Brak nominacji olimpijskiej nie załamał Macieja Kota. “Motywacji mi nie brakuje”

fot. sportsinwinter.pl

Znamy już nazwiska pięciu polskich skoczków, którzy dostąpią zaszczytu startu na igrzyskach olimpijskich w Pekinie. Na liście nazwisk zabrakło jednak Macieja Kota, który w Zakopanem do końca walczył o bilet do Chin. 30-latek nie traci jednak optymizmu i wiary w siebie. – To był dla mnie udany weekend. Może wynikowo niekoniecznie, ale do punktów zabrakło niewiele – przyznał Zakopiańczyk.

fot. sportsinwinter.pl

Było blisko…

Zawody w Zakopanem były pierwszymi dla Macieja Kota od momentu rywalizacji w Wiśle, gdzie został zdyskwalifikowany za niewłaściwy kombinezon. Piąty zawodnik klasyfikacji generalnej Pucharu Świata w sezonie 2016/17 od początku rywalizacji na Wielkiej Krokwi spisywał się przyzwoicie. Na uznanie zasługiwał szczególnie świetny skok kwalifikacyjny, który dał mu bardzo dobrą, 18. lokatę. W konkursie niestety tak dobrze już nie było. Zakopiańczyk został sklasyfikowany na 32. miejscu, po skoku na odległość 124,5 m.

– Myślę, że skok kwalifikacyjny był najlepszym tej zimy w moim wykonaniu, jeśli chodzi o rywalizację w zawodach. 18. miejsce przy praktycznie pełnej stawce to jest poziom, który daje niezłe punkty i pozwala myśleć o czołowej “10”. Takich skoków trzeba jednak oddawać zdecydowanie więcej i przede wszystkim w samych zawodach – przyznał Kot.

Mimo braku miejsca w czołowej “30” sam zainteresowany ocenia swój start bardzo pozytywnie. – To był dla mnie udany weekend. Może wynikowo niekoniecznie, ale do punktów zabrakło niewiele. Myślę, że ich zdobycie byłoby czymś w rodzaju wisienki na torcie tego weekendu i wtedy mógłbym powiedzieć z ręką na sercu, że jestem zadowolony. Skok konkursowy po prostu mi nie wyszedł. Nie mogę zwalać na warunki ani inne rzeczy. Całościowo jednak postęp jest widoczny – dodał.

Nieustanna walka z przeciwnościami

Maciej Kot do końca był w kręgu zainteresowań trenerów w kontekście występu na igrzyskach olimpijskich w Pekinie. Ostatecznie jednak bilet do Pekinu otrzymał Stefan Hula, podczas gdy 30-letni Kot wystąpi w najbliższy weekend w konkursach Pucharu Świata w niemieckim Titisee-Neustadt. Mimo niełatwej sytuacji, w jakiej od dłuższego czasu znajduje się zawodnik na co dzień trenujący ze swoim bratem Jakubem, wciąż nie brakuje mu optymizmu i wiary w powrót do dobrego skakania. – Nie czuje się jeszcze stary i jeśli chodzi o zdrowie i motywację to na pewno niczego mi nie brakuje. Sytuacja, w jakiej się znalazłem – praktycznie rok bez sponsora, bez zewnętrznych środków, niestety nie jest łatwa. W krótszej perspektywie można jakoś funkcjonować bez tego, ale wiem, że nie wszystko też zależy ode mnie. Jedyne co mnie teraz uratuje to oddawać dobre skoki, takie jak te kwalifikacjach, co pokaże, że warto jednak we mnie inwestować – stwierdził brązowy medalista olimpijski z Pjongczangu.

Twardo stąpa po ziemi

Zawodnik odniósł się również do kwestii domniemanego konfliktu wewnątrz kadry. – Takie rozmowy są po prostu nie potrzebne i nic nie wnoszą. Jestem wdzięczny przede wszystkim trenerowi Maciusiakowi, który w ostatnim czasie przyjął mnie pod swoje skrzydła, co spowodowało, że skoki są dużo lepsze. Generalnie nie mam co narzekać. Mam regularnie dostęp do treningu, dostęp do sprzętu, na nic nie narzekam – uciął temat.

Dla sportsinwinter.pl z Zakopanego, Anna Felska