Alpejski PŚ w Levi: Spóźniona inauguracja mężczyzn (lista startowa)

fot. rom@nski photo / CC BY

Za paniami już dwie rundy Pucharu Świata w narciarstwie alpejskim, natomiast panowie wciąż czekają na swoją inaugurację. Jeśli pogoda nie spłata żadnego figla to jutro alpejczycy rozpoczną swój Puchar Świata slalomem w Levi. Na starcie pojawi się jeden reprezentant Polski – Michał Jasiczek.

Inauguracja męskiego PŚ nie doszła do skutku w Sölden z powodu kumulacji nieszczęść pogodowych w postaci śniegu, mgły i wiatru. Choć w Levi prawdziwej zimy wciąż nie widać, to organizatorzy stanęli na wysokości zadania i przygotowali trasę Levi Black, na której dziś z powodzeniem rywalizowały kobiety. Zima wprawdzie nie rozpieszcza, ale w przeszłości bywało już gorzej. W 2015 roku już na 10 dni przed planowanym rozegraniem zawodów PŚ Międzynarodowa Federacja Narciarska podjęła decyzję o odwołaniu zmagań z powodu braku szans na doprowadzenie trasy do odpowiedniego stanu, czego przyczyną były wysokie temperatury i brak śniegu.

Pierwszy raz Puchar Świata mężczyzn zawitał do Levi w 2006 roku, czyli dwa lata później niż PŚ kobiet. W slalomie zwyciężył wówczas Austriak Benjamin Raich, któremu na podium towarzyszyli Szwed Markus Larsson oraz Włoch Giorgio Rocca. Raich był pierwszym Austriakiem, który wygrał slalom w Levi, ale oczywiście nie ostatnim. Dzięki późniejszym triumfom Reinfrieda Hebsta i Marcela Hirschera (dwukrotnie) to właśnie Austriacy mogą się pochwalić największą liczbą zwycięstw w jedynych zawodach PŚ odbywających się za kołem podbiegunowym. Indywidualnie najwięcej razy zwyciężali Marcel Hirscher i Francuz Jean-Baptiste Grange – po dwa razy. Obaj pojawią się na starcie również w jutrzejszym slalomie, podobnie jak inni zwycięzcy z Levi: Andre Myhrer (2012) i Henrik Kristoffersen (2014). Niestety najlepszy zawodnik z ubiegłorocznych zawodów w Levi nie będzie walczył o kolejną wygraną. Felix Neureuther, bo o nim mowa, miał zamiar wystąpić w Finlandii, ale wypadek, który przytrafił mu się na piątkowym treningu zniweczył jego plany. Niemiec złamał kciuk u prawej dłoni i choć początkowo wyrażał dalszą chęć uczestnictwa w zawodach to dziś Niemiecki Związek Narciarski poinformował, że Neureuther wraca do Niemiec, gdzie przejdzie operację. Felix z powodu zerwania więzadeł krzyżowych w poprzednim sezonie wystąpił wyłącznie w slalomie w Levi. Powrócić do startów chciał najpierw w Sölden, następnie w Levi, ale niestety będzie musiał znów uzbroić się w cierpliwość.

Od trzech sezonów o prymat w slalomie walczy przede wszystkim dwóch zawodników, którzy są o krok przed całą resztą. W sezonie 2015/2016 górą był Henrik Kristoffersen, ale w kolejnych dwóch dominował już Marcel Hirscher, a zwłaszcza w sezonie poprzednim, w którym zwyciężył w 7 slalomach na 9 rozegranych. Kristoffersen zdołał odnieść tylko jedno zwycięstwo, ale na podium plasował się w każdych zawodach slalomowych. Rok temu Levi nie było szczęśliwe dla Hirschera, który zaliczył tam najgorszy występ w całym sezonie. Kristoffersen przegrał wtedy tylko z Neureutherem. Norweg z Levi powinien mieć całkiem dobre wspomnienia, bo właśnie tam w 2013 roku po raz pierwszy w karierze stanął na podium Pucharu Świata, przerywając jednocześnie okres trwający 9 sezonów, gdy norwescy zawodnicy nie byli w stanie znaleźć się w czołowej trójce slalomu w Pucharze Świata. Przed Kristoffersenem ostatnimi z Norwegów na slalomowym podium byli Truls Ove Karlsen i Tom Stiansen, którzy w lutym 2004 roku zajęli odpowiednio 1. i 2. miejsce w Kranjskiej Gorze. Austriacy takich okresów posuchy nie mieli, gdyż Hirscher miał wspaniałych poprzedników w osobach Mario Matta i Reinfrieda Hebrsta, Benjamina Raicha i Manfreda Prangera.

Poza wspomnianą dwójką faworytów w miejsce na podium powinna celować szeroka grupa zawodników z medalistami olimpijskimi – Andre Myhrerem, Michaelem Mattem i Ramonem Zenhausernem – na czele. Matt i Myhrer w Levi stali już na podium. Przed wspomnianym już przeze mnie zwycięstwie Myhrera (w 2012 roku) był on jeszcze raz w czołowej trójce, na drugim miejscu w 2010 roku. Z kolei nazwisko Matt można ujrzeć trzykrotnie spoglądając na historyczne podia z Levi, jednak dwa są udziałem starszego z braci – Mario – a jedno to zasługa Michaela.

Polskę w slalomie na trasie Levi Black reprezentować będzie Michał Jasiczek, który startował już w PŚ w Levi dwukrotnie. W 2016 roku zajął on 46. miejsce ze stratą 2,38 sek. do lidera pierwszego przejazdu. Do awansu do drugiego przejazdu zabrakło Polakowi 0,50 sek. Zawody były wówczas dość wyrównane i nie można było sobie pozwolić na duże straty. Rok temu Michał spisał się gorzej niż w swoim pierwszym starcie w Levi. Ze stratą 3,25 sek. do lidera uplasował się na 62. miejscu. Awans do czołowej trzydziestki gwarantowała strata wynosząca 1,56 sek. Również w tym roku przed Polakiem trudne zadanie, zwłaszcza że wystartuje on z numerem 78.

Pozostając w temacie polskich zawodników i ich występów w slalomie można odnotować, że po raz ostatni reprezentant Polski punktował w slalomie PŚ w 2003 roku. Był nim Andrzej Bachleda Curuś III, który w japońskim Shigakogen zajął 24. miejsce zbierając za to 7 punktów. Ten sam zawodnik był również ostatnim z Polaków, który uplasował się w czołowej dziesiątce slalomu. W 2001 roku w Wengen był ósmy, a rok wcześniej w tym samym miejscu uzyskał swój najlepszy w karierze wynik – 5 miejsce.

Lista startowa slalomu mężczyzn

Pierwszy przejazd niedzielnych zawodów mężczyzn powinien rozpocząć się o godzinie 10:15. Otworzy go Daniel Yule. Z numerem 2 pojedzie Sebastian Foss-Solevåg, a z 3 Marcel Hirscher. Po Hirscherze na trasie pojawią się kolejno Andre Myhrer, Henrik Kristoffersen, Ramon Zenhäusern i Michael Matt. W sumie na liście startowej jest 88. zawodników. Drugi przejazd zaplanowany jest na godzinę 13:15 i wystąpi w nim najlepszych 30 zawodników z pierwszego przejazdu.

Źródło: Własne/fis-ski.com

Dodaj komentarz

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.