Historia PŚ w biegach. Amerykański sen w pandemicznej rzeczywistości

fot. M. Rudzińska

Czas na CZTERDZIESTY ÓSMY – i ostatni już – felieton naszego cyklu, w którym przez ponad półtora roku przybliżaliśmy Wam historię Pucharu Świata w biegach narciarskich. Choć zapewne wydarzenia z ostatniej zimy nadal pozostają w Waszej pamięci, to jednak postaramy się ją nieco odświeżyć. Przypomnijmy sobie zatem, co działo się na pucharowych trasach w sezonie 2020/2021.

fot. M. Rudzińska

Sezon pełen wyzwań

O ile rozegranie ostatnich zawodów sezonu 2019/2020 bez udziału publiczności zdawało się wówczas być wydarzeniem bez precedensu, o tylko w kolejnej odsłonie Pucharu Świata w biegach narciarskich, która została zainaugurowana 27 listopada 2020 roku w Ruce, nieobecność kibiców na pucharowych arenach stała się tak przykrą, jak i konieczną codziennością. Nie ulega wątpliwości, iż w dobie pandemii koronawirusa organizacja międzynarodowych zawodów sportowych stanowiła ogromne wyzwanie zarówno dla organizatorów poszczególnych zmagań, sportowców i ich sztabów szkoleniowych, jak i szeregu innych grup interesariuszy imprezy odbywającej się pod egidą Międzynarodowej Federacji Narciarskiej (FIS).

Choć pierwotny kalendarz Pucharu Świata 2020/2021 zakładał, że biegaczki i biegaczy narciarskich czeka rywalizacja w 32 biegach, to ostatecznie udało się przeprowadzić jedynie 24 akty rywalizacji. Wszystkie z nich odbyły się na kontynencie europejskim. Z powodu pandemii koronawirusa odwołano zawody w: Lillehammer, Novym Meście, Oslo oraz Zhangjiakou, gdzie już w lutym 2022 roku rozegra się walka o olimpijskie laury. Należy przy tym zaznaczyć, iż biegi w stolicy Norwegii zastąpiono zmaganiami w szwajcarskiej Engadynie (13-14 marca 2021 roku). Stanowiły one ostatnią szansę na zdobycie pucharowych punktów w sezonie 2020/2021.

Bojaźliwi Wikingowie

W trakcie tego nietypowego sezonu, jakiego wszyscyśmy byli świadkami, poszczególne nacje w niejednolity sposób podchodziły do pucharowej rywalizacji. Choć reprezentanci większości państw – jeśli tylko pozwalał im na to ich stan zdrowia oraz w danych krajach nie wprowadzano dodatkowych obostrzeń – starali się regularnie występować w zawodach najwyższej rangi, to byli również i tacy, którzy z obawy przed zakażeniem koronawirusem starty w tychże zmaganiach ograniczyli do absolutnego minimum.

Szerokim echem w środowisku narciarstwa biegowego odbiło się – nie bójmy się wielkich słów – zlekceważenie Pucharu Świata przez ekipę norweską. Dość powiedzieć, że najlepszy z Norwegów, Johannes Hoesflot Klaebo, wziął udział w zaledwie ośmiu pucharowych biegach opisywanego sezonu. Nie przeszkodziło mu to jednak w zajęciu trzeciego miejsca w klasyfikacji generalnej owych zmagań. Z kolei Therese Johaug, będąca najlepszą norweską biegaczką narciarską, wystartowała w siedmiu aktach rywalizacji, ostatecznie plasując się na dziewiątej pozycji zestawienia podsumowującego całosezonowe zmagania.

Oficjalnym powodem absencji norweskiej drużyny w większości pucharowych biegów były obawy przez zakażeniem koronawirusem. W środowisku biegów narciarskich pojawiła się także inna teoria, o której opowiedział w podcaście „Halo, tu zima” Maciej Staręga. – Mamy swoje podejrzenia. Ich budżet w głównej mierze opierał się na wsparciu firm, które przed COVID-19 mocno cierpiały – opowiadał czołowy polski zawodnik, który zwrócił także uwagę na inną kwestię. – Być może chcieli wykiwać trochę świat? Oni wycofując się z Pucharów Świata tak naprawdę niewiele tracą. Mają taką rywalizację między sobą, że u siebie mogą organizować zawody i się przygotowywać do mistrzostw świata. W przypadku innych narodów, to jednak PŚ jest dla nich niezbędny. Koronawirus to nie jest małe piwo, więc mogą się bać. Myślę jednak, że jak zadba się maksymalnie o bezpieczeństwo, to można startować – dodał Staręga.

Dzielni Rosjanie

Z całą pewnością podobny do Polaka sposób myślenia przyjęli także Rosjanie, którzy pod nieobecność Norwegów niemalże całkowicie zdominowali pucharową rywalizację. Absolutnym dominatorem czterdziestej ósmej odsłony Pucharu Świata panów był Aleksander Bolszunow. Lider ekipy Sbornej w marcu 2021 roku po raz drugi z rzędu cieszył się ze zdobycia Kryształowej Kuli. Co istotne, w przeciągu całego sezonu zgromadził on ponad dwa razy więcej punktów od zawodnika, który uplasował się na drugim miejscu w końcowej klasyfikacji zmagań.

Nie można jednak zapominać o rodakach Saszy, którzy w okresie niespełna czteromiesięcznej walki na pucharowych trasach również prezentowali się znakomicie. Na zakończenie sezonu aż sześciu Rosjan uplasowało się w czołowej dziesiątce (a nawet dziewiątce!) klasyfikacji generalnej. Ponadto, nacja rosyjska zwyciężyła także w Pucharze Narodów, co było naturalną konsekwencją świetnej formy oraz doskonałych wyników osiąganych przez biegaczki i biegaczy z tego kraju na przestrzeni całego sezonu.

Tak przechodzi się do historii!

O ile Aleksander Bolszunow – jako obrońca Kryształowej Kuli – jeszcze przed rozpoczęciem Pucharu Świata 2020/2021 uznawany był za jednego z głównych kandydatów do zwycięstwa w całym cyklu, o tyle wśród pań największe szanse na końcowy tryumf dawano nie jego późniejszej tryumfatorce, a Theresie Johaug. Kiedy jednak okazało się, że Norweżka, podobnie jak reszta jej zespołu, w zawodach pucharowych pojawiać się będzie jedynie okazjonalnie, głównymi pretendentkami do zdobycia Kryształowej Kuli stały się Ebba Andersson i Frida Karlsson ze Szwecji, a także Rosjanka, Natalia Niepriajewa. Mało kto obstawiał, że trofeum dla najlepszej biegaczki sezonu może powędrować aż za ocean. A jednak tak właśnie się stało!

Zaczęło się od dwudziestej czwartej lokaty w zawodach otwierających pucharowe zmagania. W sześciu biegach poprzedzających Tour de Ski Jessica Diggins – bo o niej mowa – ani razu nie znalazła się na podium. Chyba tylko szaleńcy, wielcy kibice Amerykanki bądź ludzie obdarzeni nadzwyczajną intuicją mogli upatrywać w zawodniczce z Aston głównej faworytki do zwycięstwa w jubileuszowej odsłonie touru. A jednak właśnie w tym szaleństwie była metoda!

Trzecia pozycja w sprincie otwierającym ośmioetapowy cykl była sygnałem świadczącym o wzroście formy Amerykanki, która pięć wcześniejszych edycji opisywanej imprezy kończyła w czołowej dziesiątce. W kolejnym biegu Diggins ponownie musiała uznać wyższość dwóch zawodniczek. Następne dwa etapy były jednak pokazem amerykańskiej siły. Oto bowiem w Val Müstair i Toblach Jessie dwukrotnie linię mety przekroczyła przed swą rodaczką, Rosie Brennan, a także koalicją zawodniczek z innych nacji. Na półmetku touru była więc ona jego liderką. Prowadzenia nie oddała już do końca szwajcarsko-włoskich zmagań. W efekcie zwyciężczynią Tour de Ski po raz pierwszy w piętnastoletniej historii tego cyklu została biegaczka spoza Europy. Tryumf ten sprawił, że mistrzyni olimpijska z Pjongczangu w sprincie drużynowym została liderką klasyfikacji Pucharu Świata. W kolejnych siedmiu pucharowych biegach jeszcze dwukrotnie meldowała się w czołowej trójce. 29 stycznia w bezpośrednim starciu na dystansie 10 kilometrów dość niespodziewanie pokonała specjalistkę od biegów dystansowych, Therese Johaug. Tym samym udowodniła ona, że w pełni formy jest w stanie pokonać każdego.

I choć obniżka dyspozycji przyszła w najgorszym możliwym momencie – na mistrzostwach świata w Oberstdorfie, z których Amerykanka nie przywiozła ani jednego medalu – to za postawę prezentowaną w zawodach Pucharu Świata należą jej się wielkie brawa i słowa uznania. Końcowa klasyfikacja tych zmagań pokazuje jedno – najlepszą biegaczką narciarską sezonu 2020/2021 została Jessica Diggins. Wiecznie uśmiechnięta i zarażająca pozytywną energią dziewczyna z Minnesoty udowodniła, że ciężką pracą – nawet pomimo wielu przeciwności losu – można osiągnąć bardzo wiele. Dzięki jej uporowi, wytrwałości i pracowitości po TRZYDZIESTU DZIEWIĘCIU latach Kryształowa Kula ponownie trafiła do Stanów Zjednoczonych. W ten oto sposób Diggins powtórzyła osiągnięcie Billa Kocha, który w sezonie 1981/1982 został najlepszym biegaczem narciarskim. Historia rodem z amerykańskiego snu…

Rekord za rekordem

Sezon 2020/2021 była także okresem pełnym wyzwań dla reprezentantów i reprezentantek Polski. Mimo wielu przeciwności losu, opisywany Puchar Świata pod wieloma względami był nader udany dla Polek i Polaków.

W sezonie tym po raz pierwszy w karierze po pucharowe punkty sięgnęła Weronika Kaleta, która dwukrotnie zakwalifikowała się do fazy ćwierćfinałowej rywalizacji sprinterskiej – najpierw w Davos (12 grudnia 2020 roku) uplasowała się na 26. pozycji, następnie tydzień później w Dreźnie zamknęła trzecią dziesiątkę zmagań.

Oprócz niej owej zimy punktowały także Monika Skinder oraz Izabela Marcisz. Pierwsza z nich trzykrotnie wskoczyła do pierwszej trzydziestki biegów sprinterskich. W inaugurujących sezon zawodach w Ruce uplasowała się na 16. miejscu, następnie w Davos poprawiła się o jedną pozycję, po czym w Dreźnie zajęła 25. lokatę. Pozwoliło jej to zgromadzić 39 punktów – najwięcej w dotychczasowej karierze. Oprócz tego, podczas 41. mistrzostw świata juniorów wywalczyła ona złoty medal w rywalizacji sprinterskiej (brąz w tej samej konkurencji przypadł w udziale Karolinie Kalecie).

Jeszcze większym dorobkiem mogła pochwalić się Izabela Marcisz, która w sezonie 2020/2021 także poprawiła swój punktowy rekord. Dzięki bardzo dobrej postawie na Tour de Ski (punktowała w pięciu etapach na osiem rozegranych biegów) w całym sezonie zgromadziła na swoim koncie 43 „oczka”. Co warte uwagi, jest ona pierwszą po Justynie Kowalczyk Polką, która wbiegła na szczyt Alpe Cermis. Ponadto, w lutym 2021 roku została ona młodzieżową mistrzynią świata w biegu rozgrywanym techniką dowolną na dystansie 10 kilometrów.

Puchar Świata 2020/2021 była także pod pewnym względem rekordowy dla męskiej „części” polskich biegów narciarskich. Choć punkty wywalczył w nim jedynie Maciej Staręga (siedlczanin dwukrotnie plasował się w pierwszej trzydziestce, zdobywając łącznie 10 „oczek”), to szansę zdobywania doświadczenia poprzez uczestnictwo w zawodach najwyższej rangi otrzymało także siedmiu innych Polaków, a mianowicie: Kamil Bury, Dominik Bury, Kacper Antolec, Mateusz Haratyk, Dawid Damian, Piotr Sobiczewski i Sebastian Bryja. Mimo iż wspomniana siódemka podczas występów pucharowych nie zachwyciła formą i nie pokusiła się o zdobycie choćby honorowego punktu do klasyfikacji Pucharu Świata, to sama możliwość udziału w zawodach rozgrywanych pod egidą FIS była dla niej cenną lekcją, efekty której – miejmy nadzieję – będzie nam dane oglądać w nieodległej przyszłości.

W oczekiwaniu na kolejny sezon

Przed nami kolejny sezon pucharowych zmagań. Wielu z nas z pewnością zastanawia się, jak będzie on wyglądał. Czy uda się go rozegrać w pełni? Czy widok kibiców na trybunach ponownie stanie się codziennością, czy też będzie miał on charakter jedynie incydentalny? Czy reprezentanci Polski dostarczą nam powodów do radości? Jak – w końcu – wyglądać będzie rywalizacja o medale olimpijskie? Na te pytania odpowiedź poznamy już w najbliższych miesiącach. Jednego możemy być jednak pewni. Jak co roku, zapowiada się niezwykle ciekawy sezon. Mamy nadzieję, że spędzicie go razem z nami. Tradycyjnie już, możecie być pewni, że znajdziecie na naszej stronie wyniki z wszystkich pucharowych zawodów, a także mnóstwo aktualności ze świata biegów narciarskich.

Każda historia ma swój początek i koniec. Ta związana z Pucharem Świata w biegach narciarskich zaczęła się w roku 1974. Przez prawie 50 lat pucharowej rywalizacji w opisywanej dyscyplinie sportu wydarzyło się, a przy tym również zmieniło się, bardzo wiele. Zmieniły się zasady rozgrywania poszczególnych konkurencji, przekształceniom uległy także zasady gratyfikacji zawodników. Pomimo upływu czasu, pewna kwestia pozostaje jednak stała. Biegi narciarskie wciąż cieszą się popularnością. Wierzymy, że w kolejnych latach sytuacja ta nie zmieni się.

Tymczasem serdecznie dziękujemy Wam za to, że przez ponad półtora roku byliście z nami w trakcie naszej wędrówki przez kalendarium historii Pucharu Świata w biegach narciarskich. Choć podróż ta w tym momencie dobiega końca, to mamy nadzieję, że kolejne sezony pucharowej rywalizacji będą równie ciekawe jak te, o których pisaliśmy w czterdziestu ośmiu felietonach naszego cyklu. Tego życzymy sobie i Wam.

Źródło: informacja własna/fis-ski.com