Apoloniusz Tajner: „Czekamy na informację na temat miejsca Justyny Kowalczyk w sztabie”

Niespełna dwa miesiące temu Polski Związek Narciarski ogłosił nazwisko nowego szkoleniowca polskich biegaczek narciarskich. Został nim Słowak, Martin Bajcziczak. Wciąż jednak nie wiadomo, kto znajdzie się w sztabie szkoleniowym. – Trener układa wszystko według własnego uznania – przyznaje Apoloniusz Tajner.

Po dwóch latach pełnienia funkcji głównego trenera polskich biegaczek narciarskich Aleksander Wierietielny przestał pełnić swą funkcję. Jego stanowisko zajął były słowacki biegacz narciarski, Martin Bajcziczak. O jego karierze zawodniczej można przeczytać tutaj.

O kulisach nawiązania współpracy z trenerem Bajcziczakiem opowiedział ostatnio w wywiadzie udzielonym Interii Apoloniusz Tajner. Prezes Polskiego Związku Narciarskiego (PZN) zdradził między innymi, do kiedy obowiązuje umowa pomiędzy Słowakiem a związkiem, a także jak wyglądało pierwsze zgrupowanie, na którym pojawił się nowy szkoleniowiec. – Umowa obowiązuje do 30 kwietnia 2022 roku. Po jej podpisaniu czekaliśmy na nasze spotkanie. Trochę to trwało, ponieważ obostrzenia w związku z pandemią, dotyczące przekraczania granic były w tamtym czasie bardzo restrykcyjne, zwłaszcza na Słowacji. Nie było takiej potrzeby, żeby wtedy Bajcziczak przyjeżdżał do Polski. W międzyczasie Justyna Kowalczyk i trener Wierietielny zaplanowali pierwsze zgrupowanie w ostatnim tygodniu maja w Zakopanem. Odbyło się ono jednak poza Centralnym Ośrodkiem Sportu, natomiast my uzyskaliśmy zgodę, żeby można było przynajmniej trenować na jego obiektach. Podczas tego zgrupowania przepisy w związku z pandemią zostały już poluzowane, w związku z czym, razem z sekretarzem generalnym PZN-u Janem Winkielem, pojechaliśmy po trenera Bajcziczaka, na granicę ze Słowacją, w Chyżnem. Tam go odebraliśmy i przyjechał na kilka dni do Polski. Uczestniczył w zgrupowaniu w Zakopanem, a na dwa dni przed końcem zgrupowania pojechał do Krakowa i wykonał badanie na obecność COVID-19. Wynik był negatywny. Bajcziczak otrzymał nasz samochód służbowy i wrócił na Słowację – mówił Tajner. Zwrócił on także uwagę, jaką rolę pełnił podczas tego zgrupowania były już słowacki biegacz. – Był bardziej obserwatorem niż prowadzącym. Bardzo dużo rozmawiał z trenerem Wierietielnym, który przekazał mu wszystkie plany z ostatnich dwóch lat. To jest bardzo dobra praktyka, ale nie wszyscy trenerzy chcą takich informacji, bo mówią, że i tak wszystko wiedzą. Cieszę się, że trener Wierietielny tak do tego podszedł. Kiedy rozmawiam z Bajcziczakiem przez telefon, mówi mi, że tego materiału jest tak dużo, że ciągle go studiuje. Zarówno Bajcziczak, jak i Wierietielny byli zadowoleni z tego zgrupowania, także same dziewczyny były zadowolone. Słowacki trener dzielił się z nimi uwagami technicznymi jeżeli chodzi o styl klasyczny. Jest w nim ekspertem, podobnie jak Justyna Kowalczyk i trener Wierietielny – dodał szef PZN-u.

Tajner powiedział także, iż swoją dalszą pomoc deklarują Aleksander Wierietielny oraz Justyna Kowalczyk. – Mieszka w Poroninie (Aleksander Wierietielny – przyp. red.), dlatego między zgrupowaniami zawodniczki, które będą trenować w Szkole Mistrzostwa Sportowego w Zakopanem, będą mogły liczyć na jego pomoc. Deklaruje to też Justyna Kowalczyk. (…) Kilka dni temu Wierietielny zadzwonił do mnie i powiedział, że Justyna będzie chciała cały czas uczestniczyć w pracy dla kadry – przyznał były trener między innymi Adama Małysza.

Jak jednak dodaje prezes PZN-u, wszelkie decyzje personalne, dotyczące składu sztabu szkoleniowego, leżą w gestii Bajcziczaka. – W związku mamy bardzo restrykcyjnie przestrzeganą zasadę: zarząd powołuje trenera głównego, a on układa sobie już wszystko według własnego uznania. To on powołuje swój sztab szkoleniowy, ludzi do których ma zaufanie i z którymi chce współpracować. Kompletnie się do tego nie mieszamy, nie mieszaliśmy się ani Doleżalowi, ani Wierietielnemu, nie będziemy się mieszać także teraz. Dopiero jeśli będzie coś nie tak, to my możemy odwołać trenera i powołując kolejnego oddajemy mu znowu pełną decyzyjność w grupie. Trener główny jest zarazem dyrektorem i koordynatorem wszystkiego, co dzieje się w grupie – dodał Tajner. Zapytano go także sytuację dotychczasowych członków sztabu szkoleniowego. – Stan jest taki, że nie przerwaliśmy współpracy z żadnym z nich. Trzem serwismenom z Estonii zakończyły się umowy 30 kwietnia, w związku z czym cały czas rozmawiamy z nimi. Znają sytuację i wiedzą, że to trener Bajcziczak podejmie ostateczne decyzje. Wstępnie słowacki trener zaakceptował sztab, który był, ale czekamy na ostateczne ustalenia oraz miejsce w tym sztabie Justyny Kowalczyk. Na ten moment ma ona z nami ważną umowę i będziemy ją modyfikować, kiedy już wszystko zostanie zaakceptowane – wyjaśnił rozmówca Zbigniewa Czyża.

Na koniec Prezes PZN-u opowiedział o celach stawianych nowemu szkoleniowcowi. W swej wypowiedzi zwrócił on uwagę na swoistą „swobodę działań”, jaką daje mu związek. – Na pewno w pierwszych miesiącach Bajcziczak będzie wprowadzał swoje zasady pracy, podobnie jak to było w przypadku męskiej kadry prowadzonej przez Lukasa Bauera. On wprowadzał swoje zasady mentalne i inny rodzaj pracy, ale kiedy to już zaskoczyło, przyszła zima i się okazało, że są wyniki i postęp. W tej chwili jest w nas pełna wiara, że kierunek jest dobry i w tym sporcie można osiągnąć sukcesy. Przecież nasze medale na mistrzostwach świata juniorów to potwierdziły, gdyby nie dyskwalifikacja, byliśmy bardzo blisko złotego medalu, co wręcz wydawało się, że jest niemożliwe do osiągnięcia, a jednak było tak bliskie spełnienia – stwierdził Apoloniusz Tajner. Dodał także, iż podstawą oceny nowego szkoleniowca nie będę określone wyniki na przyszłorocznym czempionacie, a szeroko rozumiany postęp. – Nie stawiamy przed nim na razie konkretnych celów, na przykład w kontekście wyników na przyszłorocznych mistrzostwach świata, czy na igrzyskach w Pekinie. Chcemy widzieć postęp, a ten można bardzo łatwo zmierzyć – zakończył swą wypowiedź cytowany działacz sportowy.

Źródło: sport.interia.pl; informacja własna