Steven Holcomb – ku pamięci

fot. ibsf.org

Nieustanna presja wyniku i oczekiwania rozbudzone dokonanymi osiągnięciami bywają ogromną psychiczną barierą dla sportowców. Dlatego też często niedoceniana osoba, jaką jest psycholog sportowy, stała się obecnie integralną częścią wielu sportowych teamów, w tym przedstawicieli sportów zimowych. Kibice skoków narciarskich mogą na przykład pamiętać Kamila Wódkę – dawniej przygotowującego mentalnie zawodników męskiej kadry A, obecnie pracującego z piłkarzami. Nie zawsze jednak praca ekspertów wystarcza…

Jaskrawym przypadkiem sportowca, który nie poradził sobie z narzucaną przez samego siebie presją, ale także z problemami zdrowotnymi, był jeden z najwybitniejszych amerykańskich bobsleistów w historii. Mowa tu o Stevenie Holcombie, pilocie złotej czwórki podczas Zimowych Igrzysk Olimpijskich w Vancouver (2010), brązowym medaliście w dwójkach i czwórkach z Igrzysk w Soczi (2014), czterokrotnym złotym medaliście mistrzostw świata (w 2009 i 2012, za każdym razem w Lake Placid).

Początkiem międzynarodowej kariery Holcomba, wtedy jeszcze rozpychającego bobslej, był rok 1998 – zastąpił wówczas kontuzjowanego członka amerykańskiej drużyny. Cztery lata później został testerem ekipy startującej w Zimowych Igrzyskach Olimpijskich w Salt Lake City (w jego rodzinnym stanie Utah), a w sezonie 2004/2005 i późniejszych regularnie startował w Pucharze Świata.

Rok 2002 był kluczowy dla życia bobsleisty. U Amerykanina zdiagnozowano nieuleczalną chorobę oczu, tak zwany stożek rogówki, która powodowała stopniową utratę wzroku. Stopniowe pogarszanie jakości życia, zmuszenie do przyjmowania leków na stałe, poskutkowało depresją. Okazało się, że jednym z nielicznych lekarstw okazał się sport. Holcomb nadal był czynnym bobsleistą. Wystartował jako lider załogi dwójek i czwórek na Igrzyskach w Turynie, zaś w Pucharze Świata szczególnie upodobał sobie tor w Lake Placid. W ciągu swojej kariery, wliczając zawody drużynowe, wygrywał tam aż 11 razy. Jednak w 2007 roku lodowym światkiem wstrząsnęła wiadomość o próbie samobójczej zawodnika z czołówki – właśnie Holcomba.

– Miało to dla mnie sens. Myślałem, że jeśli skończę ze sobą, rozwiążę wiele problemów, zrobię ludziom przysługę. Nie zmarnują czasu i pieniędzy na opiekę nade mną. I tak stopniowo ślepnę, więc nie chciałem być ciężarem. To przerażające w depresji, że wtedy tak myślałem. Ludzie robią wówczas straszne rzeczy – powiedział Holcomb w wywiadzie udzielonym Brettowi Rapkinowi tuż po próbie. Był to pierwszy moment, kiedy publicznie powiedział o swoich chorobach wzroku i psychiki.

Dzięki rozwojowi medycyny Holcomb mógł poddać się operacji niwelującej skutki choroby. Już 1,5 roku później, w 2009 roku, został złotym medalistą mistrzostw świata. Rok później zdobył najcenniejsze trofeum olimpijskie, a to wszystko jako lider bobsleja. Dzięki swojej historii stał się gwiazdą i najsłynniejszym bobsleistą w Stanach Zjednoczonych. Wydał nawet autobiografię, w której miał zamiar rozliczyć się z demonami przeszłości.

Regularnie startował w zawodach Pucharu Świata do sezonu 2016/2017. Osiągał wówczas przyzwoite rezultaty, jak niemal co roku zwyciężył w zawodach dwójek w Lake Placid. Jednak 6 maja 2017 roku Steven Holcomb został znaleziony martwy w swoim mieszkaniu. Przyczyną śmierci było najprawdopodobniej samobójstwo – połączenie alkoholu i środków nasennych. Nie wiadomo, co skłoniło Holcomba do powtórnego targnięcia się na swoje życie.

Stefen Holcomb w chwili samobójstwa miał 37 lat. Dziś obchodzimy drugą rocznicę jego śmierci.

źródło: IBSF.org/heavy.com/materiały własne

Adrian Gerula

W Sportsinwinter.pl od początku 2019 roku. Zajmuję się biegami narciarskimi, biathlonem i sportami saneczkarskimi

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

%d bloggers like this: