Historia LGP w Wiśle: 2013

Drużynowe zwycięstwa do czasów najnowszych w skokach byłby dla Polaków unikalne. Obecnie także potrafimy się z nich cieszyć, ale są częstsze. Nie mówię o złocie MŚ w Lahti, ale “zwyczajna” wygrana w LGP czy PŚ nie jest już z pewnością taką niespodzianką jak wcześniej. W 2013 roku w Wiśle biało-czerwoni zaczęli serię wygranych “drużynówek”, która trwała 3 lata. To oczywiście nie jedyny sukces z tamtego weekendu na skoczni im. Adama Małysza.

Weekend w Wiśle przypadał na sam początek sierpnia, jako druga runda zmagań na igielicie tego lata. Pierwszego dnia nowego miesiąca na obiekcie przeprowadzono oficjalne treningi oraz kwalifikacje, po których mieliśmy powody do radości. Do sobotniego konkursu indywidualnego awansowało aż 12 zawodników naszej kadry. W samych wynikach kwalifikacji najlepszy okazał się Czech Lukas Hlava, a najlepszy z Polaków – Stefan Hula był dopiero 6. Dwóch z naszych zawodników miało zapewniony awans do zawodów : Maciej Kot i Kamil Stoch. Oddali odpowiednio 2 i 3 najdłuższe skoki wśród grupy nie muszących się kwalifikować. Następne dni miały jednak przynieść zdecydowanie więcej uśmiechu na nasze twarze.

W konkursie drużynowym wystawiliśmy Maćka Kota, Krzysztofa Bieguna, Dawida Kubackiego oraz Kamila Stocha. Chyba niewiele osób będących wtedy na skoczni mogło przypuszczać, że osiągniemy tak wspaniały sukces. Pokonując nieźle dysponowanych  Niemców oraz Słoweńców sprawiliśmy sporą niespodziankę stając tego dnia na najwyższym stopniu podium. Był to niestety jedyny raz gdy podczas tego weekendu mogliśmy posłuchać Mazurka Dąbrowskiego. Rywalizację indywidualną wygrał bowiem Andreas Wellinger. Nie zabrakło jednak polskiego akcentu na podium, bo tuż za reprezentantem Niemiec uplasował się prezentujący najrówniejszą w tamtym momencie formę Maciej Kot. Na najniższym stopniu “pudła” znalazł się jeszcze  Czech Roman Koudelka.

Polscy kibice nie mogli narzekać na tok wydarzeń z 2013 roku w Wiśle-Malince. Okazji do świętowania sukcesów naszych zawodników było sporo, nie mieliśmy wątpliwości, że są dobrze przygotowani do sezonu zimowego. Chyba nie muszę przypominać jak potoczyły się późniejsze wydarzenia, choćby w Soczi. Teraz jesteśmy w tej samej sytuacji jak wtedy. Lato przed sezonem olimpijskim. Kto nie chciałby powtórki z dobrych wyników w Wiśle oraz ostatecznych rozstrzygnięć na Igrzyskach w Pjongczangu?

Dodaj komentarz

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.