Polak trenujący czeskich bobsleistów: “W Polsce jest błędne koło” [wywiad]

fot. wikimedia commons

fot. wikimedia commons

Były reprezentant Polski w bobslejach, Dawid Kupczyk jest trenerem czeskiej kadry. Jak wygląda jego praca u naszych południowych sąsiadów w zespole Dominika Dworaka?

Kamil Karczmarek: Sezon zakończyły mistrzostwa świata w Altenbergu, w których Pana podopieczni zajęli 6. miejsce w czwórkach. Jak Pan oceni ten wynik?

Dawid Kupczyk: Jak wiemy, sport bobslejowy to nie jest łatwy kawałek chleba. Po pierwsze sprzęt, a po drugie ślizgi. Szóste miejsce uważam za bardzo dobre, biorąc pod uwagę zeszły rok, gdzie cały sezon zakończyliśmy na 4. i 7. miejscu w rankingu, a na mistrzostwach świata było bardzo słabo (15. i 21. miejsce). Te mistrzostwa były bardziej udane, choć po pierwszym udanym dniu i dobrych ślizgach, w drugi dzień było widać nerwowość i błędy podczas ślizgu. Na szczęście mieliśmy wypracowaną przewagę, co pozwoliło nam utrzymać 6. miejsce.

Jak podsumowałby Pan cały sezon w Waszym wykonaniu? Czy Wasze cele zostały zrealizowane?

Cały sezon w naszym wykonaniu był bardzo stabilny. W czwórce wszystkie starty zakończyliśmy w czołowej “10”, ale zabrakło nam czegoś wielkiego, co pozwoliłoby wejść na podium. Można powiedzieć, że dla ministerstwa i klubu wszystkie cele zostały zrealizowane. Były to 6. miejsca na mistrzostwach świata i Europy. Trochę mniej szczęścia mieliśmy na mistrzostwach Europy w dwójkach, gdzie dostaliśmy dyskwalifikację za zbyt ciepłe płozy. Jury trochę zmieniło zasady przeprowadzania kontroli na tych zawodach, nie biorąc pod uwagę regulaminu.

Jak duże postępy w tym sezonie w Pana opinii zrobił Dominik Dworak? Jak dużo brakuje temu pilotowi, aby być na podium zawodów Pucharu Świata?

Z mojego punktu widzenia jego jazda w tym sezonie zmieniła się po powrocie z Pucharów Świata zza oceanu. Coraz mniej przeszkadza bobslejowi i  pozwala mu się rozpędzić. Ale na razie jest stanie zrobić to na tych torach, gdzie czuje się pewnie. Ale cały czas się rozwija i myślę, że przed igrzyskami w Pekinie, będzie w stanie stawać na podium. To wino musi dojrzeć.

W zawodach Pucharu Europy startuje Adam Dobes. Jak dokładnie wygląda sytuacja z zapleczem w reprezentacji Czech? Czy planuje Pan w najbliższym czasie jakieś zmiany w głównym składzie np. wśród rozpychających?

To mały kraj i środki są ograniczone. Adam też robi duże postępy. Już w tym sezonie radził sobie na wszystkich torach. Ze sprzętem musi poczekać, aż Dominik dostanie coś nowego. Wśród rozpychających myślę, że w podstawowym składzie nic się nie zmieni. Choć mam obiecującego rezerwowego i może on za chwilę będzie łapał się do składu. Na razie rozpycha Adama na zawodach i Dominika na treningach. Łapie doświadczenie.

Jakie są Wasze warunki treningowe? Gdzie najczęściej trenujecie, gdyż w Czechach nie ma toru bobslejowego?

Nie mamy toru. Treningi zimą to inna sprawa. Może zacznę od początku. Do przygotowań mamy świetne warunki w klubie na Olympie -stadion, dobra siłownia, park. Teraz jesteśmy w trakcie budowy trenażera do startów bobslejowych. Nie możemy narzekać. Co roku przygotowania zaczynaliśmy w Polsce w Kowarach, potem Międzyzdroje, Praga i Oberhof.  Na lód jedziemy w zależności od tego, gdzie nas wpuszczą. W tym roku był duży problem dostać się gdziekolwiek ze względu na pogodę. Na początek preferuję łatwe tory na rozjeżdzenie. W tym roku pojedziemy chyba w pierwszej kolejności do Chin. Ale może uda się gdzieś wcześniej.

Jakie są Wasze najbliższe cele? Myślicie o nadchodzącym sezonie, czy może już o Igrzyskach Olimpijskich w Pekinie?

Ten sezon będzie ciężki, jak każdy. Wiadomo, każdy myśli o zwycięstwach podopiecznych, ale ja myślę, że mamy na to czas. Choć ze wszystkich stron są większe oczekiwania. W tym sezonie są także mistrzostwa świata w Lake Placid. Tam najlepiej nam nie wychodzi, ale myślę, że pod koniec sezonu będziemy gotowi na niezły wynik. Chciałbym pojechać tam potrenować przed sezonem, ale jeszcze nie wiem, na co pozwoli nam budżet. Bardziej nastawiam się na Pekin.

Jak czuje się Pan jako trener reprezentacji Czech? Jak długo zamierza Pan pełnić tę funkcję? Czy oczekuje Pan na inne propozycje?

Lubię pracę z moimi zawodnikami. Chciałbym zostać tam przynajmniej do Pekinu. Jestem z Dominikiem od początku i fajnie, jak idziemy krok po kroku do przodu i widzimy cały czas poprawę. Co prawda w tym roku mam dwie propozycje, ale nie wiemy, co nam przyniesie sytuacja związana z wirusem.

Jak popularne są bobsleje w Czechach? Jak bardzo wyniki Pana podopiecznych się do tego przyczyniają?

Bobsleje do oglądania w telewizji są ciekawe. Oglądalność jest wysoka. Tak samo było na mistrzostwach świata w Altenbergu, gdzie było mnóstwo kibiców z Czech. Jednak rozwijanie dyscypliny nie jest łatwe. Nie za bardzo ludzie się do tego garną. Każdy chce zarabiać pieniądze. Skończyły się czasy robienia czegoś dla swojej satysfakcji.

W minionym sezonie w Pucharze Świata zabrakło polskich bobsleistów. Czy wcześniej współpracowaliście/wspieraliście się? Jak bardzo brakowało ich w pucharowej rywalizacji?

Rzeczywiście zabrakło Polaków w tym sezonie w rywalizacji w Pucharze Świata. Wcześniej chłopaki mieli bardzo dobrego trenera z Łotwy. Jednak w Polsce nie będziemy nigdy mieli takich warunków szkolenia i finansowania jak w takich państwach, jak Niemcy, Rosja czy Chiny I Korea Południowa przed Igrzyskami. Tam nie patrzy się na środki, ma być wynik. Nikt nie zdaje sobie sprawy, że sprzęt trzeba co jakiś czas wymienić, aby gonić najlepszych, nawet jak to są odległe miejsca. Jak już wspomniałem wcześniej nie wszyscy lubią zmagać się z wiatrakami. Nie obrażając żadnej ze stron. Jest błędne koło, trzeba mieć wyniki, żeby były pieniądze. Są wyniki nie ma pieniędzy, a co za tym idzie sprzętu. Nie miałem możliwości pomagać Mateuszowi [Lutemu]. Miał trenera, którego zdanie było najważniejsze. Więc nie zawsze możesz pomóc. Bardzo cieszyły mnie wyniki Polaków. Na mistrzostwach świata dziewczyny potrzebowały bardzo dużo pomocy ze sprzętem i na torze.

W pańskich mediach społecznościowych można znaleźć wyniki niedawno rozegranych zawodów, w których Pan startował. Czy to, że od czasu do czasu Pan sam poprowadzi bobslej, pomaga w prowadzeniu kadry?

Tak, wystartowałem na mistrzostwach Europy weteranów i wygrałem te zawody. Jednak do bobsleja wsiadłem równo po 6 latach. Zrobiłem dwa treningowe ślizgi, żeby wyczuć bobsleja i następnie były zawody. To droga zabawa. Na pewno pomogło mi to w tym, że teraz wiem jak się jeździ takim bobslejem, który jest top. Możesz powalczyć, a nawet wygrać. Tydzień później startowałem spontanicznie na pożyczonym bobsleju, ale to już nie to samo. Ale frajda była.

Czy wraca Pan czasem myślami do swojej kariery? Jakie starty uważa Pan za najważniejsze?

Wracam często myślami, ale raczej w tym, że nie mieliśmy na czym jeździć. Teraz jest dostęp do wszystkiego. Nikt mi już nie powie, że nie byłem perspektywiczny. Jak powie znaczy, że się nie zna. I druga rzecz, że temu pokoleniu brakuje charakteru, my byliśmy inni. Nie mieliśmy tylu zabawek, co teraz. Nikt się nie gapił w telefon przez cały dzień. Nikomu za przeproszeniem nie wpadał telefon do zupy. Można było się lepiej koncentrować na ślizgach.

%d bloggers like this: