Historia PŚ w biegach. Afera dopingowa Johaug, ostatnie zwycięstwo Kowalczyk i rekord Staręgi

Coś się kończy, coś zaczyna… W ten oto sposób najłatwiej i najkrócej można opisać 38. edycję Pucharu Świata w biegach narciarskich pań. To właśnie w sezonie 2016/2017 swoje ostatnie pucharowe zwycięstwo odniosła Justyna Kowalczyk. Ostatni raz na mistrzostwach świata wystąpiła zaś Marit Bjoergen. Ze swojego pierwszej Kryształowej Kuli cieszyła się z kolei Heidi Weng.

Wszystkiemu winna pomadka

Nim rozpoczęła się kolejna odsłona pucharowej rywalizacji, w październiku 2016 roku środowisko narciarskie obiegła wieść o przyłapaniu na stosowaniu niedozwolonych substancji wielkiej gwiazdy tego sportu i zdobywczyni Kryształowej Kuli w sezonie 2015/2016, Therese Johaug. W organizmie 28-letniej wówczas zawodniczki wykryto – będący na liście środków zabronionych – steryd anaboliczny clostebol, który dostał się do organizmu Norweżki po zastosowaniu przez nią kremu Trofodermin, używanego w przypadku poparzenia ust. Z taką też dolegliwością zmagała się Johaug. – Zapytałam, czy nie ma tam środków, które znajdują się na liście dopingowej i nie dostałam żadnej odpowiedzi. Zaufałam w stu procentach lekarzowi. Nie jestem winna w tej sprawie, choć wiem, że to ja odpowiadam za to, co jest w moim organizmie – mówiła na konferencji prasowej zapłakana sportsmenka z Rooros. Gdy sprawa ta ujrzała światło dzienne lekarz zawodniczki, Fredrik Bendiksen, natychmiast podał się do dymisji. Za swój występek Therese Johaug została zdyskwalifikowana na 18 miesięcy. W związku z tym w sezonie 2016/2017 nie można było jej oglądać na pucharowych trasach.

Na zwycięskim szlaku

Pod nieobecność utytułowanej koleżanki z kadry postacią numer jeden kobiecych biegów narciarskich w Norwegii stała się Heidi Weng. Wiecznie druga lub trzecia zawodniczka, w sezonie 2016/2017 wreszcie udowodniła, że i ona może wygrywać. Choć premierowe zwycięstwo w etapie zawodów Pucharu Świata sportsmenka ta odniosła już w trakcie wcześniejszej zimy (a dokładniej – 9 stycznia 2016 roku w trakcie biegu na 10 kilometrów stylem klasycznym, zaliczanego do klasyfikacji Tour de Ski), to na pełnię sportowego szczęścia przyszło jej jeszcze trochę poczekać.

Sezon 2016/2017 Weng rozpoczęła od sześciu z rzędu miejsc na podium, w „międzyczasie” wygrywając cykl Lillehammer Tour. Znakomitą formę Norweżka potwierdziła na Tour de Ski, gdzie nie dała szans rywalkom. W efekcie wywalczyła dla swojego kraju czwarte z rzędu zwycięstwo w tych prestiżowych zawodach. W kolejnych dniach i miesiącach nie było już tak „kolorowo”. Dobre występy biegaczka z Enebakk zaczęła przeplatać nieco słabszymi. Z odbywających się w lutym 2017 roku mistrzostw świata w Lahti nie przywiozła ona żadnego indywidualnego medalu. W całym sezonie – między innymi dzięki zwycięstwom w Lillehammer, La Clusaz czy Val di Fiemme – zgromadziła jednak najwięcej punktów, wyprzedzając na podium klasyfikacji generalnej Pucharu Świata Kristę Parmakoski z Finlandii oraz swoją rodaczkę, Ingvild Flugstad Oestberg. Oprócz tryumfu w ogólnym zestawieniu Weng nie miała sobie równych także w klasyfikacji biegów dystansowych. Sezon 2016/2017 był więc okresem nader pomyślnym dla Norweżki. I nie uwłacza temu nawet obniżka formy biegaczki na docelowej imprezie zimy.

Sundby po raz trzeci

Kiedy Heidi Weng cieszyła się ze swojej pierwszej Kryształowej Kuli, trzecią zdobycz tego typu wywalczył jej rodak, Martin Johnsrud Sundby. Pochodzący z Oslo biegacz – podobnie jak najstarsza i najbardziej utytułowana zawodniczka z rodu Weng – zwyciężył zarówno w klasyfikacji ogólnej, jak i dystansowej. W pierwszej z nich bezpośrednio za nim znaleźli się Siergiej Ustiugow z Rosji (zwycięzca Tour de Ski w sezonie 2016/2017) i Alex Harvey z Kanady, zaś w drugiej lokatę bezpośrednio za tryumfatorem zajął Kanadyjczyk. Skład podium tego zestawienia uzupełnił Fin, Matti Heikkinen. Najlepszym sprinterem całego sezonu został zaś Norweg, Johannes Hoesflot Klaebo (wśród pań klasyfikację sprinterską wygrała Norweżka, Maiken Caspersen Falla).

Rekordowy sezon Staręgi

Podczas gdy trzej czołowi zawodnicy sezonu 2016/2017 do zapisania swojego dorobku punktowego zdobytego w trakcie opisywanej zimy używali czterech cyfr, po raz drugi w karierze pułap stu punktów przekroczył Maciej Staręga. Wcześniej sztuka ta udała mu się w trakcie 41. odsłony rywalizacji o Kryształową Kulę panów (sezon 2013/2014). Wówczas to siedlczanin zgromadził 103 „oczka”. W sezonie 2016/2017 poprawił on ten wynik. Dzięki siedmiu lokatom w czołowej trzydziestce (w tym jednej w pierwszej dziesiątce) Polak wywalczył łącznie 114 punktów, co stanowi jego najlepszy wynik w karierze. W kolejnych latach forma Staręgi nie była już tak dobra.  W czterech następnych sezonach biegacz klubu UKS Rawa Siedlce zdobył zaledwie 91 „oczek”…

Ostatni czempionat Marit

Przyglądając się wydarzeniom mającym miejsce w sezonie 2016/2017, nie sposób nie zwrócić uwagi na wielki comeback, jaki miał miejsce owej zimy. Po rocznej przerwie spowodowanej narodzinami dziecka z przytupem na pucharowe trasy powróciła Marit Bjoergen. Choć w pierwszym biegu po „urlopie” (sprint stylem klasycznym w Ruce) Norweżka zajęła „dopiero” dziesiąte miejsce, to już w drugim starcie sezonu (bieg na 10 kilometrów stylem klasycznym – również w Ruce) udowodniła, że w dalszym ciągu posiada ona „patent na wygrywanie”. Analogicznie jak w wielu wcześniejszych latach, tak i tym razem Norweżka startowała wybiórczo. Zabrakło jej między innymi na Tour de Ski czy próbie przedolimpijskiej. Pojawiła się za to (a jakże!) na docelowej imprezie sezonu, jaką były Mistrzostwa Świata w Narciarstwie Klasycznym, które w dniach 22 lutego – 5 marca 2017 roku odbyły się w Lahti. Z nich Bjoergen przywiozła cztery złote medale (w tym trzy wywalczone indywidualnie). Dzięki laurom wywalczonym w Finlandii Norweżka może poszczycić się kolekcją 18 złotych, 5 srebrnych i 3 brązowych medali mistrzostw świata. Do jej powiększenia ośmiokrotna mistrzyni olimpijska nie miała już sposobności. Fiński czempionat był bowiem ostatnią imprezą tej rangi, w jakiej wystartowała Marit Bjoergen.

50 i basta

Po jednym w sezonach 2006/2007-2007/2008, pięć w sezonie 2008/2009, dziewięć w sezonie 2009/2010, sześć w sezonie 2010/2011, po jedenaście w sezonach 2011/2012-2012/2013, pięć w sezonie 2013/2014 i jedno w sezonie 2016/2017… razem PIĘĆDZIESIĄT. Wiecie o czym mowa? Właśnie tyle zwycięstw w zawodach zaliczanych do klasyfikacji generalnej Pucharu Świata w biegach narciarskich odniosła Justyna Kowalczyk. Ostatnie z nich stało się udziałem Polki w trakcie próby przedolimpijskiej, mającej miejsce 4 lutego 2017 roku w Pjongczangu. Wówczas to pochodząca z Kasiny Wielkiej biegaczka po raz 50. – i ostatni – w jakże bogatej i owocnej w sukcesy karierze zameldowała się na pierwszym miejscu w rywalizacji pucharowej.  Zaszczytne podium dwukrotna mistrzyni olimpijska dzieliła z Amerykanką, Elizabeth Stephen, i Japonką, Masako Ishidą. Choć wielu liczyło na to, że po zwycięskim skiathlonie w Korei nadejdą jeszcze kolejne tryumfy, to niestety ówczesne realia były nieco inne. Laur wywalczony w miejscu rozgrywania XXIII Zimowych Igrzysk Olimpijskich był tym ostatnim w karierze Kowalczyk. – Nogi dzisiaj niosły. W czasie biegu byłam zaskoczona, że cały czas udawało się utrzymać tę minutę przewagi. (…) Ta trasa nie jest taka trudna. Mam nadzieję, że podczas igrzysk będzie trudniej – skomentowała tuż po zawodach swój występ Kowalczyk. Czy życzenia Polki ziściły się i w kolejnym roku w Korei Południowej biegało się ciężej? Jak na swych ostatnich igrzyskach spisała się podopieczna trenera Wierietielnego? Odpowiedzi na te pytania z pewnością znajdziecie w naszym kolejnym felietonie, do lektury którego już teraz gorąco Was zachęcamy!

Źródło: informacja własna/fis-ski.com/sport.tvp.pl/sport.onet.pl