maxresdefault
(fot. shirokumasapporo na YouTube)

Japońska kraina wczesnego wstawania powraca i to w wielkim stylu. Konkursy Pucharu Świata w Sapporo kojarzą się przede wszystkim z pobudką na konkurs rozgrywany w nocy z soboty na niedzielę, brakiem większości czołówki klasyfikacji generalnej i niespodziewanymi zwycięzcami. No dobra, Piotrkowi Żyle także z podgrzewanym kiblem. W obecnym sezonie zawody w największym mieście wyspy Hokkaido mogą mieć jednak niebagatelne znaczenie na koniec sezonu. Czy to zmieni w jakikolwiek sposób ich klimat?

 Klimat Sapporo to zawody często dla koneserów. Łyk energetyka, godziny spędzone nad wybieraniem melodii budzika, który na pewno zerwie nas z łóżek przed telewizor… Wielu kibiców (w żargonie piłkarskim nazwano by ich sezonowcami) z drugiego konkursu woli obejrzeć jedynie retransmisję. Sam przyznam, że często na tych zawodach usypiam. Bo i poziom nie zachwyca, stawka nie taka jak wszędzie. Ale jeśli na wyspie Hokkaido zjawia się cała czołówka, wszystko zmienia się diametralnie.

 Nikt tych konkursów nie będzie już traktował z przymrużeniem oka. To kolejna szansa na zgarnięcie pucharowych punktów. Zawsze ważne tu były zagrywki taktyczne – jeśli nie jechał lider i wicelider to próbował korzystać trzeci zawodnik klasyfikacji i tak dalej w przypadku każdej bezpośredniej rywalizacji. Z wyjazdu do Azji nie korzystały przecież wielokrotnie całe reprezentacje danych krajów, próbujące wyrobić choćby niewielką dozę odpoczynku dla swoich zawodników.

  Dla kibica wczesne wstawanie na azjatyckie rundy PŚ to z jednej strony udręka (kto  co lubi), ale też uatrakcyjnienie i odmiana. Zazwyczaj skakali nam do obiadu. Teraz lądują w grafiku gdzieś pomiędzy śniadaniem i nocnym dojadaniem. Ale zawsze znajdzie się dla nich miejsce. Co więcej, część osób nie ma okazji śledzić wszystkich konkursów ze względu na terminy, nakrywanie się z innymi wydarzeniami sportowymi lub nie. To miła okazja do śledzenia konkursu na spokojnie, bez przejmowania się czymkolwiek spoza kręgu skoków.

 Wiatr zawsze był czynnikiem decydującym o poziomie rywalizacji. Często wieje mocno pod narty, co gwarantuje dobre odległości i przede wszystkim – szalone bonifikaty za wiatr. Zabawa w bicie tego typu rekordów w Japonii to absolutnie nie nowość. Ale nigdy nie było to problemem tych zawodów. Zazwyczaj konkursy przeprowadzane są dość płynnie, bez większych przerw. Loteria polega bardziej na tym, komu lepiej podwieje. Wtedy są szanse na dobrą odległość, często poza rozmiar skoczni. I pod tym względem wiatr czasem przeszkadza zawodnikom. Gdy trafi się mocny podmuch boczny na pewno nie będzie łatwo sobie z nim poradzić. Liczymy jednak na równe i promujące dalekie skoki warunki.

 Sapporo to stolica mocy polskich dokonań w tej dyscyplinie. Za każdym razem gdy karuzela dojeżdża do Japonii, przypomina się niezwykły sukces Wojciecha Fortuny z Igrzysk Olimpijskich z 1972 roku i jego rekord skoczni oraz Adama Małysza z przepięknym triumfem na Miyanomori, mniejszej siostrze Okurayamy. W ten weekend czekamy na kolejną erupcję formy obecnego Mistrza w naszej kadrze – Kamila Stocha. Cudownie zaprezentował się tu w 2015 roku, oddając moim skromnym zdaniem najlepszy skok w swojej dotychczasowej karierze i wyrównując ówczesny rekord obiektu. Życzmy sobie jego dobrej dyspozycji, miłego śledzenia konkursów bez konieczności używania środków wspomagających czy zapałek do podpierania zmęczonych powiek. życzmy sobie emocji w te piękne, białe noce.

Dodaj komentarz

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.