Głośny apel wicemistrza olimpijskiego. Wciąż walczy o skocznie

fot. Sportsinwinter.pl

Nawet w najbardziej rozwiniętych narciarsko krajach nie brakuje kłopotów z infrastrukturą. Pochodzący z Tromsoe na północy Norwegii, wicemistrz olimpijski z Pjongczangu, Johann Andre Forfang mocno ubolewa, że w jego rodzinnej miejscowości brakuje obiektów z prawdziwego zdarzenia i zapowiada walkę o budowę kompleksu skoczni. Podopieczny Alexandra Stoeckla powrócił również wspomnieniami do występów w Korei przed dwoma laty, które mają mu pomóc w odbudowie swojej dawnej dyspozycji.

fot. Sportsinwinter.pl

Sezon 2020/21 26-letni Forfang zakończył dopiero na 19. miejscu. Norweg ani razu nie zameldował się na podium pucharowych konkursów, a najlepszą wywalczoną lokatą było 5. miejsce w fińskiej Ruce.

Wspomnienia z Pjongczangu

Przyszły sezon, z racji igrzysk olimpijskich będzie dla podopiecznego Alexandra Stoeckla niezwykle ważny. To właśnie przed nieco ponad trzema laty Forfang został wicemistrzem olimpijskim w Pjongczangu na skoczni normalnej (K 95). Teraz wraca on wspomnieniami do tamtych chwil, wierząc, że pomogą mu one w odzyskaniu swojej dawnej dyspozycji -Igrzyska Olimpijskie od zawsze były dla mnie najważniejsze. Od dziecka towarzyszyły mi myśli, żeby móc się na nich znaleźć i walczyć o medale. W Korei byłem w świetnej dyspozycji, kto wie, czy nie najlepszej w swoim życiu i po prostu wykorzystałem to- przyznał siódmy zawodnik sezonu 2017/18, w którym po za indywidualnym olimpijskim srebrem oraz złotem, wywalczonym wraz z kolegami z drużyny, zajmował również drugie miejsca w klasyfikacjach Willingen 5 oraz Planica 7.

Brak infrastruktury i przymusowa przeprowadzka

Norweski skoczek, który mieszka na co dzień w Tromsoe na północy Norwegii poruszył również kwestię braku profesjonalnego ośrodka szkoleniowego w tej części kraju, który na pewno nie pozostaje bez wpływu na rozwój tej dyscypliny sportu w Norwegii. – Pamiętam jak budowaliśmy 100, albo nawet 1000 obiektów w terenie, oczywiście dla zabawy, żeby móc poczuć się jak skoczkowie narciarscy. Marzy mi się jednak kompleks skoczni z prawdziwego zdarzenia, którego w tej części Norwegii bardzo brakuje. Spełnieniem moich marzeń jest wrócić do domu, zobaczyć nowego obiektu i to właśnie na nich zakończyć karierę – stwierdził.

– Od zawsze chciałem zostać skoczkiem, tak jak mój brat {Daniel- przyp. red}, dlatego jako 15-latek musiałem wyjechać na południe, by spełnić swoje marzenie. To bardzo kłopotliwa sytuacja, kiedy rodzina jest zmuszona wysyłać swojego 15-letniego syna albo córkę, żeby mieszkali samotnie w innym mieście, znacznie oddalonym od domu, tylko dlatego, że chce on zostać skoczkiem narciarskim. Jest to tym bardziej niezrozumiałe, kiedy żyjemy na północy Norwegii, gdzie warunki klimatyczne są idealne do trenowania skoków narciarskich – dodał podwójny mistrz świata juniorów z 2015 roku.

Jak do tej pory większość skoczków z północy Norwegii trenowała na obiektach w Trondheim, jednak te z racji przebudowy zostały wyłączone z użytku na okres co najmniej dwóch lat, co stwarza jeszcze większe problemy. Na tą chwilę głównymi ośrodkami szkoleniowymi pozostają olimpijskie skocznie w Lillehammer oraz kompleks w Oslo.

Przypomnijmy, że Forfanga, podobnie jak reszty czołowych norweskich zawodników zabrakło na inauguracji Letniego Grand Prix w Wiśle. Mało prawdopodobny jest ich występ również 7 sierpnia we francuskim Chourchevel. Powodem tego są restrykcyjne przepisy dotyczące wjazdu i wyjazdu z Norwegii i związane z tym ryzyko odbycia przymusowej kwarantanny.

źródło: facebook.com/hopplandslaget