Alpejskie MŚ – Cortina 2021. Kompromitacja FIS w gigancie równoległym. “Haniebne zawody”

fot. Michela Andreola

Wiele kontrowersji wywołała wtorkowa rywalizacja narciarzy alpejskich w slalomie gigancie równoległym. Zmiana zasad rozgrywania eliminacji, źle ustawiony niebieski kurs oraz zamieszanie z ostatecznymi wynikami. To spotkało się falą krytyki. – To były jedne z najbardziej haniebnych zawodów – powiedziała sfrustrowana Federica Brignone.

fot. Michela Andreola

Rywalizacja w paralelach zawsze budzi spore emocje. To dlatego, że rzadko kiedy tory, po których ścigają się zawodnicy, są równe. Czynników jest oczywiście więcej, ale wszystko składa się na to, że wielu znakomitych zawodników nie bierze udziału w tej rywalizacji. Tak było też dzisiaj. Na liście startowej zabrakło chociażby Mikaeli Shiffrin, Henrika Kristoffersena, czy Alexisa Pinturaulta. Jednak w Cortinie d’Ampezzo kontrowersji było znacznie więcej.

Chaos i niesprawiedliwość

Najpierw kibice zaskoczeni byli formą rozgrywania kwalifikacji. W zawodach Pucharu Świata mamy dwa przejazdy eliminacyjne. Każdy z zawodników jedzie najpierw po niebieskim, a następnie po czerwonym torze. Następnie szesnastu z najlepszymi czasami przechodzi do 1/8 finału. Podczas mistrzostw zmieniono jednak zasady. Przejazd był tylko jeden i do kolejnego etapu przechodziło osiem najlepszych osób z niebieskiego toru i osiem z czerwonego. Problem w tym, że na próżno było szukać zasad w sieci. Nikt nie wpadł na pomysł, aby je opublikować.

W trakcie finałowych rywalizacji z wielką dezaprobatą spotkało się ustawienie niebieskiego toru. Był zdecydowanie wolniejszy. W związku z tym, zawodnik jadący w pierwszym przejeździe na czerwonym kursie, był przeważnie z góry skazany na porażkę. To dlatego, że najpierw zyskiwał maksymalnie pół sekundy przewagi. Potem zamiana stanowisk i druga osoba na czerwonym straty odrabiała błyskawicznie. Taka sytuacja spotkała Marynę Gąsienicę-Daniel w ćwierćfinale.

Wściekła Włoszka

Przez źle ustawiony tor przepadło wiele zawodniczek. Wśród nich także Federica Brignone, która nie szczędziła słów krytyki po porażce. – Jestem niesamowicie zła, to były jedne z najbardziej haniebnych zawodów, jakie kiedykolwiek miały miejsce, a co więcej na Mistrzostwach Świata. Mam nadzieję, że Marta wygra (powiedziała Brignone jeszcze przed zakończeniem rywalizacji), ale jest to tak niedorzeczne, biorąc pod uwagę, że możesz zyskać tylko pół sekundy nad Twoim rywalem, jeśli jedziesz w pierwszym przejeździe na szybszej trasie, podczas gdy tracisz o wiele więcej na niebieskiej. Czułam się mocna, jeździłam naprawdę dobrze i to nie jest sprawiedliwe. Przełknę i to, ale jestem wściekła – powiedziała Brignone.

Sami medaliści mistrzostw nie wygłaszali oczywiście tak ostrych opinii, ale również zwracali uwagę na nie do końca sprawiedliwe zawody. – Niebieski kurs był wolniejszy – przyznała Marta Bassino. Z kolei mistrz Mathieu Faivre nie odciął się od swoich dawnych opinii na temat tej konkurencji. – Nie zgadzałem się z wieloma rzeczami dotyczącymi tej konkurencji, teraz jestem mistrzem, ale to nie zmienia tego, co mówiłem kiedyś – skomentował Francuz.

Tor można było poprawić

Kibice zwracali uwagę, że zasada z maksymalną pół sekundową stratą po pierwszym przejeździe, nie zdawała dzisiaj egzaminu. Przy bardzo wolnym niebieskim torze wprowadzała wręcz ogromną niesprawiedliwość. Pojawiły się postulaty rezygnacji z tego zapisu. – Pół sekundy zazwyczaj znakomicie zdaje egzamin na innych trasach. Tutaj różnice pomiędzy torami były tak strasznie duże, że to nie działo – uważa Jan Winkiel, sekretarz generalny Polskiego Związku Narciarskiego. Jako przykład wskazuje fakt, że Paula Moltzan w półfinale przegrała z Martą Bassino o ponad sekundę. To dużo jak na tę konkurencję.

– Ogólnie ta zasada z maksymalnie pół sekundową stratą daje zawsze szansę w drugim przejeździe. Można po prostu powalczyć – mówi Winkiel. Jego zdaniem można było jednak zrobić coś, aby rywalizacja w Cortinie d’Ampezzo przebiegała bardziej sprawiedliwie. – Myślę, że można było przesunąć dwie bramki na torze niebieskim. To troszkę ułatwiłoby przejazd i zawodnicy nie wytracaliby prędkości. Podejrzewam, że wtedy mielibyśmy bardziej efektowne przejazdy – twierdzi.

Bałagan organizacyjny

Sporym echem w mediach odbiło się też zamieszanie po finałowym przejeździe pań. Tam walczyły Marta Bassino oraz Katharina Liensberger. Po dwóch rundach pomiary czasu pokazały remis, ale złoto przypadło Włoszce. Z racji, że trudno było znaleźć zasady, bo nikt ich nie opublikował, wypadało wierzyć temu, co oglądamy. Teoretycznie zwycięstwo Włoszki można było tłumaczyć tym, że jej najlepszy finałowy czas był szybszy od najlepszego Austriaczki. Takie tłumaczenie jednak legło w gruzach, kiedy drużyna Lienseberger złożyła protest. Ten został uznany i blisko 20 minut po zawodach okazało się, że mamy dwie złote medalistki. To byłoby zgodne z zasadami zapisanymi dla rywalizacji w Pucharze Świata. Jednak nikt nie potrafi wytłumaczyć, dlaczego pierwotnie takiego rezultatu nie pokazano.

– Pół żartem, pół serio można powiedzieć, że FIS kompromituje się nie tylko w skokach – uśmiechnął się w rozmowie z nami sekretarz generalny PZN. Mówiąc jednak całkiem poważnie, wziął w obronę organizatorów. Jego zdaniem przeprowadzanie mistrzostw w dobie pandemii to zawsze wielkie wyzwanie. Czy takie sytuacje powinny zdarzać się na mistrzostwach świata? Powiedziałbym, że nie. Pamiętajmy jednak o tym, że spotkania komitetów organizacyjnych z FIS w tym roku odbywały się głównie w sposób zdalny – podkreśla Winkiel. Przed pandemią zazwyczaj najważniejsze osoby już miesiąc przed przebywały w miejscu rozgrywania mistrzostw i pilnowały szczegółów. – A trasy w Cortinie są po prostu trudne. Dzisiaj dodatkowo były wysokie temperatury. To nigdy nie ułatwia zadania – zakończył.

Szczegółowy program MŚ w Cortinie d’Ampezzo 2021 znajdziecie tutaj.

Kliknij poniżej, aby przejść do specjalnego raportu Sportsinwinter.pl

Źródło: Informacja własna

Mateusz Król
Obserwuj