fot. M. Król

Dwa miejsca w czołowej trzydziestce Szczepana Kupczaka i jedenasta lokata w team sprincie. To największe osiągnięcia polskich kombinatorów norweskich w Oberstdorfie. Chociaż nie są to dramatycznie słabe wyniki, to trudno było szukać uśmiechów na twarzach naszych zawodników. Kupczak nie wie, czy będzie kontynuował karierę.

fot. M. Król

Z Czechami nie wypaliło

Przed sezonem 2020/2021 doskonale zdawaliśmy sobie sprawę z tego, że kombinacja norweska w Polsce znalazła się nad przepaścią. Doświadczeni, ale i obiecujący zawodnicy, zakończyli kariery. Polski Związek Narciarski nie utworzył kadry seniorów, a zdecydował się na odesłanie Szczepana Kupczaka do wspólnych przygotowań z Czechami. Efektów, mimo wielkich chęci i dobrej atmosfery, nie było.

– Myślę, że więcej na tym straciłem niż zyskałem. Mimo że staraliśmy się do tego podejść z pozytywną energią, ale to nie zawsze wychodziło. Rozmawialiśmy o tym często z Danielem [Hankusem, fizjoterapeutą] no i doszliśmy do wniosku, że nie podołaliśmy – opowiada Kupczak. W pewnym momencie odłączył się od Czechów i przygotowywał się do mistrzostw świata na własną rękę ze wspomnianym Hankusem.

Szczepan Kupczak podczas MŚ w Oberstdorfie (fot. M. Król)

Mistrzostwa miały być lepsze

Chociaż w tym sezonie Szczepan Kupczak punktował tylko raz, to na mistrzostwa świata do Oberstdorfu pojechał z nadzieją na poprawienie “życiówki”. Jednak 18. miejsca z Seefeld nie udało się przebić. Za to dwukrotnie znalazł się w czołowej trzydziestce. – Wyjeżdżam stąd z dziwnym odczuciem. Przez cały sezon całkiem dobrze spisywałem się na trasie, a tutaj wyszło wszystko odwrotnie. Za to na skoczni całą zimę mi nie szło, a tutaj oddawałem całkiem dobre próby. To trochę trudne do wytłumaczenia – przyznaje.

Przygotować się do głównej imprezy w sytuacji, kiedy Kupczak podjął ryzyko treningów na własną rękę, na pewno nie popłaciło. Zresztą o całym sezonie najlepszy polski kombinator najchętniej by zapomniał. – Był naprawdę ciężki – potwierdza. Teraz chce spokojnie usiąść i przemyśleć wszystko. – Może jeszcze spróbować? Tylko w innym trybie – zastanawia się.

Niepewna przyszłość

Kupczak to jedyny z seniorów polskiej kombinacji, który nie zakończył kariery po poprzednim sezonie. To sprawiło, że było mu jeszcze trudniej. – Jest ciężko, jeśli sypie ci się wszystko w jednym czasie. Miałem wspaniałą ekipę i przyjaciół w tym zespole. Zżyliśmy się. Oni wybrali jednak inaczej, ja poszedłem inną drogą. Trzeba było się oswajać w tym nowym zespole – nawiązuje do treningów z Czechami Szczepan i dodaje jednak, że nie żałuje. – Gdybym nie spróbował, to miałbym z tyłu głowy, że nie dałem z siebie wszystkiego – podkreśla.

Wszystkie perypetie w karierze Szczepana Kupczaka powodują, że nie jest pewny kontynuacji kariery. – Myślę, że próbowałem już wszystkiego – zaznacza. W jego przypadku ważne byłoby teraz, aby udało się stworzyć sztab szkoleniowy i kadrę seniorów kombinacji norweskiej w Polsce. – Bez tego zespołu nie ma szans w sporcie zawodowym – mówi. Dodaje jednak, że raczej nie uda się do Polskiego Związku Narciarskiego, aby prosić o takie rozwiązanie. – Prosiliśmy przez wiele lat, ale trudno mieć postawę roszczeniową, jeśli nie ma wyników – podkreśla. – Nie wiem czy będę kontynuował karierę. Waham się. W tym momencie trudno coś powiedzieć – kończy.

Andrzej Szczechowicz podczas MŚ w Oberstdorfie 2021 (fot. M. Król)

Szczechowicz nie zniechęca się

Po minionej zimie w polskich realiach powstała jedynie kadra juniorów kombinacji norweskiej. Stąd Szczepan Kupczak był jedynym zawodnikiem, którego mogliśmy oglądać w zawodach Pucharu Świata. Jednak w tym sezonie z dobrej strony – dość nieoczekiwanie – pokazał się inny Polak. To Andrzej Szczechowicz, który udanymi startami w Pucharze Kontynentalnym sprawił sobie niespodziankę w postaci wyjazdu na mistrzostwa świata do Oberstdorfu. – W sumie dobrze jest – przyznał po swoim debiutanckim starcie, kiedy zajął 38. miejsce. W zawodach na dużej skoczni był 39.

Trudno powiedzieć, czy Szczechowicz jest nadzieją na wielkie wyniki, ale na pewno chce trenować i startować w tej dyscyplinie. – Mam chęci i motywację, żeby trenować ile mi pozwoli zdrowie i inne rzeczy w życiu – zapewnia 20-latek. Nie działa na niego opinia na temat tego sportu. A łatwy on na pewno nie jest. Szczególnie w polskich warunkach. – Jest na pewno ciężko, ale chcę spróbować i przyciągnąć jeszcze młodszych, aby trenowali – zapowiada ambitnie.

Źródło: Informacja własna

Mateusz Król
Obserwuj