Zakopane okiem kibica – cz.3.

Za nim w niedzielny poranek otworzyłem oczy, niestety do moich uszu dotarł ten wredny dźwięk! Zapowiadało się to, czego każdy polski kibic obawiał się przed wyjazdem. Jedyna rzecz, która może pokrzyżować nam wielkie święto – WIATR! Ten uszczypliwy osobnik narobił w tym sezonie już tyle szkód, że ciężko policzyć je na palcach jednej ręki. Szybko na nogi i do okna… drzewa się ruszają, nie jest dobrze. Trzeba być jednak dobrej myśli, bo jak można zesłać takiego pecha na te dziesiątki tysięcy kibiców. Nie wierzyłem, że Opatrzność ześle na nas takiego pecha… pomyliłem się. Chociaż „skoki” się odbyły.
Tym razem postanowiłem na skocznię wybrać się jeszcze szybciej niż w sobotę. Przecież trudno zająć wymarzone miejsce, jeśli stoi przed tobą cały ten tłum. Cztery godziny przed konkursem a pod bramą znowu chmara ludzi! Przecież to jest jakieś chore! Za rok trzeba będzie tam warować całą noc! Nieco mniej ludzi niż w dniu wczorajszym, ale i tak za dużo. W sumie co ja się dziwię… sam poszedłem tak szybko :). Chwila oczekiwania i wdarliśmy się na trybunę. Niestety miejsce te samo co w sobotę, niektóre skoki przysłaniały nam flagi. I co najgorsze… czuć ten cholerny wiatr! Seria próbna odwołana, a ludzi jakby więcej niż wczoraj. Jechałem tam z myślą, że zobaczę wreszcie śnieg tego roku… tymczasem zaczął padać deszcz. Zero nadziei… ten konkurs nie może się odbyć! Kilka godzin oczekiwania i jednak skaczą. Nie chce mi się nawet mówić o tym, jakie zawirowania tam były. Mogę tylko powiedzieć, że teraz już rozumiem na sto procent, co znaczy, że wiatr kręci. Tego indywidualnego konkursu nie należy traktować poważnie. Nie da się w ogóle ocenić, czy skok był dobry, czy też nie. Nigdy zbytnio nie lubię, kiedy publiczność gwiżdże. Tym razem biłem za to brawo! Kiedy usłyszałem z głośników, że Diethart i Wellinger powtarzają skoki… nie chcę napisać tu tych wszystkich myśli, które przewinęły mi się przez głowę. Moim zdaniem to istny skandal! Wszystko, co nie podoba się Austriakom – trzeba naprawić! Wellinger to Niemiec, ale został dokoptowany, co by nikt nie mówił, że pomaga się tylko podopiecznym Pointnera. Zachowania tego ostatniego nie będę nawet komentował. Cyrk! Szkoda, że zapomniano iż dziesiątki tysięcy ludzi przyszło kibicować. Znowu przerwa w skokach, czekamy na Andersa Bardala. Norweg zasiadł na belce… patrzę na flagi. Wszystkie były nadęte wiatrem… nie mogą go puścić w takich warunkach. Przecież… a jednak! Boże… ufff! Wylądował. Piękny skok. Szkoda, że kolejnych też puszczali z takim wiatrem. Bałem się jak nigdy! Na belce startowej… KAMIL STOCH!. Ludzie co tam się działo! Kocioł! Na chwilę zapomnieliśmy o tym zamieszaniu z wiatrem. Wielka Krokiew żyje skokiem Mistrza Świata! Niestety zdjęty z belki. Oczekiwanie, niepewność. Po jakimś czasie ruszył. Leeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeć! Nagły podmuch… a wyglądało świetnie. Niby dalej od Schlierenzauera, ale lądowanie… Liczyliśmy chyba na miejsce w pierwszej dziesiątce. Nagle wynik… SIEDEMNASTY! Dookoła słychać tylko wielkie: „COOOOOOO?”. Wszyscy wiedzieliśmy, że skok był udany… olać to! Wychodzimy…
W tym czasie postanowiłem w raz z ekipą jakoś przecisnąć się do tego miejsca z wczoraj. Udało się! Zobaczyć skocznię z innego miejsca… przybić piątkę skoczom, poczuć na chwilę ten klimat z innej perspektywy. Przepiękna sprawa. Przepiękna! Chwila oczekiwania, ale warto było. Przyszedł do nas Kamil Stoch. Zdjęcia, autografy i mój pierwszy wywiad. Krótki, ale jakże cenny. Z podniesioną głowa wyszedłem ze skoczni. Warto takie chwile przeżywać. Nowe doświadczenia, znajomości… spełniłem znowu swoje marzenia. Trzeba tak częściej. Jedno jest pewne… Zakopane to najlepsze miejsce dla skoków narciarskich na świecie. Tutaj obecnie przeżywają swój istny kult. Historia opowiada się za Oslo, teraźniejszość moim subiektywnym zdaniem – Zakopane! Jeśli jeszcze tam nie byliście… zbierajcie kasę, poświęćcie jak najwięcej, bo dla takich chwil na prawdę warto!

3 thoughts on “Zakopane okiem kibica – cz.3.

  • 30 stycznia 2014 at 18:09
    Permalink

    Dzięki takim opisom można wrócić na skocznie i poczuć jeszcze raz emocje, które wtedy towarzyszyły kibicom.
    Dzięki, tego mi było trzeba! 🙂

    Reply
  • 30 stycznia 2014 at 21:48
    Permalink

    Dziękuję za ten opis ,byłam w Zakopanem ,ale nie mogłam być osobiście na skoczni ,choć w poprzednich latach bywałam ,dlatego cieszę się z tego opisu ,mogłam poczuć się tak jakbym tam byla na skoczni.Gratuluję zdjęć ze skoczkami , mnie nie udało się ich spotkać ,pozdrawiam

    Reply
  • 30 stycznia 2014 at 23:29
    Permalink

    zdjęcia cudne, emocji w tekście co nie miara ;] dużo pozytywnych wrażeń dostarczasz czytelnikom streszczając swój pobyt, którzy tak jak ja nie mogli być Zakopcu 😉 Gorąco pozdrawiam w ten mroźny wieczór 😉

    Reply

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *