Skoki bez granic, czyli Harrachov 2014 okiem kibica – cz.2.

Sobotni poranek przypomniał mi nieco, że nigdy nie może być tak dobrze, żeby nie dało się… gorzej. Świetna pogoda w piątek pozwoliła zapomnieć o złych prognozach na pozostałe dni weekendu. Wredny los. Wichura, deszcz, śnieg i nawet grad! To właśnie spotkałem za oknem. Weź się uśmiechnij i powiedz sobie, że skoki będą! Rok temu to samo, w Zakopanem w niedzielę to samo… jakiś pech. Trzeba było jednak realizować zamierzenia i ruszać na łowy autografów i zdjęć pod hotel.

Staliśmy chyba z godzinę pod hotelem skoczków i udało się zrobić zdjęcie z Kamilem Stochem, Jankiem Ziobro i Simonem Ammannem. Nasi zawodnicy muszą mieć chyba duży szacunek do polskich kibiców. Przez cały mój pobyt tam nie widziałem ani jednej osoby, której by odmówili. Za to dla nich wielki ukłon. Po chwili okazało się, że jednak można wejść do środka na luzie! Stać tam, przebywać, robić zdjęcia i prosić o autografy. Wczoraj myśleliśmy, że to jakieś łamanie granicy… dziś wiemy, że to norma! Wtedy to już „łapcie co się da”. Można było ich spotkać, zrobić zdjęcie, pożyczyć powodzenia, gratulować i spełniać marzenia. Takie chwile pozwalały zapomnieć o złych warunkach atmosferycznych. Po kilku godzinach czas wyruszać na skocznię, ale wiedzieliśmy, że trzeba tam wrócić wieczorem.
Sytuacji na skoczni wolałbym nie komentować, bo jeśli ktoś mówi, że organizacyjnie wszystko było na najwyższej półce, to jest w błędzie. Czy ktoś oceniający z FIS-u bierze pod uwagę traktowanie kibiców? Czesi sprzedawali bilety na miejsca siedzące… masz bilet, wchodzisz na skocznie, a ochroniarz mówi Ci, że nie ma już wolnych miejsc i trzeba stać na dość stromym pagórku obok trybuny. Widzisz gołym okiem, że da się jeszcze usiąść, ale NIE! Przecież to jakaś kpina! Po drugiej stronie skoczni to samo! Stanąłem wreszcie obok trybuny i wdrapałem się po rusztowaniu sam! I co? Słuchajcie! Ciężko było się przecisnąć… taki tłok! Ironia oczywiście. Jedna z pań spojrzała na mnie, więc odpowiedziałem jej: 
– No co? Kupuje człowiek bilet na miejsca siedzące, a nie chcą wpuszczać.
– Święta racja!
Wiecie ile czekaliśmy na ogłoszenie, że 3. i 4. seria odwołane? Z 15 minut dłużej niż widzowie przed telewizorami. Pointner jechał wyciągiem na dół i dał nam znać, że nic z tego. Spiker nic. Zaczynali rozkładać podium i samemu trzeba było się domyśleć, że to już koniec. Po co mówić? Stoi przecież raptem 15 tysięcy osób… dwie trzecie z Polski, więc traktujmy jak powietrze! Dobrze, że stałem z Oficjalnym Fan Klubem Kamila Stocha, to w trakcie dekoracji mogłem jakoś totalnie na maksa przeżyć ten moment. Wsparcie dla Kamila było ogromne! Uwielbiam to!
Po tym całym zamieszaniu na skoczni szybki powrót do apartamentu i czas na hotel! Teraz mieliśmy w planach wypić piwo w restauracji hotelowej. Zagościć tam na dłużej. Pijesz piwo, chodzą wszyscy ludzie z TEGO świata, przy stoliku obok Kamil Stoch z żoną i naszą ekipą, kilka miejsc dalej Schlierenzauer, Goldberger, Koch. Nagle wszedł ten, na którego zdjęcie liczyłem tym razem chyba najbardziej. Noriaki Kasai. Z pucharem za piąte miejsce i wielkim uśmiechem na twarzy. Pozytywny człowiek. Spędziliśmy tam kilka godzin. W między czasie postanowiliśmy na ryzyku przejechać się hotelowymi windami. Zwiedzić piętra zawodników. I tu pojawiła się przygoda z Mackenzie Boyd-Clowes`em. Chłopak, który nas olśnił! Ależ on pozytywny. Nawoływał nas do zdjęcia po naszej pierwotnej prośbie. Zatrzymywał windę, abyśmy tylko zdążyli. „Come on guy`s! Come on guy`s! Let`s do it!”. To, co w sobotę widzieliśmy, przeżyliśmy i słyszeliśmy ciężko opisać słowami. Zostanie w sercu na zawsze! Niedziela… to już niestety będzie ostatni rozdział tej opowieści. 
foto: Archiwum własne

Mateusz Król

2 thoughts on “Skoki bez granic, czyli Harrachov 2014 okiem kibica – cz.2.

  • 20 marca 2014 at 13:09
    Permalink

    Jeju zazdroszczę . .. dałąbym wiele żeby móc to przeżyć !

    Reply
  • 20 marca 2014 at 13:54
    Permalink

    SELFIE z Mackenzie najlepsze! W ogóle oni są strasznie pozytywni i na luzie! Super przygoda a największe jeszcze przed nami!

    Reply

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *