FIS ignoruje szczepienia przeciw Covid-19. LGP z testowaniem

fot. P. Ślezińska

W najbliższy piątek odbędzie się inauguracja FIS Grand Prix w skokach narciarskich kobiet i mężczyzn. Wisła jest już gotowa na zawody i jedyne co może zatrzymać organizatorów to pogoda. Prognozy są jednak optymistyczne. Negatywne mają być jedynie wyniki testów na koronawirusa, które mimo wszelkich zapowiedzi, FIS wymaga od każdego uczestnika imprezy. Od członków komitetu, przez skoczków aż po przedstawicieli mediów. 

fot. P. Ślezińska

Mocna obsada

Od 11 lat Wisła organizuje Letnie Grand Prix w skokach narciarskich. I śmiało można powiedzieć, że to jeden z najważniejszych przystanków cyklu skoków o tej porze roku. Bardzo często ekipy przyjeżdżają w silnych składach, aby sprawdzić na jakim etapie z przygotowaniem formy do zimy są względem innych zespołów. Nie inaczej będzie tym razem. – Przeglądałem na szybko listę zgłoszeń i widziałem, że niemal wszystkie ekipy są w mocnych składach. Jedynie Norwegowie przybywają do nas z eksperymentalnym zespołem – mówi nam Andrzej Wąsowicz, szef wiślańskich zawodów. – Niemcy mają być z Markusem Eisenbichlerem i mistrzem olimpijskim Andreasem Wellingerem – dodaje Wąsowicz. Wspomina też, że mocni będą także Słoweńcy, Austriacy i… oczywiście Polacy [SKŁAD].

Premiera kobiet

Po ponad dekadzie organizacji zawodów mężczyzn, nadszedł czas na zmagania kobiet. Na skoczni im. Adama Małysza pierwszy raz o punkty LGP powalczą skoczkinie. – Większość kobiecych drużyn już jest. Wczoraj i dzisiaj trenowały Rosjanki – opowiada Wąsowicz. Przyznaje, że dla komitetu jest to nieco stresujące wyzwanie, ale nie obawia się o podołanie. – Różnica w przeprowadzeniu zawodów jest właściwie żadna. Jedyne, co się różni, to wysokość belek – przyznaje dyrektor skoczni w Wiśle-Malince. Nie lada zadanie stoi przed organizatorami pod względem logistycznym. Pierwszy raz bowiem przyjdzie im rozgrywanie dwóch konkursów jednego dnia. Najpierw rywalizowały będą kobiety, a półtorej godziny później panowie. – Szatnie zorganizujemy tak, aby po Niemkach wchodzili tam Niemcy. Nie chcemy, aby były jakieś niespodzianki – nawiązuje do sytuacji pandemicznej Wąsowicz.

Testowanie mimo szczepień

Przez cały ubiegły sezon sztaby szkoleniowe oraz skoczkowie poddawani byli testom na obecność koronawirusa. Kiedy w marcu cykl dobiegał końca, wielu myślało, że z tym procederem koniec. A to dlatego, że na całym świecie trwały szczepienia przeciwko Covid-19. Większość sportowców poddana była szczepieniom. Polska kadra kilka tygodni temu. To miało zakończyć testowanie, ale FIS postanowił zaskoczyć. – Szczepienia dla FIS-u nie mają większego znaczenia. Żądać będą od wszystkich ekip testów wykonanych nie wcześniej niż 72 godziny przed zawodami – potwierdza Andrzej Wąsowicz. Szef komitetu organizacyjnego sam nie rozumie takiego ruchu. Wspólnie z innymi działaczami stale koresponduje z przedstawicielami FIS. – To po co te szczepienia – pyta i załamuje ręce dyrektor.

Sam Wąsowicz mówi, że nie chce się poddawać kolejnym testom, bo zaszczepił się dwoma dawkami. Buntują się także niektóre ekipy. Wiadomo nam, że chodzi między innymi o Rosję i Kazachstan. Zdziwieni ruchem są także dziennikarze i nawet przedstawiciele lokalnego sanepidu. Na wielu imprezach sportowych certyfikaty covidowe są respektowane. FIS najwyraźniej nie ufa szczepionkom. – W odpowiedzi przeczytaliśmy, że my się nie zarazimy, ale możemy zarazić kogoś innego – relacjonuje oburzony szef zawodów. – To niestety nie zależy od nas – kończy.

Chociaż komitet nie traci nadziei na zmianę decyzji, to wygląda na to, że 58 skoczkiń i 62 skoczków będzie musiało znów się testować. Podobnie jak ich sztaby szkoleniowe, komitet organizacyjny i dziennikarze. Bez okazywania wyniku wymazów na teren skoczni wejdą jedynie kibice.

Źródło: Informacja własna

Mateusz Król
Obserwuj