Historia LGP w Wiśle: 2012

Lato 2012 roku w Wiśle wspomina się słodko-gorzko. Idealny plan imprezy popsuła awaria oświetlenia, która doprowadziła do przerwania konkursu drużynowego, ale nastroje z pierwszego poprawił Maciej Kot, wygrywając w zawodach indywidualnych. Koniec końców, Wisła znów okazała się dla nas szczęśliwa.

Po eksperymencie z polskim „Turniejem Trzech Skoczni” wracano do formatu pojedynczych konkursów w Wiśle, dodajmy jako jedynego polskiego akcentu w Letnim Grand Prix. Zapowiadało się na dość spokojne otwarcie letniego sezonu, choć jak zawsze tutaj z ogromną gratką dla kibiców, którzy nie zawiedli i tłumnie przybyli do beskidzkiego miasta.

W czwartek, 19 lipca zawodnicy przystąpili do treningów i kwalifikacji. Do konkursu głównego dostało się 10 naszych zawodników, na czele z triumfatorem sesji kwalifikacyjnej – Dawidem Kubackim. Jego odległość nie była z pewnością najbardziej imponującą tego dnia (122 metry), ale najważniejsze że dała sporo pewności przed kolejnymi próbami oddawanymi na obiekcie im. Adama Małysza.

Piątek można określać różnie. Blamaż organizacyjny, chaos, nieporozumienie… Na szczęście to już przeszłość i chyba jedyna aż tak wielka niedogodność w całej paroletniej historii organizacji konkursów LGP w Wiśle. Po pierwszej serii prowadzą Słoweńcy, przed Polską oraz Niemcami. Dla nas dobra sytuacja do zaatakowania pierwszego miejsca i potwierdzenia świetnej dyspozycji, być może szansa na pierwszego, historycznego „hattricka” na polskiej ziemi – gdybyśmy wygrali bowiem konkurs, dokładając do tego wygraną Kota i świetny występ w kwalifikacjach Kubackiego rzeczywiście w mowie potocznej tak pewnie nazwano by ten wyczyn. Ale… do niego dojść nie mogło. Awarii uległo bowiem oświetlenie i nie udało się go przywrócić na czas drugiej serii. Po paru naradach podjęto decyzję o uznaniu wyników pierwszej rundy za oficjalne. Kto wie, co stało by się gdyby na przeszkodzie nie stanęła technika.

W sobotę nad skocznię w Wiśle-Malince wyszło słońce. W konkursie indywidualnym zwyciężył wspomniany wcześniej Maciej Kot. I tu już możemy mówić o pewnym „hattricku” – była to 3 wygrana Polaka w tym miejscu. I to nie byle jaka, bo Zakopiańczyk pokonał samego Szwajcara Simona Ammanna oraz Austriaka Wolfganga Loitzla. Piękny koniec dość dziwnego weekendu, zapisanego jednak dość pozytywnie na kartach historii polskich skoków. Co prawda, jego wyniki nie miały znaczącego wpływu na klasyfikację ogólną po całym cyklu, wygraną ostatecznie przez Andreasa Wanka z Niemiec. On w Wiśle był dopiero 9.

Ale to też rzecz dość unikalna i piękna przy zawodach w tym mieście – nieprzewidywalność co do wyników. Nie zawsze wygrywali tu najlepsi, a sam obiekt nie daje miarodajnych wskazówek w jakiej ktoś znajduje się formie. Jest trudny, nawet dla światowego topu. To sprawia, że wyjeżdżając z Wisły zwycięzcy mogą czuć się wyjątkowo.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *