Chaos w czeskich skokach. Jakub Janda zniknął. “Czy to nie jest absurdalne?”

fot. M. Rudzińska

Czeskie skoki narciarskie od lat pogrążone są w ogromnym kryzysie. Sukcesy Jakuba Jandy, czy Romana Koudelki to już przeszłości. Obecny sezon jest jednym z najgorszych w historii, a w światełka w tunelu nie widać. Na dodatek kraje media informują, iż z funkcji prezesa związku odszedł sam Jakub Janda.

fot. M. Rudzińska

Czescy dziennikarze odbijają się od ściany

Czeskie media próbują porozmawiać z osobami decyzyjnymi w sprawie skoków narciarskich w swoim kraju, ale telefony milczą. Funkcję szefa sekcji w czeskiej federacji teoretycznie piastuje Jakub Janda. Współzwycięzca Turnieju Czterech Skoczni (razem z Janne Ahonenem w sezonie 2005/06) miał okazać się swoistym lekiem na cale zło. Tak się jednak nie stało, bo nasi południowi sąsiedzi skaczą z roku na rok coraz słabiej.

Branżowy czeski portal skoky.net próbował skontaktować się z byłym znakomity skoczkiem, ale bezskutecznie. Ten odczytywał wiadomości na messengerze, ale nie odpowiadał na nie. Ta sytuacja zmusiła dziennikarzy do poszukiwania informacji, dlaczego tak się dzieje. I doszli do tego, że Jakub Janda prawdopodobnie szefem dyscypliny już nie jest. “Według wiarygodnego źródła, które pragnie zachować anonimowość, Jakub Janda nie jest już nawet szefem sekcji skoków narciarskich. Po porozumieniu jego funkcję miał przejąć przewodniczący sekcji kombinacji norweskiej, Radek Cikl” – czytamy w artykule.

Medium zwraca jeszcze uwagę na fakt, że Walne Zgromadzenie w tej sprawie miało miejsce w piątek 16 grudnia i do tej pory nikt nie ogłosił żadnej informacji publicznie. “Ale czy to nie jest absurdalne?” – pyta autor tekstu na skoky.net.

Tak źle jeszcze nie było

Od początku sezonu 2022/23 w zawodach elity zobaczyliśmy Romana Koudelkę, Frantiska Lejska, Radka Rydla oraz Filipa Sakalę. Żadnemu z wymienionej czwórki nie udało się choćby zbliżyć do punktowanych miejsc. Co więcej, tylko wspomnianemu Koudelce udało się przebrnąć przez kwalifikacyjne sito. Miało to miejsce na inaugurację sezonu w Wiśle. Zawody ukończył na ostatnim – 50. miejscu. Niewiele lepiej wyglądają starty naszych południowych sąsiadów w zawodach niższej rangi. W Pucharze Kontynentalnym jedynym punktującym skoczkiem był 30. w fińskiej Ruce Filip Sakala, który trenuje poza kadrami.

Sytuacja wygląda podobnie również w kadrze kobiet. Karolina Indrackova oraz Klara Ulrichova ani razu nie ukończyły rywalizacji w czołowej “30”.

Światełka w tunelu jednak nie widać. Wielu dobrze rokujących skoczków zza naszej południowej granicy, takich jak Viktor Polasek, Vojtech Stursa, czy doświadczony Cestmir Kozisek podjęli decyzję o zakończeniu sportowej kariery. Infrastuktura sportowa również pozostawia wiele do życzenia. A zamieszanie ze stanowiskami tylko potwierdza, że nic dobrego w najbliższych latach się tam nie wydarzy.

źródło: skoky.cz