Robert Mateja: Nie mamy możliwości kombinowania [wywiad]

Robert Mateja to doświadczona persona w świecie skoków narciarskich, ale także całego polskiego narciarstwa. W zeszłym roku dołączył do sztabu kombinatorów norweskich, z którymi jako specjalista od skoku będzie pracował także w zbliżającym się sezonie. W rozmowie dla naszego portalu mówi o potencjale zawodników ze Szczepanem Kupczakiem na czele, zgrupowaniu w Zakopanem, ale także problemach finansowych, jakich wciąż nie brakuje naszej kadrze. 

Jakub Balcerski: Praca z kombinatorami po całym pana doświadczeniu w skokach potrafiła jakoś zaskoczyć?

Robert Mateja: Tak, ale ja do tego nie przywiązuję dużej wagi. Skupiam się na przekazaniu jak najlepiej swojej wiedzy i wspomnianego doświadczenia. Łączymy dwie dyscypliny, co jest bardzo trudne do pogodzenia. Skoki i biegi to dwie zupełnie wykluczające się rzeczy, dlatego na to poświęcam całą swoją uwagę.

JB: Zeszłoroczny sezon to przede wszystkim dobre skoki naszych kombinatorów. Ile w tym ręki Roberta Matei?

RM: Sam nie wiem, nasz zespół trzyma się dobrze razem. Ciągniemy ten wóz w jedną stronę i nie rzuca nim po bokach. Przekazuję to, co w skokach powinienem przekazać ze swojej perspektywy i tego, o czym wiem po mojej karierze zawodniczej. Jako trenerzy oczywiście się dzielimy na specjalizacje i na koniec to tak naprawdę efekt pracy całości sztabu.

JB: Dużo mówiło się jednak w zeszłym roku o relacjach z Dannym Winkelmannem. Część osób, w tym związek twierdziła, że jego relacje z innymi oraz metody były złe, część go broniła. Jak pan wspomina tę współpracę?

RM: Według mnie było w porządku. Dobrze się rozumieliśmy jako szkoleniowcy. Mieliśmy oczywiście lepsze i gorsze dni, trochę jak w małżeństwie, więc musiały być i kompromisy. Ale jestem zdania, że jeśli coś wpływało na atmosferę w całej grupie to były to bardziej wyniki zawodników. Wiadomo, że jeśli nie są w dobrej formie, to to się odbija na nastrojach wszystkich wokół.

JB: Ile zmieniło się w metodach pracy względem zeszłego sezonu?

RM: Nastąpiły zmiany w sztabie, przede wszystkim biegami zarządza teraz Mariusz Hluchnik. One ostatnio mocno kulały, więc praca nad nimi, a także brak postępu w rezultatach odbijał się na skokach, które wyglądały nieźle. Teraz wiemy, że bez dobrych skoków nie mamy szans nawet powalczyć. Szczepan Kupczak, który poprzednio dobrze prezentował się na skoczni, nie dobiegał i dużo na tym tracił. Próbujemy to teraz usprawnić i zobaczymy, jakie będą efekty.

JB: Szczepan Kupczak to teraz nasza flagowa postać w kombinacji norweskiej. Na co w tym momencie go stać?

RM: Szczepan dobrze prezentował się latem, poprawił bieg, co wywołało możliwość rywalizacji z najlepszymi, której chyba nawet się nie spodziewaliśmy. Wyznaczył sobie cel, do którego dąży. Idzie w górę, rozwija się z każdymi zawodami. Poprawił się teraz choćby pod względem taktyki.

JB: Podczas mistrzostw Polski lepszym od niego okazał się jednak Adam Cieślar. To oznacza, że mógłby z nim rywalizować?

RM: Adam bardzo mobilizuje się na starty. Dobrze wygląda biegowo i latem bywał w czołówce. Badania wydolnościowe, które przeprowadziliśmy wskazały, że w jego przypadku wszystko idzie w odpowiednim kierunku. Do tej pory kulały u niego skoki, ale walczymy z tym. Wydaje się poprawiać.

JB: Dużo mówi się ostatnio o wojnie technologicznej w skokach, a kombinacja też ma przygotowane coś specjalnego?

RM: Zakończyliśmy wspólne zgrupowanie skoczków i kombinatorów w Zakopanem, w czasie którego mogliśmy się razem konsultować. Michał Doleżal czasem wspomógł dobrą radą, a sprzętowo często też podglądamy i wykorzystujemy skoczków. Nie mieliśmy okazji testować jeszcze tych nowych butów, ale rozmawiałem o tym z Adamem Małyszem i być może niedługo będzie taka możliwość. Obie dyscypliny mają zgoła odmienne budżety i nas zwyczajnie nie stać na eksperymenty, poszukiwania elementów, które ktoś nam przygotuje. Szukamy sami – próbujemy różne rozwiązania, tworzymy je, budujemy swoje „wynalazki”. Finansowo zdarza się, że niełatwo jest zapewnić sobie nawet najpotrzebniejsze sprawy. Pojawił się kłopot z jednym zgrupowań.

JB: Udało się go zażegnać i jednak wyjechać?

RM: Tak, mogę powiedzieć, że po rozmowie z prezesem Tajnerem mniej więcej to, o co nam chodziło, zostało wypełnione. To jest tak, że wszystko w miarę możliwości mamy zapewnione, sprzęt poza tymi eksperymentami dostajemy i jest z topowej półki. Została obrana pewna ścieżka, związek nie chce zatrzymywać szkolenia. Ale na pewno nie mamy możliwości kombinowania.

JB: W kontekście Zakopanego zapytam też w drugą stronę. Skoro konsultujecie się z trenerem Doleżalem, to pewnie podglądał pan trochę także skoczków…

RM: Tak, od poniedziałku byliśmy ze sobą na jednej skoczni, więc siłą rzeczy mijaliśmy się ze sobą treningami. Mogę zagwarantować, że poziom jest wysoki. Nie ma się co martwić, bo tu dopracowany jest każdy szczegół. Nie będę rzucał nazwiskami, bo tu nie chodzi o to, kto jak skoczył na danym treningu, a choćby o stabilność, bo każda sesja jest inna. Zawodnicy dopracowują jednak detale, a mnie cieszy, że to szeroka grupa, która jest w całości na dobrym poziomie.

JB: Przed nami tak naprawdę sezon przejściowy. Jaki jest zatem cel polskich kombinatorów? Mają sobie coś do udowodnienia po dobrze wykonanej pracy?

RM: Cały czas się uczymy i staramy gonić innych. W tej dyscyplinie wyróżniają się tak naprawdę 4 kraje, a reszta zalicza pojedyncze wysoki. Chcemy regularnie punktować, a nasza topowa dyspozycja w najlepszym razie może dać najlepszą „10” zawodów. Nie spodziewaliśmy się sukcesów Szczepana latem, one pokazują, że tu jest potencjał. Chłopaki mają talent i muszą go wykorzystać. Przekształciliśmy trochę filozofię Adama Małysza. On miał dwa równe skoki, my musimy mieć jeden dobry skok i jeden dobry bieg.

Dziękuję za rozmowę. 

Jakub Balcerski

Szef działu skoki narciarskie, dziennikarz Polskiego Radia

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

%d bloggers like this: