[WYWIAD] Kikkan Randall: Muszę mądrze planować swój czas

fot: firsttracksonline.com

Kikkan Randall w sezonie 2016/2017 odniosła kolejny sukces. Amerykanka do swojej kolekcji dołożyła brązowy medal mistrzostw świata wywalczony w sprincie. W rozmowie ze sportsinwinter.pl Randall opowiedziała o ciężkim powrocie do formy i o życiu matki-biegaczki.

Daniel Topczewski: Początek sezonu 2016-17 nie był dla Ciebie zbyt udany, ale po Nowym Roku zaczęłaś biegać szybciej. Lepiej radziłaś sobie też w bezpośredniej walce. Co było kluczem do tej przemiany?

Kikkan Randall: Liczyłam na to, że rozpocznę sezon od szybszego biegania i starałam się znaleźć prędkość przed Świętami Bożego Narodzenia. Wszystko działo się tak późno dlatego, że dopiero w kwietniu urodziłam swojego syna i moje ciało musiało powrócić do dawnego stanu. Po prostu potrzebowałam więcej czasu, aby powrócić do dobrej dyspozycji i wzmocnić się fizycznie. Taka przerwa pomogła mi odzyskać radość z biegania.

D.T: Przed sezonem mówiłaś, że dla Ciebie będzie to rok nauki. Czy po pięciu miesiącach startu w Pucharze Świata wyciągnęłaś dodatkowe wnioski na przyszłość?

K.K: Ostatni sezon był dla mnie świetnym doświadczeniem pod względem nauki biegania na nowo. Największą lekcją, którą dostałam od życia było to, jak szybko moje ciało było w stanie powrócić do pełnej sprawności po narodzinach syna. Z miesiąca na miesiąc stawałam się coraz silniejsza, ale trwało prawie rok, zanim powróciłam do pełni sił. Wiele dowiedziałam się także o tym, jak radzić sobie z podróżowaniem z dzieckiem i jak to jest być „wyścigową mamą”. Nie mam już tyle wolnego czasu co wcześniej, więc muszę go mądrze planować, aby korzystać z każdej minuty w ciągu dnia.

D.T: Zdobyłaś brązowy medal na Mistrzostwach Świata w Lahti. Tuż przed Tobą finiszowała Jessica Diggins. Czy spodziewałaś się tak dobrych wyników kadry USA?

K.K: Od samego początku wiedzieliśmy, że nasz zespół będzie bardzo mocny podczas mistrzostw świata w Lahti. W rzeczywistości wywalczenie miejsca startowego w kadrze USA było dla mnie swego rodzaju wyzwaniem. Nasza drużyna miała bardzo dobrze przygotowane narty, byłyśmy pewne siebie i w dobrej formie. Najlepszym momentem dnia były dla nas chwile przed finałem, gdzie razem z Jessie i Sophie czułyśmy pozytywną energię płynącą od całego zespołu.

D.T: Medal wywalczony przez Ciebie w Lahti jest trzecim krążkiem mistrzostw świata w Twojej karierze. Który z nich wspominasz najlepiej?

K.K: Zdecydowanie złoty medal w sprincie drużynowym wywalczony podczas mistrzostw w Val di Fiemme. Wtedy zdobyłyśmy tytuł wspólnie z Jessicą i byłyśmy pierwszymi biegaczkami z Ameryki, które tego dokonały. Dla naszego zespołu był to ogromny sukces, a wysłuchanie Hymnu Narodowego na podium było czymś, czego nie zapomnę do końca życia.

D.T: Który bieg sezonu 2016-17 uważasz za przełomowy ?

K.K: Punktem zwrotnym poprzedniego sezonu był dla mnie sprint w Falun w styczniu. Wtedy poczułam, że mam wystarczająco dużo energii i szybkości, aby znowu walczyć o czołowe lokaty. Awans do finału dał mi wiele pewności siebie przed mistrzostwami świata w Lahti.

D.T: Na mistrzostwach świata byłaś jedną z trzech matek, która wywalczyła medal. Można śmiało powiedzieć, że macierzyństwo dodaje skrzydeł?

K.K: Bycie matką dało mi zupełnie inne spojrzenie na świat. Podobnie mówiły zresztą inne zawodniczki. Nasze dzieci napełniły nas miłością i wdzięcznością do rodziny i całego sportu. Podróże z dziećmi dają nam również „siłę matki”!

D.T: Czy razem z innymi matkami-biegaczkami wymieniacie się uwagami na temat rodzicielstwa? A może nie macie czasu na takie rozmowy?

K.K: Wiele moich koleżanek z tras biegowych zostało niedawno matkami. Od lat utrzymuję dobry kontakt z Aino-Kaisą Saarinen i przez cały czas rozmawiałyśmy ze sobą. Byłyśmy nawet ze swoimi rodzinami na obozie treningowym w Rovaniemi. Miło było także poznać bliżej Marit i Katję. Dzielimy się tym, czego już doświadczyłyśmy jako matki i tym, czego jeszcze się uczymy. Poza tym widok naszych dzieci bawiących się razem jest niezwykle ujmujący i zabawny.

D.T: W sezonie 2016-17 nie wybrałaś się na próbę przedolimpijską do Pjongczang. Nie żałujesz tego, że nie mogłaś poznać olimpijskich tras?

K.K: Naprawdę miło byłoby zobaczyć olimpijskie trasy na żywo, ale wyjazd do Korei kosztowałby mnie i mojego syna zbyt wiele czasu i energii, zwłaszcza przed zbliżającymi się wielkimi krokami mistrzostwami świata. Oglądałam jednak zawody w telewizji i byłam na miejscu podczas letnich przygotowań w 2012 roku, więc wydaje mi się, że mam dobry przegląd tego, co się dzieje. To będzie dla mnie kolejne wyzwanie, aby szybko przystosować się do tras olimpijskich.

D.T: Reprezentacja USA od lat robi postępy i na stałe zagościła w światowej czołówce biegaczek. Czy w związku z tym chciałbyś, aby zawody Pucharu Świata pojawiły się w Stanach Zjednoczonych?

K.K: Nasza drużyna jest bardzo mocna i byłoby świetnie wystartować przed własną publicznością w USA. Niestety, organizacja Pucharu Świata w Ameryce Północnej jest niezwykle kosztowna, więc byłoby to dużym wyzwaniem, aby zorganizować zawody jeszcze w trakcie mojej kariery.

D.T: Za rok odbędą się igrzyska olimpijskie w Korei Południowej. Jakie są Twoje cele na najważniejszą imprezę czterolecia?

K.K: Jestem bardzo podekscytowana przed dwoma biegami sztafetowymi. Wierzę, że nasz zespół będzie w stanie rywalizować o medale zarówno w sprincie drużynowym, jak i w sztafecie 4×5 kilometrów, której chciałabym być częścią.

D.T: Kiedy rozpoczynasz przygotowania do sezonu 2017-2018? Czy będą się one czymś różniły względem ostatnich lat?

K.K: Cieszę się, że moje ciało powróciło do stuprocentowej sprawności po narodzinach syna. Nie mam w planach jakichś drastycznych zmian jeśli chodzi o sezon przygotowawczy. Chcę tylko skoncentrować się na tym, aby wszystkie moje treningi były wykonywane jak najlepiej.

D.T: Która z biegaczek zrobiła na Tobie największe wrażenie w minionym sezonie?

K.K: Byłam pod wielkim wrażeniem występów Marit Bjoergen. To było imponujące, jak szybko powróciła do swojej najlepszej formy po urodzeniu syna i to było zabawne, aby poznać ją w nowej roli matki.

D.T: Trzykrotnie wygrywałaś klasyfikację sprintu. Myślisz, że w przyszłym roku możesz powtórzyć ten sukces?

K.K: Konkurencja w sprincie jest teraz ogromna. Nadal mam szansę na to, aby powalczyć o kryształową kulę, ale moim priorytetem będzie jak najlepsze przygotowanie do Igrzysk Olimpijskich. Będę musiała skupić się na tym, aby poprawić mój styl klasyczny, jeśli będę chciała być konkurencyjna w klasyfikacji generalnej.

D.T: W trakcie swojej kariery odniosłaś już wiele sukcesów. Skąd nadal czerpiesz motywację do dalszych treningów?

K.K: Biegi narciarskie to moje życie i cały czas sprawia mi to przyjemność. Uwielbiam startować i poprawiać swoje dotychczasowe wyniki. Kocham styl bycia sportowca i nie wyobrażam sobie tego, że miałabym nie spędzać czasu ze swoimi kolegami i koleżankami z drużyny.

D.T: Dziękuję bardzo za rozmowę.
K.R: Dziękuję!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *