Zbigniew Bródka awansował na młodszego aspiranta

fot: FacebookZbigniewBródka
fot: FacebookZbigniewBródka

Zbigniew Bródka ukończył indywidualny kurs zawodowy, w którym uczestniczył przez ostatnie dwa lata. Mistrz olimpijski zaliczył wszystkie egzaminy i podczas promocji w Częstochowie z rąk komendanta głównego gen. brygadiera Wiesława Leśniakiewicza otrzymał awans na młodszego aspiranta w Państwowej Straży Pożarnej.

– Oprócz sportu rozwijam się także w zawodzie strażaka – mówi Bródka. – Mam już spore doświadczenie w tej pracy. Ale ciągle trzeba uczyć się nowych rzeczy. To było szkolenie pod kontem dowodzenia ludźmi. Rzeczy, których na co dzień mogę też uczyć się od przełożonych – wyjaśnia 31-latek.

Nasz uwielbiany przez wszystkich panczenista bardzo dobrze radzi sobie z łączeniem jednej pracy z drugą. Treningi na lodzie sprawnie przeplata ze służbą w Straży Pożarnej. Bródka w czwartek odebrał awans, w sobotę ma kolejną służbę w straży, a dzień później wylatuje na zgrupowanie do niemieckiego Inzell, gdzie będzie kontynuował przygotowania do sezonu. Pomimo tak napiętego grafiku Zbigniew osiąga bardzo dobre sukcesy sportowe, w zeszłym roku np. udało mu się wywalczyć złoto i brąz na igrzyskach olimpijskich w Soczi. Mistrz olimpijski uważa iż jego sukcesy w pewnym sensie są też zasługą jego kolegów, którzy dają mu możliwość ułożenia grafiku tak, aby podzielić czas na jedną i drugą pracę.

– Łączę ogień z lodem – śmieje się strażak. – Jeden i drugi fach są bardzo wymagające. W obu profesjach potrzeba dużej sprawności fizycznej. I tu i tu muszę być przygotowanym w stu procentach – twierdzi Bródka.

Zbigniew Bródka uważa iż obie te prace w pewnym sensie są do siebie podobne. Podczas pracy w straży pożarnej trzeba być gotowym na każde niebezpieczeństwo i stawić temu czoła.Gdy wszystko potoczy się tak jak powinno odczuwa się wielką satysfakcje i szczęście, że można pomagać ludziom. Również po drugiej, tej sportowej stronie panują wielkie emocje, momentami mrożące krew w żyłach. Bródka podczas igrzysk olimpijskich w Soczi wygrał złoto o trzy tysięczne sekundy. Jego największy rywal Koen Verweij, jechał w ostatnim wyścigu zawodów. Polak nie mógł już nic zrobić, pozostało mu tylko obserwować upływający czas. Kiedy okazało się, że wygrał o włos, był najszczęśliwszym człowiekiem na ziemi.

– Emocje były olbrzymie – wspomina Bródka. – Myślę, że tak samo pozytywne, jak w pracy strażaka. W obu przypadkach jest wielkie szczęście i szczególna euforia. Uczę się w pracy strażaka pewnych mechanizmów, które wykorzystuję później na torze. Trzeba być opanowanym, zdecydowanym i bardzo zmotywowanym. To są mechanizmy obronne przed presją – powiedział Bródka.

W Polsce do tej pory nie powstał niestety żaden kryty tor lodowy, stąd też panczeniści muszą bardzo dużo podróżować aby móc przygotowywać się do sezonu. Ze względu na pracę w Straży niektóre zgrupowanie Bródka musi sobie odpuszczać. Celem Zbigniewa Bródki na najbliższy sezon będzie medal mistrzostw świata na dystansach, w rosyjskiej miejscowości Kolomna.

Źródło: sport.tvn24.pl

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *