Alpejski PŚ: Ekologiczne kontrowersje wokół zawodów w Lech

wheregotoskiing.pl

wheregotoskiing.pl

Po długiej przerwie w roli gospodarza alpejskiego Pucharu Świata powraca austriackie Lech-Zürs. Nie wszystkim jednak się to podoba. Olbrzymie wydatki w dobie pandemii oraz niszczenie lokalnych ekosystemów były powodem krytyki organizacji ekologicznych.

Cały istniejący stok na północ od wyciągu Trittkopf został przystosowany do Pucharu Świata. Stok został przygotowany z pietyzmem. Aż 16700 metrów kwadratowych terenu Magerwiese zostało przekształconych, z czego 10000 m. kw. do pomiarów nachylenia.

4500 metrów kwadratowych w magazynie naśnieżającym o powierzchni 35000 metrów sześciennych zlokalizowanym na 1920 metrów i około 1500 metrów kwadratowych na zmianę systemu naśnieżania. Wycięto 580 metrów kwadratowych lasu. Rozbudowano też infrastrukturę techniczną: ułożono linie do naśnieżania. Zamontowano instalację kanalizacyjną, elektryczną i telewizyjną oraz zainstalowano 20 masztów oświetleniowych, z których dwanaście zostało zamocowanych na stałe o wysokości 22 metrów. Wielkość obszaru pokrytego śniegiem nie uległa zmianie.

Stok miałby służyć nie tylko do rozgrywania zawodów PŚ, ale także mógłby być wykorzystywany w celach komercyjnych. Państwo dofinansowało projekt kwotą około 1,3  mln euro licząc na to, iż po zakończeniu pandemii przyczyni się do impulsu gospodarczego.

Zgoda na realizację całego projektu została wydana przez Okręgową Komisję Bludenz 28 sierpnia 2020 roku. W zgłoszeniu należy przedstawić szereg warunków: od odstraszania świstaków i demontażu wiosennych reflektorów, po specyfikacje rekultywacji i naśnieżania. W przypadku „trwałego usuwania” chronionych gatunków roślin, podmiotom udzielono wyłączenia na mocy prawa ochrony przyrody. Podczas gdy oficjalna ekspertka ds. ochrony przyrody i prawniczka ds. ochrony przyrody Katharina Lins negatywnie oceniła projekt. Jednak na decyzji zaważyły argumenty ekonomiczno-turystyczne.

Pani Lins zwraca uwagę na niedotrzymywanie warunków pozwolenia. Skład śniegu powstał już zimą 2020. Budowę rozpoczęto w sierpniu – przed uzyskaniem połączenia. Do stacji wyciągu wybudowano drogę bez pozwolenia – oficjalnie jako “trasę przepędu bydła”. Naśnieżanie już trwa, choć powinno się zacząć od pierwszego listopada. – Rozumiemy znaczenie wyciągu dla sportu i biznesu. Ale nie rozumiemy, dlaczego organizatorzy myślą, że stoją poza prawem – skomentowała sytuację Lins. Do prawniczki dołączyły się też organizacje ekologiczne jak Green Tourism, którego rzeczniczka Nadine Kasper do tych zarzutów dodała zarzut marnotrawstwa – w dobie koronawirusa 1,3 mln euro to duża kwota, która mogłaby być przeznaczona na inne cele.

Organizatorzy odpierają zarzuty. Przewodniczący Komitetu Organizacyjnego Patrick Ortlieb tonuje nastroje. – Ze względu na pandemię negocjowaliśmy bardzo późno, dlatego pracowaliśmy używając naraz wiele koparek. Wyglądało to nieco dziko, ale wiele rzeczy zostało źle zinterpretowane. To widoczne miejsce przy drodze. Ani jednego metra sześciennego ziemi nie przenieśliśmy w inne miejsce. Po prostu inaczej go rozprowadziliśmy Armatki śnieżne zostały tylko wymienione – tak sytuację podsumował były mistrz olimpijski i świata w zjeździe.

źródło: krone.at

%d bloggers like this: