Polskie medale na Zimowych Igrzyskach Olimpijskich – cz.1.

W czasach, kiedy sport odgrywa coraz większą rolę w dziedzinie rozwoju państwa, bardzo ważne są sukcesy jego bohaterów. Polska nie jest i nigdy nie była potęgą w sportach zimowych, o czym świadczy liczba medali, które zdobyli nasi reprezentanci na Zimowych Igrzyskach Olimpijskich. Jako jedyni startowaliśmy we wszystkich edycjach tej imprezy, która swój początek miała w Chamonix w 1924 roku. Na mroźnym podium olimpijskim stawało do tej pory tylko ośmiu naszych reprezentantów, którzy łącznie zdobyli w naszych barwach 14 medali. Dla mocnego porównania dodam, że liderująca na liście wszech czasów Norwegia zdobyła ich ponad 21 razy więcej (303!). Warto jednak podkreślić, że aż 10 polskich krążków zostało wywalczone na przestrzeni ostatnich trzech edycji ZIO (12 lat). Tajemnicą nie jest też fakt, że najbardziej udane były dla nas ostatnie Igrzyska w Vancouver, na których zdobyliśmy 6 miejsc na podium i wreszcie upragniony drugi medal z najcenniejszego kruszcu.

Źródło: historiawisly.pl
Na pierwszy medal musieliśmy poczekać jeszcze 11 lat od czasu zakończenia II Wojny Światowej. W 1956 roku Zimowa Olimpiada odbywała się we włoskiej miejscowości Cortina d`Ampezzo. To właśnie tutaj Franciszek Gąsienica Groń wywalczył brązowy krążek w kombinacji norweskiej. Najlepszy wówczas okazał się Norweg – Sverre Stenersen. Polak wreszcie przerwał złą passę polskiej osady na tej imprezie, ale niestety jest jedynym medalistą w kombinacji norweskiej. To bardzo przykre, że dyscyplina, w której odnieśliśmy tak duży sukces nie miała w późniejszych czasach tak silnego bohatera. Dziś Polacy właściwie nie istnieją, a przecież kombinacja to jeden z najpiękniejszych sportów. Miejmy jednak nadzieję, ze zła karta się obróci.
Bardzo ważny jest fakt, że na kolejne sukcesy polskiej ekipy nie musieliśmy czekać długich lat. Podczas Zimowych Igrzysk Olimpijskich w Squaw Valley (1960) wywalczyliśmy aż dwa krążki. Na czoło wysunęło się łyżwiarstwo szybkie. Elwira Seroczyńska została Wicemistrzynią Olimpijską w biegu na 1500 metrów, a wyprzedziła Helenę Pilejczyk. Obie Panie zgotowały polskim kibicom przepiękny prezent i udowodniły, że także Polacy mogą stawać razem na podium. Na całe szczęście nie były to jedyne medale w łyżwiarstwie szybkim, chociaż na kolejną euforię musieliśmy czekać do Igrzysk w 2010 roku.
Źródło: fakt.pl
Przerwa między kolejnymi sukcesami polskich sportowców trwała aż 12 lat. Na Olimpiadę do Sapporo w 1972 roku chyba żaden z naszych bohaterów nie jechał w roli faworyta. Faktycznie Wojciech Fortuna był dobrym skoczkiem, ale nikt nie postawiłby na to, że może on wywalczyć medal. A już na pewno nie na jego wygraną. Sport znowu jednak pokazał swoje najpiękniejsze oblicze – nieprzewidywalność. Tutaj nie było, nie ma i nie będzie pewniaków. To nie są produkty w Tesco, więc zawsze możemy tylko przewidywać, podejrzeć i kibicować. Sapporo okazało się najszczęśliwszym miejscem dla polskiej osady w historii. Wojciech Fortuna w trakcie pierwszej serii na dużej skoczni osiągnął niewyobrażalną wówczas odległość 111 metrów! Pan Bogdan Tomaszewski komentując tą próbę powiedział wówczas: „Pofrunął tak, jakby zaprzeczył wszelkim prawom ciążenia”. Słowa i skok, które przeszły do historii polskich skoków. Druga runda, jak potwierdza sam Fortuna, nie była rewelacyjna w jego wykonaniu. Stracił nadzieję na złoty medal, ale los uśmiechnął się do niego. Jakby ktoś chciał mu udowodnić, że jego nazwisko wcale nie jest przypadkowe. Po raz pierwszy Polak zdobył złoty medal podczas Zimowych Igrzysk Olimpijskich, a swojego rywala wyprzedził o 0,1 punktu! To niesamowite, żeby na tak ważnej imprezie pokonać przeciwnika o tak niewielką ilość punktów. Polak nie był faworytem, co potwierdził fakt, iż na odegranie Mazurka Dąbrowskiego musiano poczekać kilkadziesiąt minut. Kto by się spodziewał, że Polak zostanie Mistrzem Olimpijskim? Jaka wielka szkoda, że na kolejny medal musieliśmy czekać aż 30 lat! Ale to już zupełnie inna historia. Bardziej nowoczesna, elektryzująca i przede wszystkim obfita w lata wielkich sukcesów. O czym oczywiście napiszę w kolejnej części, a dziś zapraszam do głosowania w sondzie obok!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *