MŚ w biathlonie – Pokljuka 2021. Dogonić sportowe spełnienie. Monika Hojnisz-Staręga czeka na wielki sukces od lat

fot. Mateusz Król

Już za kilka godzin do rywalizacji o medale w pierwszej konkurencji mistrzostw świata w Pokljuce przystąpią biathlonistki, wśród których nie zabraknie oczywiście naszej największej nadziei na sukces. Mowa o Monice Hojnisz-Starędze, która do Słowenii przyjedzie opromieniona złotym medalem wywalczonym podczas zakończonych niedawno mistrzostw Europy w Dusznikach-Zdroju. W Pokljuce Polka stanie przed szansą na to, aby powtórzyć ten sukces i wywalczyć pierwszy krążek czempionatu globu od ośmiu lat i pamiętnego biegu masowego w Novym Meście.

fot. Mateusz Król

Nadzieja biathlonu

Monika Hojnisz-Staręga od wielu lat kreowana była na polską nadzieję biathlonu. Urodzona w Chorzowie biathlonistka szerszej publiczności zaprezentowała się w 2010 roku, gdy na mistrzostwach świata juniorów w szwedzkim Torsby zdobyła dwa brązowe medale, a miesiąc później w estońskiej miejscowości Otepaa wywalczyła złoto czempionatu Starego Kontynentu w tej kategorii wiekowej. Już wtedy Polka była uważana za jedną z tych, która może wiele osiągnąć i przy okazji przynieść dużo radości wszystkim, którzy są sympatykami tej dyscypliny sportu.

Kolejne sezony, już w rywalizacji z seniorkami, upływały naszej zawodniczce dość spokojnie. Hojnisz-Staręga (startująca wówczas pod panieńskim nazwiskiem Hojnisz) sporadycznie punktowała w Pucharze Świata i nic nie wskazywało na to, że w 2013 roku podczas czempionatu globu w Novym Meście zaskoczy niemal cały biathlonowy świat. Dość powiedzieć, że do momentu inauguracji mistrzostw świata najlepszym wynikiem Polki było 19. miejsce wywalczone w sprincie w Oberhofie.

Czeska niespodzianka

W Novym Meście wszystko układało się pozytywnie dla Polki, która mistrzostwa rozpoczęła od 24. lokaty w sprincie, by dzień później w biegu pościgowym awansować na trzynaste miejsce – najlepsze w karierze. 21-letnia wówczas Hojnisz, dzięki dobrym występom, zakwalifikowała się do kończącego mistrzostwa świata biegu masowego i nie zmarnowała szansy, którą sobie wywalczyła. Nasza zawodniczka pobiegła doskonale i zdobyła brązowy medal, przegrywając jedynie z niekwestionowanymi gwiazdami biathlonu: Darią Domraczewą i Torą Berger. Wtedy wydawało się, że kariera młodej biathlonistki urodzonej w Chorzowie ruszy z kopyta, ale stało się inaczej.

W sezonie olimpijskim, którego najważniejszym punktem były igrzyska w Soczi, Hojnisz nieco spuściła z tonu i w Pucharze Świata ani razu nie zdołała znaleźć się w czołowej dziesiątce. Pozytywnym akcentem tej zimy był jedynie… bieg masowy kończący zmagania biathlonistek w Soczi, w którym Polka zajęła piąte miejsce. Rok później chorzowianka rozkręcała się ze startu na start, by w drugiej części sezonu trzy razy uplasować się w najlepszej dziesiątce. Jeden z tych biegów przypadł na mistrzostwa świata w Kontiolahti, gdzie Hojnisz po fatalnym występie w sprincie (75. miejsce) odżyła w biegu indywidualnym, który ukończyła na dziewiątej pozycji.

Kryzys formy

Następne lata niestety nie były zbyt owocne dla naszej reprezentantki. O ile w Pucharze Świata Hojnisz zaczęła regularnie zdobywać punkty, o tyle na mistrzostwach świata zawodziła. W 2016 roku w Oslo jej najlepszym wynikiem była 29. pozycja w biegu pościgowym, a w 2017 roku w Hochfilzen najwyżej uplasowała się w biegu indywidualnym – na 30. miejscu. Niewiele lepszą formę polska biathlonistka prezentowała w sezonie olimpijskim, który od samego początku nie układał się po jej myśli. W listopadzie i grudniu Hojnisz ani razu nie zdobyła punktów Pucharu Świata i męczyła się na trasie. Po raz pierwszy w najlepszej czterdziestce zawodniczka urodzona w Chorzowie znalazła się dopiero po Nowym Roku, zajmując 34. miejsce w sprincie w Oberhofie. Dzień później w biegu pościgowym nasza biathlonistka spadła o jedną lokatę i… to były jej ostatnie punkty w sezonie.

Koreański przełom

Fatalne nastroje po zimie 2017/2018 nieco poprawił pozytywny występ w Pjongczangu. Podczas igrzysk olimpijskich Hojnisz zanotowała bowiem najlepsze rezultaty z całej biathlonowej kadry Polski zajmując szóste miejsce w biegu indywidualnym i piętnaste w mass starcie. To nieco zmieniło nastawienie naszej reprezentantki, która po sezonie nie ukrywała, że to był dla niej bardzo trudny okres w karierze. – Rzeczywiście nie był to najlepszy i wymarzony sezon. Gdyby wyciąć Igrzyska, mogłabym powiedzieć, że to była tragedia. Cały sezon i po każdym starcie sama próbowałam wyciągnąć wnioski, ale nie jest to takie łatwe. Na wynik i jego brak składa się wiele czynników, a w biathlonie nawet mnóstwo – mówiła nam biathlonistka. – Myślę sobie czasami, że jakby przyszło mi kończyć moją przygodę ze sportem, to nie czuję się dziś spełniona, więc chciałabym móc jeszcze raz udowodnić sobie, że stać mnie na spektakularny wynik – dodawała Hojnisz przed trzema laty w rozmowie z naszym portalem.

Dobry występ na igrzyskach w Pjongczangu podziałał motywująco na naszą reprezentantkę, bowiem już podczas inauguracji sezonu 2018/2019 chorzowianka stanęła na podium zawodów PŚ w Pokljuce i to w biegu indywidualnym, z którym ostatnimi czasy miała najwięcej pozytywnych wspomnień. Potem jeszcze kilka razy ocierała się o podium i na dobre zadomowiła się w światowej biathlonowej czołówce. Dobrej dyspozycji na przestrzeni całego sezonu nie udało się niestety potwierdzić podczas mistrzostw świata w Oestersund, które zupełnie nie wyszły naszej zawodniczce. – Podchodziłam do tych startów jak do każdego innego. Ciekawa, zmotywowana i gotowa do walki. Wyszło jak wyszło. Nie zawsze mamy wpływ na wszystko i nie zawsze jest tak jakbyśmy sobie tego życzyli. Wzięłam to na klatę – komentowała wówczas Hojnisz swoje poczynania w Szwecji.

Misja stabilizacja

W minionym sezonie Hojnisz-Staręga umocniła swoją pozycję w światowej hierarchii prezentując stabilną wysoką formę przez całą zimę. Na potwierdzenie tych słów warto wspomnieć, że w końcówce ubiegłego sezonu nasza reprezentantka zanotowała serię sześciu z rzędu występów zakończonych miejscem w najlepszej “10”. Podczas mistrzostw świata w Anterselvie dwukrotnie ocierała się o medal: najpierw w biegu indywidualnym, który zakończyła na szóstej pozycji, mimo tego, że po osiemnastu strzałach znajdowała się na prowadzeniu. Ostatecznie dwa pudła zepchnęły biathlonistkę urodzoną w Chorzowie na szóste miejsce. W biegu masowym Hojnisz-Staręga także do samego końca walczyła o medal, kończąc rywalizację tuż za podium.

– Poniekąd uzyskałam super wynik, powinnam się z niego cieszyć, bo gdyby przed startem ktoś mi powiedział, że będę szósta, brałabym to w ciemno. Ale ze względu na to, jak potoczyły się zawody i czego mogłam dosięgnąć, to był niedosyt. Na pewno mam żal do siebie, że te dwa ostatnie strzały niecelne. Generalnie przed zawodami obiecałam sobie, że będę pracowała nad każdym strzałem, będę każdemu strzałowi dawała szansę. I przez 18 strzałów tak robiłam, te dwa ostatnie wypadły spod mojej kontroli – tłumaczyła na gorąco po biegu indywidualnym Polka.

Jak potoczą się losy Moniki Hojnisz-Staręgi w Pokljuce? Czy po ośmiu latach od niespodziewanego sukcesu w Novym Meście Polka na słoweńskich trasach sięgnie po medal? O tym przekonamy się w najbliższych dniach.

Źródło: informacja własna