Skoczkowie drugiego planu – Alborn i Lindström

Dzisiejsza pogoń za sukcesem sprawia, że w głowach kibiców pozostają zwykle tylko najlepsi. W skokach narciarskich najlepiej zostać Mistrzem Olimpijskim, Mistrzem Świata, zdobyć Puchar Świata, wygrać parę zawodów lub często stawać na podium. Niestety większości zawodników takie sukcesy się nie udają. Ciężko jest im więc zapaść w pamięć kibiców narciarskich na całym świecie. Zdarzają się jednak wyjątki, o których chciałbym nieco tutaj napisać. Dzisiaj wspomnę o bardzo popularnym niegdyś w Polsce Alanie Albornie oraz równie u nas lubianym Finie Veli Mattim Lindströmie.
Alan Alborn
Z tym amerykańskim skoczkiem kojarzą mi się przede wszystkim pierwsze moje momenty ze skokami narciarskimi. Zaczynałem oczywiście razem z wielkimi sukcesami Adama Małysza. Przez kilka pierwszych konkursów oglądałem tylko skoki Polaków. W końcu jednak ten sport mnie wciągnął i pierwszymi zagranicznymi zawodnikami jakich wtedy poznałem byli: Janne Ahonen i Alan Alborn. O tym pierwszym pisałem ostatnio i jak wiemy nie pasuje do tematu dzisiejszego wpisu. Alborn nie zachwycił mnie jednak pierwszym skokiem, który w jego wykonaniu widziałem. Zresztą, co tu dużo mówić… nie był skoczkiem najwyższych lotów. Najwyższe miejsce, jakie zajął w konkursach Pucharu Świata to… czwarte! Było to w 2001 roku w Engelbergu, gdzie zdawało się, że zbudował wreszcie optymalną formę. W oby konkursach na szwajcarskiej skoczni plasował się w pierwszej szóstce. To zwiastowało już najlepszy sezon w jego karierze. Amerykanin, co pewnie nikogo nie zdziwi, nie startował we wszystkich konkursach. Pojawił się na starcie w 18 konkursach i tylko raz nie awansował do drugiej serii. W całym sezonie 2001/2002 zdobył łącznie 263 punkty i uplasował się na 20. miejscu. W Turnieju Czterech Skoczni zajął wysokie (jak na niego) miejsce – 14. Ciężko mówić o jakichś spektakularnych sukcesach na imprezach ważniejszych. Na Igrzyskach Olimpijskich w Salt Lake City zajął dobre 11. miejsce na skoczni normalnej, ale na dużej nie awansował już do finałowej trzydziestki. Choć to i tak były jego najlepsze Igrzyska w życiu. Na Mistrzostwach Świata w większości przypadku nie awansował do drugiej rundy, a jeśli już, to zajmował miejsca w trzeciej dziesiątce. Alan Alborn raz wskoczył na podium w konkursach Letniej Grand Prix (Sapporo 2001 – 3.). Swoją karierę zakończył po sezonie 2006/2007 . Zastanawiam się, dlaczego Alborn przetrwał w pamięci wielu kibiców po dziś. Możliwe, że dlatego, iż był wówczas najlepszym skoczkiem z tamtego kontynentu.
Veli Matti Lindström
Skoczek, o którym chcę teraz napisać, jest nieco kontrastem dla poprzedniego. Ten fiński zawodnik może pochwalić się zdecydowanie większymi sukcesami, niż Alborn. W czasach, kiedy Veli Matti rozpoczynał swoją karierę, zdobywał złoty medal na Mistrzostwach Świata Juniorów w Karpaczu, bardzo ciężko było się przebić do świadomości kibiców w jego kraju. Finlandia była ogarnięta wówczas pasmami sukcesów Janne Ahonena, Matti Hautemaekiego czy Risto Jussilainena. W Polsce jednak był bardzo popularny i to nie tylko ze względu na rekord skoczni Orlinek, ale przede wszystkim dzięki reklamie mleka. Nie musiał jednak długo czekać na pierwsze podium w zawodach Pucharu Świata. W tym samym roku, kiedy został Mistrzem Świata Juniorów (2001), zajął drugie miejsce w lotach w Oberstdorfie tuż za Jussilainenem. Okrzyknięto go wielkim talentem i zyskał nieco popularności w świecie. W swojej karierze stawał łącznie 5 razy na podium, ale niestety ani razu nie okazał się najlepszy. W ważniejszych sportowych wydarzeniach potrafił spisać się dobrze. Indywidualnie nie wywalczył żadnego medalu, ale zdobył srebro w drużynie podczas IO w Salt Lake City 2002. Pamiętny konkurs, gdyż Finowie przegrali złoto z Niemcami o 0,1 punktu! Na skoczni normalnej Lidström zajął wysoką piątą lokatę. Niestety na obiekcie K-120 skoczył tylko 114,5 metra i nie przeszedł do drugiej rundy zmagań. Chociaż były to jego jedyne Igrzyska Olimpijskiej w karierze, to trzeba przyznać, że i tak wypadł całkiem nieźle. Startował także na Mistrzostwach Świata w Predazzo 2003, gdzie zajął 8. miejsce na skoczni normalnej. Veli był uważany za dobrego lotnika, co potwierdzały jego wysokie lokaty na Mistrzostwach Świata w lotach. Fin otarł się o podium (4.) w Harrachovie 2002, a w 2004 roku w Planicy zajął miejsce ósme. W tym samym roku zdobył srebrny medal w drużynie.
Chociaż ten fińskim zawodnik wciąż nie zakończył oficjalnie kariery, to od 2009 roku nie startuje w zawodach najwyższej rangi. W czasach swojej najwyższej formy był popularny, ale dziś nie wymienia się jego nazwiska w gronie słynnych skoczków. Dzisiaj z pewnością byłby bohaterem fińskiej kadry, ale 10 lat temu bez spektakularnych zwycięstw ciężko było zapaść w pamięć.
Z pewnością jest wielu zawodników, którzy odeszli w niepamięć. Warto o nich wspominać, bo wnosili do tej dyscypliny na prawdę wiele. Przecież sport to nie tylko najlepsi, ale także ci, którzy się starają, aby być w jak najlepszej dyspozycji. Jakich wy skoczków „drugiego planu” pamiętacie najlepiej?

„Piękny moment dla każdego sportowca. Nie każdy sportowiec może to przeżyć. Kamil dokonał wielkiej rzeczy, teraz w nagrodę ma złoty medal a za chwilę będzie słuchał Mazurka Dąbrowskiego” – Marek Rudziński, Predazzo 2013

One thought on “Skoczkowie drugiego planu – Alborn i Lindström

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *