Andorczyk puka do światowej czołówki. W kraju jest jak „kelner czy fotograf”

fot. Archiwum prywatne zawodnika

Norwegia, Szwecja, Finlandia i Rosja. To przedstawiciele tych państw głównie kojarzą nam się z czołówką Pucharu Świata w biegach narciarskich.  Ostatnie lata pokazują nam jednak, że o naprawdę dobre wyniki są w stanie też rywalizować zawodnicy z tych mniejszych krajów, w których narciarstwo nie idzie w parze z popularnością. Jeden z największych walczaków to z pewnością Ireneu Esteve Altimiras. Patrząc na jego pracę i zaangażowanie, można tylko okazać podziw i szacunek. – W Andorze biegacz to po prostu jeden zawód więcej – przyznał w rozmowie z nami 25-latek. 

fot. Archiwum prywatne zawodnika

Wielki Andorczyk

Ireneu Esteve Altimiras jest 25-letnim biegaczem z Andory – kraju, w którym biegi narciarskie są mieszkańcom obce. Mimo wszystkich przeciwności i ograniczonych możliwości finansowych potrafi osiągać niesamowite wyniki. Altimiras już trzykrotnie w swojej karierze plasował się w czołowej dziesiątce zawodów Pucharu Świata. A żeby dostać się do najlepszej dziesiątki zmagań najwyższej rangi, trzeba znajdować się na dobrym poziomie sportowym. Bardzo dobrym.

Olimpijczyk z Pjongczangu dwa lata z rzędu notował czasy w TOP10 podczas wspinaczki na Alpe Cermis. Dzięki świetnym ostatnim etapom, „Iri” kończył Tour de Ski w czołowej trzydziestce. W sezonie 2018/2019 był 24, 2019/2020 23. Ubiegłej zimy na koniec wyczerpującego cyklu uplasował się na dwudziestej drugiej lokacie po 13. czasie finałowej rywalizacji.

W sumie Altimiras ośmiokrotnie kończył zawody PŚ w czołowej dwudziestce, a jego rekord życiowy to ósma lokata. W każdym z tych biegów wyprzedzał on wielu klasowych rywali pochodzących z dużo bogatszych krajów.

Olimpijskie przygotowania Altimirasa

15. zawodnik mistrzostw globu w Oberstdorfie (w biegu na 15 kilometrów techniką dowolną) w pocie czoła szykuje się do najważniejszej imprezy dla każdego sportowca, czyli igrzysk olimpijskich. – Przygotowania do kolejnej zimy idą pomyślnie. Myślę, że ulepszamy się w zakresie unikania kontuzji i urazów, które kiedyś nam się przytrafiały. Czujemy się też mocniejsi w sile specjalnej – przyznał Ireneus Esteve Altimiras.

Cieszy taki fakt, iż urodzony w 1996 roku zawodnik odbywa przygotowania na wysokościach i w miejscach, w których trenują rywale z pucharowych tras. – Kilka dni temu wróciliśmy z włoskiego Passo dello Stelvio – poinformował reprezentant Andory. O szlifowaniu dyspozycji opowiedział też w kontekście pandemii koronawirusa. Zaznaczył, co jest największym problemem w obecnych czasach z punktu widzenia zawodnika.

– Generalnie podczas obozów przygotowawczych covid nie przyczynia się do jakichś większych problemów. Często czujemy się jak zamknięci w bańce, ale to żaden problem, bo jesteśmy jedną drużyną. Najgorszą kwestią są jednak same podróże i restrykcje związane z paszportami oraz dokumentami – przyznał.

Biegacz w małym kraju

Można się zastanawiać – jak to jest być biegaczem narciarskim w Andorze? Nie od dziś bowiem wiemy, że w takich krajach jak Norwegia czy Finlandia ci sportowcy dostarczają swoim kibicom wielu emocji oraz ogromnej dumy. I w Polsce Justyna Kowalczyk sprawiła, że ludzie ruszyli na biegówki, aby naśladować wielką mistrzynię. „Iri” nie ukrywa, że w jego kraju bycie biegaczem to nic specjalnego.

– W Andorze biegacz to po prostu jeden zawód więcej. To jak bycie fotografem lub kelnerem. Uprawianie narciarstwa biegowego niczego nie zmienia. Uważam jednak, że nie ma w tym nic złego – stwierdził. Czwarty zawodnik mistrzostw świata u-23 dobrze czuje się w swoim kraju, mimo że popularność sportu jest znikoma. – Czuję, że jestem we właściwym miejscu w Andorze, choć biegi to zdecydowana mniejszość. Musimy dbać o rozwój w najbliższej przyszłości – ocenił.

Niektórzy zawodnicy z tych mniejszych nacji trenują tam, gdzie ich dyscyplina jest najbardziej rozwinięta. Przykładem jest reprezentacja Chin, która na co dzień przebywa na zgrupowaniach w Norwegii. Tam też bazę przygotowawczą ma Irlandczyk Thomas Maloney Westgaard. Inaczej to wygląda w przypadku 25-latka, który, gdy tylko może, wraca do swojego państwa. – Nie mieszkam w Norwegii, a w małej miejscowości znajdującej się bardzo blisko Andory – wyjaśnił. – Kiedy mamy okres bez zawodów, jesteśmy w domu. Wtedy biegamy w niewielkiej stacji La Rabassa zlokalizowanej na wysokości 2000 m n.p.m. Odłączamy się od przyjaciół i trenujemy – dodał.

Duży szacunek ze strony rywali

Nie tylko fani dyscypliny podziwiają postać Ireneusa. Czterdziesty szósty biegacz ubiegłej zimy powiedział, że sami rywale mają do niego duży szacunek. – Niektóre zespoły doceniają to, że zawodnik z Andory może rywalizować w Pucharze Świata i to z dobrym skutkiem. Kilkukrotnie przy różnych okazjach gratulowali mi – wspomniał w rozmowie z nami.

Na takie wyróżnienie Altimiras raczej nie ma co liczyć w swoim kraju. – W Andorze takie coś się nie zdarza, to niemożliwe. Wciąż uważam, że biegi narciarskie są dla moich rodaków obce – przyznał.

Oczekiwania i cele

Można powiedzieć, że bohater artykułu to już rasowy biegacz na trasach zawodów najwyższej rangi. Możemy go bowiem oglądać co tydzień w walce głównie w zmaganiach na dystansach. Jak więc oceni pracę Międzynarodowej Federacji Narciarskiej na podstawie swoich obserwacji? Co według niego należałoby zmienić?

– W Pucharze Świata małe narodowości, takie jak my, nie otrzymują zbyt wielkiej pomocy, szczególnie w przestrzeni finansowej. Moim zdaniem pozytywną zmianą byłoby zmniejszenie liczby podróży na wyścigi, szczególnie podczas pandemii – wyraził swoją opinię Ireneus Esteve Altimiras.

Na koniec reprezentant Andory opowiedział o swoich planach na sezon 2021/2022. – Liczę na to, że będę w stanie zaliczyć dobry Tour de Ski. Chciałbym też jak najdłużej czuć, że jestem w stanie walczyć na dobrym poziomie. Potem mam nadzieję przybyć na igrzyska olimpijskie w solidnej formie i sięgnąć po dobry wynik. Pierwsza dziesiątka jest bardzo trudna do zdobycia, ale będę walczyć – zapewnił Ireneus.

Źródło: Informacja własna