Freitag ma za sobą najgorszy sezon od lat. Wrócił do PK po 3360 dniach

fot. Agnieszka Białek/Sportsinwinter.pl

fot. Agnieszka Białek/Sportsinwinter.pl

Sezon 2017/18 w skokach narciarskich zapamiętamy ze względu na trzecie złoto olimpijskie, drugą Kryształową Kulę, triumf w Turnieju Czterech Skoczni z czterema wygranymi konkursami i srebro mistrzostw świata w lotach Kamila Stocha. Lecz wspomniana kampania miała także drugiego zawodnika, który toczył równą walkę z “Rakietą z Zębu” o triumf w klasyfikacji generalnej Pucharu Świata. Do czasu. Gdzie teraz jest ta postać?

19 listopada 2017 roku miała miejsce inauguracja indywidualnych zmagań skoczków w ramach Pucharu Świata. Konkurs w Wiśle wyłonił niespodziewanego zwycięzcę, bowiem triumf odniósł wtedy Junshiro Kobayashi, wyprzedzając Kamila Stocha i Stefana Krafta. Czwarte miejsce zajął Richard Freitag, który wyrównał osiągnięcie sprzed dwóch lat, kiedy to również uplasował się w pierwszych zawodach nowej kampanii na czwartej pozycji. Kolejny weekend – w Ruce – i kolejna solidna postawa Niemca. Kończąc rywalizację na szóstej lokacie Freitag okazał się najlepszym spośród pierwszej czwórki “generalki” głównego cyklu. Potem było jeszcze lepiej – tak, że lepiej już prawie być nie mogło. Niemiecki wąsacz – po wiktorii i drugim miejscu w Niżnym Tagile – przejął od Junshiro Kobayashiego żółty plastron lidera Pucharu Świata i nie zamierzał szybko go oddać, gdyż w Engelbergu powtórzył wyczyn ze zmagań w kompleksie Aist.

Wreszcie przyszedł czas na Turniej Czterech Skoczni. Niemieccy kibice z wielkimi nadziejami przystępowali do niego, gdyż mocno wierzyli, że to Freitag przełamie złą passę ich rodaków. Mógł to być pierwszy triumf Niemca od sezonu 2001/02, gdy Sven Hannawald, triumfując we wszystkich czterech konkursach, mógł cieszyć się ze zwycięstwa w całych zawodach. Notowania Freitaga spadły jednak nieco po rywalizacji w Oberstdorfie oraz Garmisch-Partenkirchen. Na Schattenbergschanze i Grosse Olympiaschanze, gdzie wygrał Stoch, Niemiec stracił do Polaka łącznie 11,8 punktu i w klasyfikacji cyklu plasował się na drugiej pozycji. Karuzela Turnieju Czterech Skoczni przeniosła się do Innsbrucku, gdzie warunki atmosferyczne lubiły dorzucić swoje trzy grosze. Na Bergisel również triumf odniósł Stoch, lecz za nim nie uplasował się Freitag – jak to miało miejsce w niemieckiej części zmagań – a Daniel Andre Tande, z kolei podium zamknął Andreas Wellinger. Bohater tego tekstu po pierwszej serii zajmował 22. lokatę, ponieważ nie ustał skoku na 130. metr i postanowił wycofać się z zawodów z powodu odczuwanego bólu. Można sądzić, że ten upadek odcisnął swoje piętno na dalszej karierze Freitaga.

Po wydarzeniach w Innsbrucku, Niemiec musiał zrobić sobie przerwę od rywalizacji. Nie skakał oczywiście w Bischofshofen, ale opuścił także weekend w Bad Mitterndorf, gdzie udało się rozegrać jeden konkurs. Wrócił 19 stycznia podczas Mistrzostw Świata w Lotach Narciarskich 2018 rozgrywanych w Oberstdorfie. I od razu odniósł sukces, bowiem zdobył brąz w zmaganiach indywidualnych, plasując się za pierwszym Tande i drugim Stochem. Dwa tygodnie później w Zakopanem Freitag był dziesiąty, natomiast na pucharowe podium wrócił siedem dni później, gdyż w Willingen zajął drugie miejsce. Wtedy Niemiec odskoczył nieco Stochowi w klasyfikacji generalnej Pucharu Świata i śmiało można było twierdzić, że jest jednym z głównych kandydatów do odebrania w Planicy Kryształowej Kuli, lecz koszulkę lidera tego cyklu stracił już dzień później – w niedzielę – kiedy zawody na Muhlenkopfschanze, które okraszone były trudnymi warunkami, zakończył na 28. pozycji. Dwukrotny wówczas mistrz olimpijski z Polski stanął na drugim stopniu “pudła” i przejął miano pierwszego skoczka “generalki” głównego cyklu tamtej kampanii.

Rezulat z sobotniego konkursu Freitaga w Willingen okazał się być najlepszym do końca sezonu. Przyszła pora na Zimowe Igrzyska Olimpijskie 2018 w Pjongczangu, gdzie na normalnej, jak i dużej skoczni Niemiec uplasował się na dziewiątej lokacie i zdobył srebro w zawodach drużynowych. W Lahti Freitag był dopiero 15., ale do końca zmagań prezentował już równą formę, bowiem zajmował kolejno ósme, dwukrotnie piąte, znów ósme oraz dwa razy szóste miejsce. I właśnie w ten sposób Niemiec dokonał swojego największego osiągnięcia w jego dotychczasowych zmaganiach w Pucharze Świata – został drugim zawodnikiem klasyfikacji generalnej, gromadząc łącznie 1070 punktów.

Kampania 2018/19 była dla Freitaga równie dobra, co poprzednia? Nic bardziej mylnego. Rok temu skoczek z Erlabrunn zaliczył najgorszy sezon w zawodach najwyższej rangi od cyklu 2013/14 (24. miejsce), ponieważ w rankingu końcowym sklasyfikowany został na 21. pozycji z liczbą 331 oczek na swoim koncie. Mało tego, najlepszym wynikiem Niemca była czwarta lokata w Willingen, oprócz tego zajął szóste, siódme oraz ósme miejsce, a w reszcie pojedynczych zmagań plasował się w drugiej lub trzeciej dziesiątce.

Mały przebłysk Freitag miał także na Mistrzostwach Świata w Narciarstwie Klasycznym 2019, które odbywały się w Seefeld. Był on dziewiątym skoczkiem rywalizacji na dużym obiekcie, piątym na normalnym w szalonym konkursie oraz członkiem złotej reprezentacji Niemiec w zawodach drużynowych. Choć to trochę zrekompensowało nieudany okres w karierze “Piątka”.

I tak doszliśmy do sezonu 2019/20. Freitag rozpoczął go w taki sposób, w jaki trwał przez prawie cały poprzedni – od pozycji w drugiej i trzeciej dziesiątce. 24. w Wiśle, 15. w Ruce, 18. i 30. w Niżnym Tagile. Ale następnie, w Klingenthal oraz Engelbergu, srebrny medalista olimpijski kompletnie się zaciął, o czym mówią jego wyniki – 40., 41., i 61. lokata w konkursach rozgrywanych w Niemczech i Szwajcarii. To był początek końca Freitaga, który przepadł w kwalifikacjach do pierwszych zawodów Turnieju Czterech Skoczni w Oberstdorfie. Po tym trener reprezentacji Niemiec, Stefan Horngacher, zdecydował się odstawić swojego podopiecznego. 

Po treningach i odpoczynku od skakania o stawkę, zawodnik z Erlabrunn powrócił do Pucharu Świata na weekend w Zakopanem. I wtedy – wydawało się – że jest już lepiej. Może nie mówił o tym jego skok z pierwszego treningu na Wielkiej Krokwi (41. miejsce), ale 19. i 16. miejsce odpowiednio w drugiej serii treningowej i kwalifikacyjnej – już tak. Mimo to Horngacher nie zdecydował się wystawić Freitaga w sobotnim konkursie drużynowym, w którym Niemcy, w składzie: Constantin Schmid, Markus Eisenbichler, Stephan Leyhe, Karl Geiger, odnieśli zwycięstwo. Reprezentant naszych zachodnich sąsiadów z niecierpliwością więc czekał na zmagania indywidualne, lecz w niedzielę coś zawiodło, bowiem zajął on dopiero 48. pozycję. “Piątek” dostał jeszcze swoją szansę podczas następnego weekendu Sapporo, ale tam również nie pokazał się z dobrej strony, bo w Japonii raz rywalizację zakończył na 47. lokacie, a za drugim razem nie przebrnął nawet kwalifikacji. I mimo to 28-latek pojechał jeszcze do Willingen, by na Muhlenkopfschanze uplasować się na jednym z najbardziej pechowych miejsc dla skoczka – 31.

Po zawodach w Willingen Five (a w zasadzie Three) stało się coś, czego nie było od – uwaga – sezonu 2010/11, a dokładniej – od 3360 dni. Freitag wziął udział w konkursie Pucharu Kontynentalnego. Ostatnio na “drugoligowej” skoczni Niemiec zaprezentował się 11 grudnia 2010 roku, kiedy zajął drugą pozycję w Vikersund za swoim rodakiem Stephanem Hocke. Od tamtej pory wąsacz występował już tylko w Pucharze Świata. Ale – tak jak wspominałem – znów nastały takie czasy, że Freitag zszedł całkowicie na drugi plan i pojawił się w zmaganiach Pucharu Kontynentalnego. 22 lutego br. 28-latek wystąpił w konkursie “drugiej ligi” w Val di Fiemme i zajął w nim zaledwie 24. lokatę. Na drugi dzień, w kompleksie Trampolino Dal Ben, znów był 24. Pojechał jeszcze do Reny, gdzie Norwegów zaskoczył śnieg i rywalizację udało się przeprowadzić tylko jednego dnia. Ale i tam wyśmienicie nie było, bo zakończył konkurs na 12. miejscu. W ten sposób sezon 2019/20 z udziałem Freitaga dobiegł końca.

Miniona kampania była najgorsza w karierze Niemca od tej z lat 2009/10, gdy zmagania głównego cyklu skończył jako 90., lecz wtedy w zawodach najwyższej rangi startował tylko pięciokrotnie – raz był 30., 40., 42., 46., a raz odpadł w kwalifikacjach. Teraz uplasował się na 44. pozycji w klasyfikacji generalnej Pucharu Świata z dorobkiem zaledwie 37 punktów.

Notowania Freitaga na przestrzeni tych czterech lat spadły. Przed Turniejem Czterech Skoczni 2017/18 była seria siedmiu podium z rzędu (trzy zwycięstwa, cztery drugie miejsca), a po nim jedna lokata w najlepszej trójce (drugie miejsce) i nieco, nieco gorsze rezultaty, ale wciąż jednak były to miejsca w czołowej dziesiątce pucharowych zmagań. Zdecydowanie gorzej sytuacja miała się już następnej kampanii, natomiast miniony sezon był już istnym koszmarem dla doświadczonego Niemca, który nie wypadł z grona najlepszych 15 skoczków świata od lat 2013/14. Od walki o Kryształową Kulę do Pucharu Kontynentalnego.

Źródło: informacja własna

%d bloggers like this: