Armand Marchant – pierwszy Belg z punktami PŚ w slalomie

fot. Armand Marchant Ski / facebook.com/ArmandMarchantSki

fot. Armand Marchant Ski / facebook.com/ArmandMarchantSki
fot. Armand Marchant Ski / facebook.com/ArmandMarchantSki

We wczorajszych zawodach PŚ w slalomie w Val d’Isere interesująco było nie tylko jeśli chodzi o ścisłą czołówkę czyli pojedynek Marcela Hirschera z Henrikiem Kristoffersen. Historyczny wynik uzyskał bowiem dla swojego kraju Belg Armand Marchant zajmując miejsce w najlepszej 30.

Choć w alpejskim PŚ teoretycznie wszyscy walczą o zwycięstwo, w praktyce wielu zawodników ma odmienne cele. Armand Marchant to zawodnik, który w PŚ debiutował jako 16-latek w grudniu 2014 roku w slalomie gigancie w Alta Badia. Od tego momentu jeszcze kilka razy próbował zaistnieć w Pucharze Świata – nieskutecznie aż do wczoraj. Trzeba jednak przyznać, że jak na swój wiek Marchant radzi sobie całkiem nieźle. W zawodach mężczyzn o wiele rzadziej widzimy bowiem nastolatków. We wczorajszym slalomie Marchant był najmłodszym uczestnikiem, a w tym samym roku co on urodziła się jeszcze tylko dwójka narciarzy startujących w slalomie w Val d’Isere. Kolejny fakt zwracający uwagę to narodowość tego zawodnika. Belgia nie ma wielkich tradycji narciarskich, co nikogo nie dziwi ze względu na położenie tego kraju. Nizinny krajobraz z najwyższym szczytem Signal de Botrange o wysokości 694 m n.p.m. i łagodny klimat to nie są idealne warunki do uprawiania narciarstwa. Na ten sport zdecydował się jednak Marchatnt i w końcu odniósł znaczący sukces, bo za taki można z pewnością uznać 18. pozycję w slalomie PŚ w Val d’Isere.

Dotąd żaden Belg nie zdołał awansować do drugiego przejazdu w którejkolwiek z konkurencji technicznych czyli slalomie lub slalomie gigancie. W konkurencji kobiet kilka niezłych rezultatów miała Karen Persyn. Zajęła ona m.in. 27. miejsce w slalomie na IO w Vancouver, dwukrotnie zmieściła się w czołowej 30 na MŚ (w 2007 roku w Are i w 2009 w Val d’Isere). Również dwa razy punktowała w PŚ i to w obu przypadkach w słoweńskim Mariborze. Jej najlepszą lokatą była 16. pozycja, a więc nawet lepsza niż w przypadku Marchanta.

W zmaganiach mężczyzn było również kilka godnych uwagi wyników, ale przede wszystkim w kombinacji. Należy tutaj zwrócić uwagę na to, że tradycyjna kombinacja miała nieco inny format niż obecna superkombinacja. Składała się ona bowiem ze zjazdu na trasie o pełnej długości oraz dwóch przejazdów slalomu. Była zatem zdecydowanie więcej okazji do wypadnięcia z trasy, w związku z czym zawody zazwyczaj kończyło niewielu zawodników. Punkty zdobywało wtedy również mniej alpejczyków, bo dostawało je tylko 15 najlepszych. Jednym z Belgów, którzy zapisali się w historii punktując w kombinacji był Henri Mollin. Cztery razy kończył on zawody punktami, najwyżej plasując się na 5. miejscu Sankt Anton w 1981 roku. Drugim Belgiem z punktami PŚ był Marc Gryspeerdt. Temu zawodnikowi udało się jeden raz przedostać w kombinacji do punktowanej strefy. Wywalczył on 13. miejsce w Madonna di Campiglio 1979/1980.

W Val d’Isere Marchant, który jest 9. zawodnikiem Mistrzostw Świata Juniorów z Soczi startował z wysokim 65. numerem startowym. Tacy zawodnicy są zazwyczaj niezauważani, ponieważ transmisje telewizyjne kończą się niedługo po przejeździe 30 zawodników, a czasami nawet wcześniej. Alpejczycy startujący pod koniec mają również często utrudnione zadanie, bo jadą już po podziurawionej przez poprzedników trasie. Czasem jednak ktoś nieoczekiwanie przedostanie się do drugiego przejazdu i zrobi się o nim głośniej, tak jak w przypadku Marchanta. Jego występy w Pucharze Europy nie zwiastowały takiego sukcesu. W slalomie w Levi w zawodach PE zajął 26. miejsce. W Val d’Isere zostawił w tyle takie sławy jak Giuliano Razzoli czy Julien Lizeroux. Jednak jak mówi polskie przysłowie „jedna jaskółka nie czyni wiosny”. Mieliśmy już w historii sporo podobnych wyskoków zawodników z krajów „nienarciarskich”, których nie udawało się już powtórzyć. Dobrym przykładem może być tu rodaczka Marchanta wspominana w tym artykule czyli Karen Persyn. W poprzednim sezonie jedną z podobnych niespodzianek sprawił Łotysz Kristaps Zvejnieks, który zajął 26. miejsce w slalomie w Santa Caterina. Powtórki jeszcze nie było.

Takie występy ogląda się jednak całkiem przyjemnie. Miło jest widzieć, że drugie przejazdy w PŚ nie są zarezerwowane tylko dla reprezentantów krajów alpejskich czy Skandynawii, USA, Kanady i Japonii. Z bardzo pozytywnym skutkiem w slalomach rywalizuje Brytyjczyk Dave Ryding. Gdyby do grona najlepszych slalomistów dołączył Łotysz czy Belg (a najlepiej Polak) również byłoby to z pewnością pożądane.

Źródło: informacja własna

Dodaj komentarz

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.