Bjoergen oskarża Kowalczyk. “Doświadczyła, jak to jest być nazywanym oszustem”

Fot. Anna Felska/Irek Trawka

Marit Bjoergen uważa, że ​​wpadka dopingowa Justyny Kowalczyk z 2005 roku może być głównym powodem, dla którego tak dużo mówiła o niedozwolonych środkach. We wtorek ukazała się książka „Winner Heart: The Story of Marit Bjoergen”. W pozycji, napisanej przez dziennikarkę Ingerid Stenvold, norweska zawodniczka wspomina całą swoją karierę.

Fot. Anna Felska/Irek Trawka

Marit Bjoergen zdobyła drugi złoty medal igrzysk olimpijskich w biegu łączonym w Vancouver. Nawet po świętowaniu na podium i ogromnej radości, która jej wtedy towarzyszyła, Norweżka zapamiętała z tego dnia coś zupełnie innego. Justyna Kowalczyk kilkukrotnie wysuwała zarzuty o doping przeciwko norweskiej zawodniczce. W książce Bjoergen zdradziła, co myślała o oskarżeniach, jakie otrzymywała od Polki zarówno wtedy, jak i w trakcie całej swojej kariery.

Po tamtym biegu Kowalczyk rozmawiała z kilkoma dziennikarzami. Temat? Doping. Z książki wynika, że ​​Polka zajęła wtedy twarde stanowisko wobec stosowania leków na astmę wśród narciarzy biegowych. Dołożyła również wszelkich starań, aby oskarżyć Bjoergen o oszustwo. Norweżka zrobiła jednak to samo, zarzucając Justynie złamanie regulaminu podczas tamtej rywalizacji.

A wszystko ta norweska astma…

– A cóż ja mogę powiedzieć o Marit? Przyjechała tu się nawdychać, a potem biegać, i niech się tym zajmie zamiast podważać decyzję jury. Od tego są inni ludzie, od decydowania o błędach na trasie lub ich braku. Marit czuje się widocznie zagrożona, bo dobrze wie, że bez tych swoich “pomagaczy”, nie bardzo miałaby tu co robić ze mną i innymi dziewczynami. Jest starszą zawodniczką i dobrze wie, że za parę lat, gdy ja będę w jej wieku, mogę mieć po prostu lepsze rezultaty – powiedziała po biegu w rozmowie ze sport.pl.

Ingerid Stenvold stwierdziła w książce, że ​​Bjoergen została zraniona przez te wypowiedzi. – Na początku Marit była zszokowana. Bardzo ją to zraniło, obraziło. To było takie niesprawiedliwe! Zrobiła wszystko dobrze, wszystkie testy i wszystkie wnioski zostały zatwierdzone, zarówno przez FIS, jak i WADA. Nic nie było zatajone. Po prostu pracowała niesamowicie ciężko i w końcu wszystko zadziałało tak, jak powinno. Nigdy wcześniej nie była tak dobra – napisała.

Pośrednia konfrontacja

Bjoergen została skonfrontowana z wypowiedziami Kowalczyk przez media i nie ukrywała swoich emocji. – Jest zła, bo przegrała – mówiła. Justyna Kowalczyk wyraziła się jasno w swoim wystąpieniu na temat norweskich narciarzy biegowych i stosowania leków na astmę, ale ją samą przyłapano na dopingu w 2005 roku i ukarano dwuletnią dyskwalifikacją. Po apelacjach Polskiego Związku Narciarskiego karę skrócono o rok, by ostatecznie Justynę uznać za niewinną. Marit uważa, że ta wpadka mogła być powodem tego, że Kowalczyk tak dużo mówiła o dopingu norweskich zawodników.

– Doświadczyła, jak to jest być nazywanym oszustem i być może właśnie dlatego poczuła potrzebę mówienia wyjątkowo głośno, że sprzeciwia się dopingowi w dalszej karierze – czytamy w książce.

Źródło: Informcja własna / abcnyheter.co / sport.pl

Piotr Wojtaszczyk