Alpejski PŚ w Killington. Zawody gigantowe przerwane, Maryna Gąsienica-Daniel nie wyjechała na trasę

Image by Rolandhino1

is licensed under CC BY-SA 4.0

Niezbyt dobrze rozpoczęły się północnoamerykańskie zawody alpejskiego Pucharu Świata w tym sezonie. Wczoraj odwołany został zjazd mężczyzn w Lake Louise, a dziś nie udało się przeprowadzić do końca zmagań kobiet w slalomie gigancie w Killington. Na trasie Superstar zobaczyliśmy zaledwie kilka zawodniczek, po czym wyścig przerwano na nieco ponad 20 minut i ostatecznie odwołano. W zawodach miała wziąć udział Maryna Gąsienica-Daniel, ale niestety nie zdążyła pojawić się na trasie. 

Image by Rolandhino1 is licensed under CC BY-SA 4.0

Wiatr i śnieg

Od nocy w Killigton trwały obfite opady śniegu, którym towarzyszył dość mocny wiatr. O ile organizatorom udało się uporać ze śniegiem i przygotowaniem stoku, to osobną kwestią był wiatr, na który nie mieli oni zupełnie żadnego wpływu. Choć prognozy nie dawały wielkich nadzieji to łudzono się, że rywalizację uda się przeprowadzić. Początkowo przesunięto godzinę rozpoczęcia slalomu giganta kobiet z 16:00 czasu polskiego na 16:30 i z półgodzinnym opóźnieniem pierwsza zawodniczka wyruszyła z obniżonego startu. Wiatr wyraźnie dawał się we znaki i trudno było pozbyć się wrażenie, że może on wypaczyć rywalizację.

Worley najlszybsza

Pierwsza na trasie pojawiła się Petra Vlhova i ze znaną sobie solidnością dotarła pewnie do mety, uzyskując czas 49,56. Kibicom z pewnością dość trudno było oglądać zawodniczki walczące na trasie przy trwającej zawiei śnieżnej, a zatem można się domyślić, iż alpejkom również nie było łatwo. Petrę Vlhovą z pierwszego miejsca strąciła jadąca z numerem 4 Tessa Worley, która była o 0,18 sek. lepsza. Później do walki wkroczyła Lara Gut-Behrami, która popełniła jeden duży błąd na początku trasy, który kosztował ją całkiem sporo czasu. Później jednak Szwajcarka zaczęła odrabiać i na mecie zameldowała się z czasem o 0,29 sek. gorszym od Worley. Zupełnym zaskoczeniem był przejazd Mikaeli Shiffrin, która uzyskała wynik o 1,38 sek. gorszy od liderki. Można było przecierać oczy ze zdumienia po zobaczeniu czasu Amerykanki, gdyż jej jazda nie wyglądała tak źle jak końcowy rezultat. Małe zamieszanie pojawiło się również przy przejeździe Sofii Goggi, przy której nazwisku wyświetliła się początkowo strata wynosząca ponad 1 sekundę, a następnie na liście wyników zapisano jej wyik o zaledwie 0,03 sek. słabszy od Tessy Worley. Wkrótce jednak Włoszka znów spadła w dół listy rankingowej, mając przypisaną różnicę 1,04 sek. Po przejeździe dziewiątej zawodniczki, Ramony Siebenhofer, zawody przerwano.

Maryna wraca z pustymi rękami

Po dotarciu na metę Ramony Siebenhofer zdecydowano się na przerwanie zawodów i potrzymanie wszystkich w niepewności przez ponad 20 minut. Pogoda nie zmieniała się ani trochę, więc po tym czasie zdecydowano się odwołać zawody. Z numerem 13 wystartować miała dziś w gigancie Maryna Gąsienica-Daniel, dla której to właśnie slalom gigant jest podstawową konkurencją. Na jutro w Killington zaplanowany jest slalom, w którym Polka nie będzie uczestniczyć. Tak więc okazało się, że wyjazd do Stanów Zjednoczonych nie przyniósł naszej zawodniczce żadnych korzyści.

Źródło: własne