Jeśli jesteś właścicielem tej strony, możesz wyłączyć reklamę poniżej zmieniając pakiet na PRO lub VIP w panelu naszego hostingu już od 4zł!

Przemysław Babiarz: Chętnie bym Justyny nie zostawiał

fot. Agnieszka Białek

Inauguracja Pucharu Świata w Wiśle już za nami. Udało nam się odbyć luźniejszą rozmowę z człowiekiem, który spoty zimowe nie tylko od lat obserwuje, ale i komentuje. Z Przemysławem Babiarzem o debiucie przy skokach i małym pożegnaniu z biegami narciarskimi rozmawiał Mateusz Król.

Mateusz Król: Jak debiut w Pana odczuciu wypadł?
Przemysław Babiarz: Dziękuję, dziękuję.  Jakoś to przebrnęliśmy wspólnie z Sebastianem Szczęsnym. On jest znakomitym kolegą i komentatorem. Z nim czułem się pewniej zdecydowanie. Ten debiut przypadł na takie zawody o podwyższonej temperaturze. Zawody u nas zawsze taką się cechują i jeszcze dodatkowo inauguracja. Kilka rzeczy się nałożyło na to, że ten debiut był szczególny. Pewnie czasem by człowiek wolał w danej dyscyplinie debiutować po cichu. Z drugiej strony może to dobrze. Ta atmosfera zniosła bariery. Człowiek musiał rzucić się na głęboką wodę. Nie utonąłem, przynajmniej na razie – nie ociekam z wody (uśmiech).

MK: Mało kto ma szansę zacząć od komentowania sukcesów.
PB: Własnie. Sukcesy niewątpliwe. Drugie miejsca. My pewnie wolelibyśmy pierwsze, ale nie przesadzajmy. Czasami te zwycięstwa na starcie nas hamują, blokują. Statystyki i historia potwierdzają, że kto na starcie wygrywa, ten nie wytrzymuje do końca. W XXI wieku tylko czterech takich się zdarzyło, którzy wygrywali też na koniec. Są takie różne reguły, które oczywiście mogą zostać obalone. Od tego jest rzeczywistość, żeby to obalała. Te drugie miejsce są świetne, bo dają satysfakcję, a z drugiej strony zaostrzają apetyt.

MK: Czy pana pojawienie się przy skokach oznacza, że żegna się pan z biegami narciarskimi i Justyną Kowalczyk?
PB: Zdaje się, że nie da się tego połączyć. Chętnie bym Justyny nie zostawiał, ale to się wiąże z pewnym przegrupowaniem w naszej obsadzie komentatorskiej. Niedługo wróci Włodzimierz Szaranowicz z Australii i od Engelbergu będziemy mieli trzech komentatorów od skoków narciarskich. Zdaje się, że na igrzyskach nie da się połączyć skoków i biegów w komentowaniu. Będę chciał obserwować Justynę przynajmniej w rywalizacji sprinterskiej i biegu na 30 kilometrów. bo to będą jej prawdopodobnie dwa ostatnie olimpijskie występy. Może to się jednak nie udać. Czasami w zespole trener, kapitan czy dyrygent zarządzają takie roszady. Będę na igrzyskach komentował też łyżwiarstwo figurowe z Piotrem Sobczyńskim. On zaś będzie miał także inne dyscypliny pod swoją pieczą, zatem będzie to trzeba wszystko poukładać. Tego łyżwiarstwa pewnie nie będzie dużo, ale dowolne programy na pewno. Zresztą łyżwiarstwo figurowe zawsze uważam za taki element, który przynajmniej w kontekście igrzysk powinien być. To jest dowód na bogactwo sportu. Nie można sprowadzać sportu tylko do naszych ulubionych sportów jak piłka czy skoki narciarskie. Trzeba jednak traktować go jakoś szeroko, zwłaszcza w przypadku igrzysk. To jest rodzaj kultury odbioru sportu. Jestem za tym i dlatego specjalizuje się w różnych dyscyplinach.

MK: Justyna Kowalczyk stanie właśnie na starcie kolejnych igrzysk. Wiemy mniej więcej, jak wyglądały jej przygotowania. Pewne bóle ustąpiły, chyba mogła mocniej trenować. Wierzy Pan w jej kolejny sukces?
PB: Teraz wygrała zawody w sprincie. Pokonała Lampič czy Stadlober. Austriaczka nie jest zbyt mocna w sprincie, ale zwycięstwo jest zwycięstwem. Powinno ją to podbudować psychicznie. Na prawdę nie wykluczam żadnej ewentualności. Przykładowo takiej, że Justyna wystartuje i uplasuje się w dziesiątkach. W przypadku sprintów to byłby półfinał, ale może być tak, że będzie w finale. Czy to będzie medal. To byłaby fenomenalna puenta jej bardzo bogatej kariery. My nie pamiętamy jak to było gdy ona zdobywała trzy medale w Vancouver. Jak wygrywała bieg na 30 kilometrów. Jeden z najbardziej dramatycznych momentów w historii polskiego sportu. Finisz Kowalczyk kontra Bjoergen na 30 km. Dostarczyła nam tyle radości, że życzenie jej dzisiaj zakończenia kariery z medalem olimpijskim, jest czymś oczywistym. Czy to się uda? Naprawdę nie wiem.

Dziękuję za rozmowę.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *