Alpejski PŚ w Levi. Nareszcie się zacznie? Polka powalczy z najlepszymi (lista startowa)

fot. Andrea Miola ©

Ciepła jesień dała się bardzo we znaki alpejkom, przez co straciły już cztery okazje do rywalizacji w Pucharze Świata w sezonie 2022/2023. Nie udało im się wystartować w gigancie otwierającym sezon w Sölden, następnie w zjazdach w Zermatt/Cervinii, a na dodatek odwołane zostały zawody w slalomie równoległym, które miały odbyć się w Lech/Zürs. Wydaje się jednak, że za piątym razem dziewczynom powinno już się udać, bo w Levi jest wszystko, aby pierwsze zawody kobiet doprowadzić do skutku. 

fot. Andrea Miola ©

Zima rozgościła się na północy

W ostatnich dniach w Levi na upały nie można było narzekać. Na dalekiej północy Finlandii zima pojawiła się jakiś czas temu, a kilka minionych dni dla miłośników tej pory roku było naprawdę łaskawych z temperaturami zbliżającymi się nawet do -20 stopni Celsjusza. W weekend, w który odbędą się dwa slalomy kobiet mróz jednak nieco odpuści i w ciągu dnia nie powinien przekraczać -10 stopni. To ma zagwarantować dobre warunki do przeprowadzenia zawodów i jednocześnie nie powinno mocno doskwierać zawodniczkom, wśród których będzie jedna reprezentantka Polski – Magdalena Łuczak.

Jedna Polka na starcie

Dla Magdy Łuczak występy w Levi byłyby dopiero siódmymi i ósmymi w karierze w Pucharze Świata. Choć doświadczenie Polki w Pucharze Świata nie jest jeszcze zbyt wielkie, to z raczej nie jest to zawodniczka, która podchodziłaby do jakiegokolwiek startu z obawami. Nie powinien przeszkadzać również fakt, że Łuczak ma za sobą dopiero jeden slalom w Pucharze Świata i było to niemal 4 lata temu. Pewną niedogodnością może być jednak odległy numer startowy, jaki będzie przysługiwał Polce za sprawą jej niskiego miejsca w rankingu światowym w slalomie.

Vlhova ma już imię dla renifera

Zęby na zwycięstwo ostrzy sobie już Petra Vlhova, która będzie jedną z głównych faworytek zawodów. Tradycyjnie, jedną z nagród dla triumfatorki slalomu w Levi będzie jeden z lapońskich reniferów, którego jednak zawodniczki nie zabierają ze sobą do domu, a ich przywilejem jest przede wszystkim możliwość nadania imienia. Jeśli Petrze uda się wygrać także w tym roku, to do jej stada, które obecnie liczy 5 osobników, trafiłaby nowa reniferzyca, którą chciałaby nazwać Zuzana, gdyż takie imię nosi mama Vlhovej. Jako że Słowaczka wygrała ostatnie 4 wyścigi w Levi, to oczekiwania wobec jej występów w najbliższy weekend również będą wysokie. – Jest presja, wszystkie oczy są zwrócone na mnie. Czuję to, ale staram się to przyjąć w taki sposób, aby mnie to nie krępowało. Nie mogę się doczekać wyścigu i staram się robić to, co robię zawsze. Chcę skupić się tylko na sobie” – zaznaczyła 27-letnia alpejka.

Shiffrin goni rekordy

Drugą wielką gwiazdą zawodów w Levi będzie Mikaela Shiffrin, która w Levi zwyciężała tylko o jeden raz mniej niż Vlhova, a w poprzednim roku dwukrotnie zajmowała drugie miejsce. Amerykanka, która ma już na swoim koncie wiele statystycznych rekordów, wciąż goni kolejne, m.in. rekord Ingemara Stenmarka w liczbie zwycięstw w Pucharze Świata. Do wyniku słynnego Szweda brakuje jej już tylko 12 wygranych, a gdyby udało jej się zwyciężyć dwukrotnie w Finlandii to byłby to spory krok naprzód w ściganiu dawnego mistrza, a także świetny początek obrony tytułu najlepszej zawodniczki Pucharu Świata, który zdobyła w poprzednim sezonie. Jak przyznała sama zawodniczka, rekordy te są czymś wyjątkowym, ale nie są jej potrzebne i nie jest to jej główna motywacja, a tę w rzeczywistości stanowi możliwość odczuwania radości z tego co robi.

Mocna grupa pościgowa

Choć dominacja Shiffrin i Vlhovej wydaje się być niezagrożona, to przeszłość pokazała już, że nie mogą czuć się one zbyt pewnie. Przywołać można m.in. sezon 2020/2021, w którym w końcówce sezonu małą Kryształową Kulę za slalom sprzątnęła im sprzed nosa Katharina Liensberger, która w 2021 roku była także mistrzynią świata. Warto zwrócić uwagę na to, że ostatnie dwa slalomy w sezonie 2021/2022 nie padły łupem ani Vlhovej ani Shiffrin, a ich triumfatorkami były Andreja Slokar (obecnie kontuzjowana) i wspomniana wyżej Liensberger. Do zdetronizowania Słowaczki i Amerykanki dążyć będą także m.in. Lena Dürr, Michelle Gisin, Wendy Holdener czy Anna Swenn-Larsson, a być może do zabawy włączy się ktoś jeszcze, jak choćby utalentowane Emma Aicher i Zrinka Ljutić.

Łuczak na szarym końcu

Jeśli wszystko pójdzie z planem to w weekend odbędą się dwa wyścigi Pucharu Świata kobiet. Zarówno w sobotę jak i w niedzielę panie rywalizować będą w slalomie. Pierwszy przejazd sobotnich zawodów powinien rozpocząć się o godzinie 10:00 czasu polskiego, a drugi o 13:00. Kibice czekający na przejazd Magdaleny Łuczak będą musieli uzbroić się w cierpliwość, albowiem Polka będzie jechała jako ostatnia z numerem 75. Jako pierwsza zaprezentuje się Niemka Lena Dürr, a największe faworytki, czyli Petra Vlhova i Mikaela Shiffrin otrzymały numery 5 i 6.

Lista startowa

Źródło: własne