Był sparaliżowany po tragicznym upadku na Kulm. Teraz znów skacze

fot. ORF

Lukas Muller nie wrócił do rywalizacji po kontuzji odniesionej podczas mistrzostw świata w lotach w 2016 roku. W związku z upadkiem odniesionym jako przedskoczek, Austriak musi poruszać się na wózku inwalidzkim.

fot. ORF

Mimo sporych ograniczeń, byłemu zawodnik wciąż ma powody do zadowolenia. Okazuje się, że jest w stanie skakać na nartach. Na ten moment jedynie w snach, co daje  skoczkowi szalenie dużo radości. – Czasami budzę się z uśmiechem na twarzy. Myślę sobie, że świetnie skakałem. Tak się dzieje podczas snu. Nie zdarza się to każdej nocy, ale regularnie. Naprawdę to lubię – relacjonuje 28-latek.

Do groźnego w skutkach zdarzenia doszło podczas czempionatu w 2016 roku, kiedy to Muller pełnił na Kulm rolę przedskoczka. – Mój ostatni skok był naprawdę dobry. 220 metrów było do osiągnięcia. Panowały dobre warunki. Irytuje mnie do dziś, że nie wylądowałem – przypomina sportowiec, który może cieszyć się drugim życiem. – Do 13 stycznia 2016 roku sądziłem, że złamanie karku jest śmiertelne. Teraz wiem, że może być inaczej. W przeciwnym razie leżałbym w grobie, dlatego mówię o drugich narodzinach – zauważa Austriak.

Oprócz trudności w przemieszczaniu się, kontuzja kręgosłupa wpłynęła na układ czuciowy Lukasa Mullera. – Porażenie oznacza dużo więcej niż niemożność chodzenia. Wśród objawów tej choroby znajduje się utrata czucia, czy ból fantomowy. Czuję dyskomfort w klatce piersiowej. Pierwszy kontakt z wodą jest jak ukłucie igłą. Trwa to dwie sekundy, ale boli jak diabli – opisuje poszkodowany, który nie stracił sensu życia. – Ograniczenia zdrowotne są ogromne, ale nie ma to znaczenia. Mam znośne życie. Mogę polizać wszystkie palce. Ważne aby móc śmiać się ze swojego losu.

Dodatkowo były zawodnik może cieszyć się ze środków finansowych otrzymanych dzięki Austriackiemu Związku Narciarskiemu. Początkowo mogło to być niemożliwe, gdyż upadek został odniesiony poza zawodami. – To była wielka ulga. Po ponad trzech latach mój wypadek został zakwalifikowany jako zdarzenie odniesione przy pracy. Związek nie zakwalifikował mnie do systemu ubezpieczeń, ale był do tego zobowiązany. Myślę, że wykonywałem usługę dla OSV – ocenia Muller.