Walter Hofer: „Musiałem nauczyć się zachowywać dystans do zawodników” [WYWIAD]

Walter Hofer już ponad dwadzieścia lat pełni funkcje dyrektora zawodów Pucharu Świata z ramienia FIS. Za swój największy sukces uważa sprawienie, że skoki nie są dzisiaj już sportem bardzo niszowym. O początkach kariery, Pucharze Świata w Wiśle i najlepszych doświadczenia z Hoferem rozmawiał Jakub Balcerski.

Jakub Balcerski: Jest Pan dyrektorem Pucharu Świata dwadzieścia pięć lat. To bardzo długo, widział Pan pewnie skoki z wielu perspektyw. Można powiedzieć, że jako dyscyplina przeżywają w tym momencie swój złoty okres?

Walter Hofer: Mój pierwszy zawodowy kontakt ze światem skoków, to praca w kadrze austriackiej jako serwismen. Następnie rozpocząłem naukę na wydziale wychowania fizycznego. Potem pracowałem cztery lata jako drugi trener drużyny niemieckiej. Przez dziesięć lat widziałem skoki od środka. Kiedy zaczynałem pracę w FIS, skoki były bardzo niszowym sportem. W rozwoju przeszkadzały przede wszystkim przestarzałe i skomplikowane przepisy. Wtedy właśnie mieliśmy wizję na dwadzieścia, dwadzieścia pięć lat. Chcieliśmy po prostu pchnąć skoki do przodu. Myślę, że te dwadzieścia pięć lat to kontynuacja tych postanowień. Nigdy nie mieliśmy wzlotów i upadków. Cały czas, krok po kroku się rozwijaliśmy. Takie otwarcie Pucharu Świata, jak tu w Wiśle, to jeden z tych finalnych punktów, które zakładaliśmy. Jest dużo kibiców, niesamowita atmosfera, wiele nacji i skoczków reprezentujących te kraje. O to właśnie nam chodziło.

JB: Które z wydarzeń w całej pana karierze zapadło panu najbardziej w pamięć? Może któreś Igrzyska Olimpijskie, Mistrzostwa Świata, czy jakieś zupełnie zwyczajne zawody?

WH: Skoki narciarskie to dość skomplikowany system, musimy funkcjonować w trudnym i zmiennym środowisku na zewnątrz.  Moim największym osiągnięciem, doświadczeniem było stworzenie tej dyscypliny bezpieczniejszą.

JB: Jak opisze Pan nowy sezon, który będzie bodajże najdłuższym w historii Pucharu Świata – mamy MŚ w lotach, Raw Air, nowy turniej Willingen Five, a do tego wszystkiego jeszcze Igrzyska…

WH: To często zależy wyłącznie od kalendarza, nie tylko od naszych planów. W tym roku jest on niesamowicie skumulowany, mamy dużo wydarzeń wewnątrz PŚ. Możemy tylko próbować skierować każdy konkurs z osobna na  dobre tory, wcelować w jak najlepsze warunki i przygotować skocznię. Zawodnik co jakiś czas może odpocząć, nie będąc w stanie wytrzymać tempa kalendarza. Ale odpuszczenie całego weekendu teraz już nie wchodzi w grę.

JB: Decyzja o przyznaniu Wiśle organizacji inauguracji Pucharu Świata była trudna do podjęcia?

WH: Nie, postawiliśmy tylko dwa warunki – tory lodowe oraz dobrze przygotowany i zmrożony na ten weekend śnieg. Oba zostały spełnione przez polskich organizatorów, więc nie było obaw, ani długich dyskusji przed przyznaniem Wiśle zawodów.

JB: Jako osoba blisko skoków mógł Pan kiedykolwiek jakiegoś własnego faworyta, ulubionego zawodnika czy pełniona funkcja to uniemożliwiała?

WH: Zaczynałem jako trener i członek sztabu, więc byłem bardzo blisko zawodników. Ale z biegiem lat i objęciem funkcji reprezentanta FIS, a później dyrektora Pucharu Świata musiałem nauczyć się zachowywać odpowiedni dystans do zawodników. Obecnie uwielbiam wszystkich zawodników karuzeli Pucharu Świata, ale nie jestem blisko żadnego z nich.

Dziękuję za rozmowę.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *