekawe, w dwóch poprzednich sezonach w inauguracyjnym starcie za każdym razem w czołowej trójce plasowali się Gerhard Grimmer oraz Gert-Dietmar Klause. Tym razem było jednak inaczej…

Sezon Pucharu Świata w biegach narciarskich 1975/1976 rozpoczął się 20 grudnia 1975 roku w szwajcarskim Davos. W biegu na dystansie 30 kilometrów równych nie miał sobie mistrz świata w tej konkurencji, Thomas Magnusson, który w 1974 roku wywalczył złoty medal na czempionacie w Falun. Jako że pamięć o sukcesach reprezentantów Polski jest dla redakcji sportsinwinter.pl niezwykle ważna, nie sposób nie przypomnieć, iż w biegu tym brązowy krążek zdobył znakomity polski biegacz narciarski, Jan Staszel. Wracając jednak do grudniowego startu, w gwoli ścisłości należy uzupełnić, iż za plecami Szweda uplasowali się dwaj Norwegowie – Magne Myrmo oraz tryumfator poprzedniego cyklu pucharowego, Oddvar Brå.

Po rywalizacji w Davos zawodnicy przenieśli się do niemieckiego Schonach, które po raz pierwszy (a jakże!) było gospodarzem imprezy tej rangi. W Niemczech najlepszy okazał się Brå. Drugie miejsce zajął wówczas Alexei Jurassov ze Związku Radzieckiego, zaś trzecie – Juha Mieto z Finlandii. Następnie o punkty do klasyfikacji generalnej walczono kolejno w: Kastelruth (Włochy), Le Brassus (Szwajcaria), Reit im Winkl (Niemcy) oraz Ramsau am Dachstein (Austria). Brzmi znajomo? W każdym razie powinno… Miejscowości te znane były bowiem z wcześniejszych odsłon Pucharu Świata w narciarstwie biegowym.

Kalendarz trzeciej edycji rywalizacji o miano najlepszego biegacza narciarskiego sezonu ułożono w ten sposób, iż po zawodach przeprowadzonych w Ramsau am Dachstein zawodnicy nie musieli opuszczać Austrii. Wręcz przeciwnie, zostali oni w tymże państwie Europy Środkowej, by móc wziąć udział w jakże ważnym i doniosłym wydarzeniu, jakim są Zimowe Igrzyska Olimpijskie. W roku 1976 ich „gospodarzem” był austriacki Innsbruck. Imprezę tę zdominowali… nie Norwegowie, a reprezentanci Związku Radzieckiego, którzy na igrzyskach tych we wszystkich konkurencjach narciarstwa biegowego zgromadzili łącznie dziesięć medali. Dla porównania, Finowie zdobyli ich pięć, zaś Norwegowie zaledwie dwa. W biegu na 30 kilometrów zwyciężył Sergei Saweljew ze Związku Radzieckiego. W rywalizacji na dystansie o połowę krótszym równych nie miał sobie jego kolega z reprezentacji, Nikolai Baschukow. Honor Skandynawów obronił Ivar Formo – ten sam, który tryumfował w klasyfikacji generalnej premierowej odsłony Pucharu Świata. Norweg w „królewskim” biegu na 50 kilometrów o ponad 43 sekundy wyprzedził wspomnianego już w tekście, Gerta-Dietmara Klause.

Być może ktoś zastanawia się, jak w sezonie 1975/1976 spisywali się Polacy… Również w kontekście występów Biało-Czerwonych można mówić o swego rodzaju „pionierstwie” – niestety – tym razem głównie w wymiarze negatywnym. Sezon 1975/1976 był bowiem pierwszym, w którym ani razu żaden z reprezentantów Polski nie zameldował się w czołowej trójce zmagań pucharowych czy też mistrzowskich. W poprzednich sezonach dwukrotnie sztuki tej dokonywał Jan Staszel, który najpierw w roku 1974 wywalczył brązowy medal na czempionacie w Falun, następnie zaś – w 1975 roku – uplasował się na trzecim miejscu na zawodach w Le Brassus. Dość powiedzieć, że w trakcie Zimowych Igrzysk Olimpijskich w Innsbrucku najwyższą indywidualnie wywalczoną przez niego pozycją było… dwudzieste czwarte miejsce w biegu na dystansie 30 kilometrów. Lepiej od niego spisał się wówczas Wiesław Gębala (dwudziesta lokata w owym biegu), który lepszy rezultat uzyskał także w biegu na 15 kilometrów (Gębala był w nim dwudziesty drugi, zaś Staszel dopiero czterdziesty). „Królewskiego startu” na dystansie 50 kilometrów nie ukończył żaden z reprezentantów Polski (oprócz Gębali i Staszela udział w nim brał także Jerzy Koryciak). Tym samym najlepszym wynikiem osiągniętym przez przedstawicieli polskiego narciarstwa biegowego na XII Zimowych Igrzyskach Olimpijskich było ósme miejsce kobiecej sztafety, w składzie której znalazły się: Anna Pawlusiak, Anna Gębala (małżonka Wiesława Gębali), Maria Trebunia oraz Władysława Majerczyk.

Niezadowalające wyniki oraz problemy finansowe kadry biegaczy sprawiły, iż Jan Staszel zdecydował się zrezygnować z występów w kadrze. – W 1976 roku, już po igrzyskach, Wiesław Gębala, który był zawodnikiem rewelacyjnym, a także Jan Staszel, powiedzieli, że nie będą trenowali. Jeżeli dorosłemu człowiekowi nie ma kto zapłacić jednego dolara dziennie… Moja pensja wynosiła wtedy trzy tysiące złotych, dolar kosztował sto złotych, więc mieliśmy trzydzieści dolarów na miesiąc. Im nie miał już kto zapłacić nawet po pół dolara za ten katorżniczy trening (…) – wspominał ówczesny trener kadry mężczyzn, Edward Budny. – Pamiętam Staszela jako zawodnika i człowieka bardzo spokojnego, pracowitego, który nie wszczynał awantur. Gdy jednak coś postanowił, to nie było żadnej możliwości, by go nakłonić do zmiany decyzji. Tak było również z jego odejściem z kadry. Był nieustępliwy (…). Dla sportowca to dobra cecha, przydatna w trudnych momentach. Myślę, że nie do końca został wykorzystany jego talent. To trzecie miejsce w Falun wskazywało na naprawdę duże możliwości – podkreślał z kolei profesor Szymon Krasicki, który na igrzyskach w Innsbrucku pełnił funkcję asystenta trenera Budnego. Trzydzieści cztery lata później wraz z Markiem Jóźwikiem komentował on z kolei pamiętny bieg na dystansie 30 kilometrów…

Po imprezie czterolecia zawodnicy – jak co roku – przenieśli się do Skandynawii, by tam wziąć udział w pięciu startach indywidualnych i jednym sztafetowym. Równych sobie w końcowej części sezonu nie miał Fin, Juha Mieto, który ani na chwilę nie zszedł z podium po igrzyskach. Fantastyczna dyspozycja urodzonego w 1949 roku zawodnika pozwoliła mu osiągnąć wymarzony sukces, jakim było wywalczenie Kryształowej Kuli za zwycięstwo w klasyfikacji generalnej Pucharu Świata. Sukces ten smakował tym bardziej, iż był on niezwykle wyczekiwany… W premierowej odsłonie rywalizacji fiński biegacz narciarski uplasował się bowiem na drugim miejscu w klasyfikacji podsumowującej zmagania zawodników, z kolei rok później przypadła mu w udziale lokata trzecia. Zatem w trzeciej edycji Pucharu Świata Fin wreszcie dopiął swego, dając dodatkowy powód temu, by twierdzić, że sezon 1975/1976 był inny od poprzednich.

Źródła: informacja własna; Wikipedia; D. Ludwiński, Droga do Justyny Kowalczyk. Historia biegów narciarskich, Wydawnictwo SQN, Kraków 2014.

%d bloggers like this: