Wspomnienia polskich medalistów w narciarstwie klasycznym: Walka Adama Małysza z Martinem Schmittem w Lahti

Fot: sporotwefakty.wp.pl

Powracamy do naszego cyklu wspomnień polskich medalistów w narciarstwie klasycznym. Tym razem przenosimy się już do XXI wieku i do początków „Małyszomanii”, kiedy to nasz orzeł z Wisły zdobył dwa medale podczas Mistrzostw Świata w 2001 roku, w Lahti.

Adam Małysz to przykład człowieka, którego chyba nikomu w polskim sporcie nie trzeba przedstawiać. Stał się pewnego rodzaju legendą oraz przykładem dla młodszych pokoleń trenujących skoki narciarskie. Małysz urodził się 3 grudnia 1977 roku w Wiśle. Jego rodzina od dawna zajmowała się sportami zimowymi. Tata – Jan Małysz był kierowcą w Klubie Sportowym Wisła, a jak wiadomo wujek, czyli Jan Szturc zaczynał od kombinacji norweskiej i skoków narciarskich, aby potem stać się trenerem. Ciekawostką jest również, że pradziadek Adama Małysza miał własną skocznię, gdzie można było uzyskać odległości 50-metrowe. Swój pierwszy skok oddał w wieku 6 lat na skoczni K17 w Wiśle Centrum. Niestety z powodu zbyt dużych butów skok zakończył się upadkiem. Na początku Małysz startował również w konkursach dla kombinatorów norweskich, lecz jego trener namówił go do pozostania tylko w skokach.

Do kadry narodowej Adam Małysz został powołany w 1994 roku. Pierwszy raz wziął udział w kwalifikacjach do Pucharu Świata 9 grudnia 1994 roku. Nie udało mu się wejść do konkursu w Planicy, bo uplasował się wtedy dopiero na miejscu 55. Prawdziwy debiut w zawodach miał miejsce w Innsbrucku 4 stycznia 1995 roku, Małysz ostatecznie zajął lokatę 17. Pierwsze zwycięstwo w Pucharze Świata przyszło Adamowi Małyszowi dopiero 17 marca 1996 roku. Wygrana miała miejsce na skoczni Holmenkollen w Oslo. Warto dodać, że tego dnia zakończył swoją karierę Jens Weißflog, który był idolem reprezentanta Polski. Niektórzy nazwali ten pamiętny konkurs zmianą warty.  Adam Małysz miał również załamanie podczas swojej kariery skoczka narciarskiego. Sezon 1997/98 nie jest wspominany najlepiej. Od początku sezonu nie miał on najlepszej formy, a było to najbardziej widać na Zimowych Igrzyskach Olimpijskich w Japonii. Małysz zajmował lokaty dopiero w szóstej dziesiątce. W tym czasie Polak zastanawiał się nad zakończeniem swojej kariery i powrotem do pracy jako dekarz.

Prawdziwe sukcesy Adama Małysza rozpoczęły się od sezonu 2000/01. Jako pierwszy skoczek narciarski z Polski triumfował w Turnieju Czterech Skoczni. Przed zaplanowanymi na luty Mistrzostwami Świata w narciarstwie klasycznym, skoczek z Wisły kilkukrotnie wygrywał zawody zaliczane do cyklu Pucharu Świata. Wtedy też zaczęła się walka z Martinem Schmittem, która była zapowiedzią prawdziwej bitwy o medale w Lahti.

Adam Małysz był stawiany, jako główny faworyt nadchodzących Mistrzostw Świata. Pierwsze zawody zostały zaplanowane na 19 lutego, na skoczni o punkcie konstrukcyjnym wyznaczonym na 116 metrze. Małysz po skoku na 126 metr objął prowadzenie po pierwszej serii. Wyprzedzał drugiego Schmitta o 2,7 punktu. Seria druga niestety nie była tak pomyślna dla orła z Wisły. Martin Schmitt poszybował na 131 metr, a Małysz uzyskał wtedy 128,5 metra. Ostatecznie przegrał z Niemcem o 2,8 punktów. W Polsce spowodowało to ogromny zawód kibiców i dziennikarzy. – Po ośmiu zwycięstwach w dziesięciu startach przed mistrzostwami wydawało się, że nie może przegrać – w ten sposób skomentował całą sytuację Włodzimierz Szaranowicz dla sport.tvp.pl.

Kolejny konkurs w Lahti odbył się 23 lutego, tym razem na skoczni, której punkt konstrukcyjny został wyznaczony na 90 metrze. Po pierwszej serii na prowadzeniu znalazł się największy rywal – Martin Schmitt. Niemiec skoczył 91,5 metra. Z kolei Adam Małysz wylądował na 89,5 metrze i do lidera tracił aż 6 oczek. Wiele osób w tym czasie mówiło już, że Polak zaprzepaścił szansę na zdobycie złotego medalu podczas tych mistrzostw. Jednak runda finałowa zmieniła wszystko. Małysz poszybował na 98 metr, a jego rywal tylko na 90. W ten sposób „Orzeł z Wisły” triumfował z 13 punktową przewagą. – Pomyślałem, że na dużej to Martin czekał na mój skok i wygrał. Teraz to ja będę czekał i wygram – mówił po zawodach Adam Małysz. Martin Schmitt po skończonej rywalizacji pogratulował Polakowi. – Podszedł, pogratulował, powiedział, że jestem świetnym zawodnikiem. Mamy złoto i srebro. Te same medale, więc pewnie jesteśmy na tym samym poziomie – dodał.

Po tych sukcesach skoczka w Polsce nastąpiła era „Małyszomanii”. Sam zainteresowany zakończył sezon 2000/01 z przytupem. Adam Małysz, jako pierwszy w historii skoków narciarskich w Polsce zdobył kryształową kulę. Od tego czasu w naszym kraju skoki narciarskie stały się poniekąd dyscypliną narodową. Stał się idolem nie tylko w Polsce, ale również poza granicami.

Źródło: informacja własna/ wikipedia.org / sport.tvp.pl / sportowefakty.wp.pl

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.