Sven Hannawald od mistrza do komentatora

Sven Hannawald przez wiele lat był głównym rywalem Adama Małysza. To miedzy tą dwójką toczyła się walka o zwycięstwa w klasyfikacji generalnej na początku XXI wieku. Niemiec w obydwu sezonach uległ naszemu mistrzowi i nigdy nie sięgnął po kryształową kulę.

Mimo tych niepowodzeń Hannawald wywalczył wiele medali na MŚ i ZIO, ale do historii przeszedł za sprawą innego wydarzenia. Niemiecki skoczek sprawił, że 50. Turniej Czterech Skoczni został zapamiętany wśród kibiców na całym świecie na lata. Hannawald wygrał ostatni konkurs w 2001r. i trzy pierwsze w 2002r. tym samym stając się pierwszym zawodnikiem w historii, któremu udało się zwyciężyć we wszystkich czterech turniejowych konkursach.

Osiągnięcie to wydawało się niemożliwe do powtórzenia, jednak okazało się, że dla Kamila Stocha nie ma rzeczy nierealnych. Skoczek z Zębu po szesnastu latach trafił do elitarnego grona zwycięzców wszystkich zawodów wliczających się do Turnieju Czterech Skoczni. – Miałem nadzieję, że mój wynik przetrwa jak najdłużej – przyznał Hannawald. Stoch przypomniał wszystkim polsko-niemiecką rywalizację sprzed lat, ale tym razem Niemiec mógł tylko oglądać wszystko z trybun i podziwiać co robi nasz rodak. – Osiągnąłem to jako pierwszy, dlatego zostanę w pamięci – dodał były niemiecki skoczek.

Dla Svena sezon 2001/2002 był najlepszym w karierze. Oprócz zwycięstwa w turnieju wywalczył olimpijskie złoto i srebro w Salt Lake City oraz został mistrzem świata w lotach. Kolejny rok był minimalnie słabszy, ale także bardzo dobry. Niemiec drugi raz z rzędu zajął drugie miejsce w klasyfikacji Pucharu Świata i po raz trzeci zwyciężył w klasyfikacji lotów.

– Jako nastolatek dobrze się tym bawisz, ale jako profesjonalista chodzi o zarabianie pieniędzy. Możesz to zrobić tylko poprzez sukces i zrobiłem wszystko, aby go osiągnąć – wyznał Hannawald.

Gdy się wydawało, że przed Niemcem jeszcze kilka lat skakania na najwyższym światowym poziomie nagle jego forma uległa drastycznemu pogorszeniu. O ile początek sezonu 2003/2004 nie był tragiczny, to dalej już było znacznie gorzej. Ostatecznie niemiecki skoczek zakończył ten cykl PŚ na odległej 24. pozycji. Po nieudanym sezonie okazało się, że u Hannawalda zdiagnozowano syndrom wypalenia. Przed kolejnym sezonem Niemiec ostatecznie zakończył przygodę z zawodowym skakaniem. Mimo tego, że potajemnie współpracował z psychologiem nie dał rady dalej rywalizować z najlepszymi. – Nawet rodzice nie wiedzieli o tym. Właśnie tego chciałem, ponieważ jako indywidualny sportowiec ujawnienie pewnych spraw mogłyby dać konkurentom przewagę. Ostatecznie była to właściwa decyzja, ponieważ dla mnie był to ostatni element układanki, aby odnosić sukcesy – dodał Hannawald.

Niemiec podobnie jak Małysz mimo zakończenia kariery nadal jest blisko skoków w swoim kraju. W obecnym sezonie był jednym z ekspertów dla niemieckiej telewizji. Podczas ZIO w Pjongczang wraz z Matthiasem Bielekiem komentował poczynania Wellingera, Freitaga oraz reszty swoich następców. – Nauczyłem się wielu rzeczy, na przykład, że nie przerywasz komuś innemu – wyznał były niemiecki skoczek.

Źródło: Informacja własna/augsburger-allgemeine.de

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.