Gdzie się podziały polskie bobsleje? Zawodnicy nie wiedzą, na czym stoją

fot. IBSF- International Bobsleigh & Skeleton Federation.

fot. IBSF- International Bobsleigh & Skeleton Federation.

Za nami pierwszy sezon Pucharu Świata od lat, w którym ani razu nie zobaczyliśmy na starcie polskich bobsleistów. Chociaż od jakiegoś czasu mogło wydawać się, że sport ten w naszym kraju zyskuje na jakości, to w ciągu ostatnich 12 miesięcy wszystko się zmieniło. – Osobom, które zarządzają naszym związkiem zależy tylko na przetrwaniu, a nie na walce o jak najwyższe cele – twierdzi Arnold Zdebiak. Sprawdzamy zatem, czy ten widowiskowy sport w naszym kraju jeszcze istnieje.

Po kilku tygodniach wracamy do trudnej sytuacji w polskich bobslejach. Problemy kadry rozpoczęły się we wrześniu, kiedy z funkcji trenera zrezygnował Janis Minins. W efekcie Polacy na dwa miesiące przed rozpoczęciem nowego sezonu pozostali bez szkoleniowca. Szukanie zastępcy Polskiemu Związkowi Bobslei i Skeletonu zajęło prawie dwa miesiące. Dobrze byłoby, gdyby na tym się skończyło. Kiedy ogłoszono, że rolę pełnił będzie Rudi Lochner, po krótkim czasie okazało się, że nie ma on uprawnień i funkcji pełnić nie może. Do sezonu było coraz bliżej, a nasi zawodnicy pozostawali bez głównego trenera. – Od dwóch miesięcy każdy trenuje sam w domu.  Z trenerem przygotowania motorycznego ostatnio widzieliśmy się we wrześniu. Jedyny kontakt, jaki z nim mieliśmy to Internet albo telefon – mówił nam na początku listopada Krzysztof Tylkowski. Pierwsze zgrupowanie na lodzie (w połowie listopada) odbyło się bez trenera. – Ciężko było nam samym wszystko zorganizować. Przede wszystkim podczas zjazdów nie ma trenera, który potrafi powiedzieć, jakie zrobiliśmy błędy i jesteśmy w stanie to poprawić w następnych przejazdach – opisywał Arnold Zdebiak.

Rezygnacja ze startów

Pod koniec listopada PZBiS poinformował, że nowym trenerem bobsleistów będzie Arend Glas. Polecić miał go trener reprezentacji Niemiec, Rene Spies. O zatrudnieniu nowego szkoleniowca dowiedzieliśmy się za pośrednictwem mediów społecznościowych. Podobnie zresztą jak kadrowicze, którzy narzekali na brak komunikacji ze związkiem. Sezon jednak rozpoczęli od startu w Pucharze Europy. Chociaż przed startem cyklu wiele przeszkód stanęło im na drodze, to ostatecznie podjęli próbę rywalizacji. Niestety, podczas zawodów w Winterbergu Jakub Zakrzewski i Arnold Zdebiak zaliczyli groźny upadek. Po tym zdali sobie sprawę, że zbyt wiele ryzykują. Przygotowania bez trenera dały bowiem oznaki. Wydali oświadczenie, w którym informują o zaprzestaniu startów w zawodach. – Niestety, mając na uwadze nasze bezpieczeństwo i zdrowie rezygnujemy z dalszych startów w tej części sezonu – napisali w oświadczeniu. Próbowaliśmy wówczas uzyskać komentarz związku w tej sprawie, ale nie udzielono nam odpowiedzi na pytania. Reakcji na wydane oświadczenia nie uzyskali także sami zawodnicy. Na domiar wszystkiego w Wigilię zakończenie kariery ogłosił filar kadry – pilot Mateusz Luty. – Jest mi bardzo przykro, że ta historia ma taki finał. Jest to główny powód rezygnacji. Duże ambicje sportowe oraz oczekiwania co do rozwoju, a z drugiej strony rosnąca frustracja, że nasze starania idą na marne. Moja cierpliwość po prostu się wyczerpała – przyznał Luty i dodał, że żegna się ze sportem także z powodu problemów zdrowotnych.

Są pomysły, ale nie ma odpowiedzi

Jak wygląda sytuacja polskich bobsleistów po zakończeniu sezonu? – Po przymusowym zakończeniu sezonu 2019/2020 z mediów dowiedzieliśmy się, że Zarząd PZBiS odwołał nas z kadry narodowej z dniem 31.12.2019. Niestety, do tego dnia nie było podane żadne rozwiązanie ze strony PZBiS – przyznaje w rozmowie ze Sportsinwinter.pl Arnold Zdebiak i dodaje, że propozycje rozwiązania kłopotów przedstawiali sami zawodnicy. – Nie dostaliśmy żadnej odpowiedzi, a wręcz próbowano wmówić nam, że to wszystko nasza winna – uzupełnia. Na dowód tego bobsleista pokazał nam wiadomości, jakie przesyłał do związku drogą elektroniczną. Czytamy w nich, że kadrowicze oczekiwali m.in. udostępnienia miejsc reklamowych na bobslejach czy odzieży sportowej, chcieli zatrzymania trenera głównego Glassa oraz fizjoterapeuty. Zależało im także na spotkaniu, na którym ustalona miała być przyszłość bobslejów w Polsce. Na przedstawione pomysły federacja nie odpowiedziała. Arkadiusz Sobieraj – wiceprezes ds. sportu – potrafił jednak wysłać do zawodników kilkanaście pytań i prosił o odpowiedź na nie. Treść często sugerowała winę zawodników, brak profesjonalizmu czy wiedzy. Z korespondencji wynika także, że zawodnicy byli proszeni o niewypowiadanie się mediach. Zdebiak skrupulatnie odpowiedział na każde zadane pytanie, a w odwecie przeczytał zarzut braku profesjonalizmu. Arnold ponownie przekazał związkowi oczekiwania bobsleistów. – Po pierwsze wszystkie punkty były zapewnione a Pan odmówił szkolenia – napisał wiceprezes Sobieraj. – Proszę o przesłanie oficjalnej informacji na temat miejsc dla sponsorów, które niby zostały „zapewnione”. Zawodnicy zostali poinformowani o tym? – odpowiedział Arnold Zdebiak.

„Za nami historyczny sezon”

 – Można zatem powiedzieć, że nie za ciekawie wygląda nasza obecna sytuacja, ponieważ PZBiS nic nie zrobił, aby zacząć nas przygotowywać do następnego sezonu. Dzięki klubowi AZS Lublin mieliśmy możliwość spotkania się z prezesem w styczniu, ale nie otrzymaliśmy żadnej konstruktywnej odpowiedzi oraz konkretnych planów na sezon 2020/2021. Prosiliśmy o udostępnienie miejsca dla sponsorów, aby odciążyć związek od wydatków związanych z zakupem sprzętu czy dodatkowymi zgrupowaniami, ale nie dostaliśmy odpowiedzi. Prezes oznajmił nam wyłącznie, że „związek musi też na czymś zarabiać” – opisuje Zdebiak. Przy tak skomplikowanej sytuacji postanowiliśmy zapytać w federacji, czy kadra bobslejowa jeszcze istnieje, jakie są dalsze plany wobec niej i co się stało ostatecznie z trenerem? Trudno jednak mówić o odpowiedzi na nasze pytania. Zamiast dokładnego przedstawienia swojego stanowiska, PZBiS pochwalił się osiągnięciami młodzieży. – Męska Kadra Narodowa w bobslejach jak najbardziej istnieje. Nasz zawodnik wystąpił pierwszy raz w historii na Młodzieżowych Igrzyskach Olimpijskich – Lozanna 2020. Zajął tam wysokie 11 miejsce w rywalizacji z państwami które mają tory lodowe. Młodzi zawodnicy byli również na zgrupowaniu w La Plagne we Francji na początku marca tego roku szykując się już do kolejnego sezonu, ale musieli przerwać z powodu pandemii koronawirusa – czytamy w odpowiedzi przesłanej nam przez PZBiS. – Aktualnie kadrę bobslejową prowadzi Norbert Foltin – dowiedzieliśmy się jeszcze. W wiadomości nie znaleźliśmy ani słowa o tym, co z zawodnikami, którzy dotychczas stanowili trzon reprezentacji. Tak, jakby w ogóle sprawy nie było.

Co dalej?

Trudno dzisiaj przewidzieć, jaka przyszłość czeka polskie bobsleje. W przypadku zawodników z dotychczasowej kadry seniorów trzeba mówić o anielskiej cierpliwości. Mimo braku wyraźnej odpowiedzi na pytanie: „co dalej z ich przyszłością?”, nadal indywidualnie trenują i pozostają w gotowości. – Każdy z nas trenuje sam na własnych planach, ponieważ trener od przygotowania motorycznego został zwolniony z dniem 31.12.2019. W tym momencie mogę odpowiedzieć na to pytanie tylko za siebie. Do ostatniej soboty były to treningi na siłowni, lecz przez całą sytuację z koronawirusem muszę sobie organizować treningi zastępcze na moim osiedlu czy w garażu podziemnym – opisuje olimpijczyk z Pjongczangu. Wiary w szczęśliwe zakończenie jest jednak coraz mniej. – Jak ma być wyszkolony nowy pilot polskiej kadry, kiedy brakuje nam trenera głównego, motorycznego czy fizjoterapeuty. Nie mamy korzyści finansowych z tego sportu, my kochamy ten sport, ale bez wspólnego planu działania i celu z PZBiS nic nie osiągniemy. Osobiście chciałem kontynuować karierę sportową jako pilot. Tylko do tego jest potrzeba dużej ilości treningów na torze, czyli zjazdów, niestety PZBiS nie rozumie tego  – zakończył zawodnik.

Mateusz Król,
Kamil Karczmarek

%d bloggers like this: