Polscy biegacze wycofali się z TdS zgodnie z zapowiedzią. Staręga: „Cieszę się, że dalej potrafię walczyć”

fot. Irek Trawka / Maciej Staręga to najbardziej doświadczony zawodnik w kadrze Krężeloka

Pierwsza część sezonu za naszymi biegaczami. Szczególnie cieszy rosnąca forma Macieja Staręgi, który regularnie punktuje w sprinterskiej rywalizacji. Podczas inauguracji Tour de Ski Polak otarł się o finał. Jedenasta lokata była jednak najlepszą od dwóch lat w PŚ. Wczoraj w Val Muestair był dwudziesty dziewiąty. – To naprawdę jest budujące – powiedział w rozmowie ze Sportsinwinter.pl, Maciej Staręga.



Mateusz Król: Jak oceniasz pierwszy sprint nowego roku? Jak było z taktyką i czy łatwo było ją realizować?

Maciej Staręga: To był dosyć ciężki sprint. W porównaniu do ostatnich lat trasa została nieco zmieniona. Pierwszy podbieg był bardziej stromy, przez co ten sprint z ciężkiego, zrobił się bardzo ciężki. To premiowało zawodników wytrzymałościowych, albo sprinterów biegających także dobrze na dystansach. Eliminacje były dla mnie bardzo trudne, ale w ćwierćfinale biegło mi się lepiej. Nie udało mi się jednak zrealizować założeń taktycznych. Na podbiegu przy drugim kole zrobiła mi się luka po lewej stronie i chciałem się przesunąć do przodu, ale zablokował mnie Renaud Jay i było po biegu. Można tu było jednak powalczyć o pozycję lucky loosera, bo to nie był słaby bieg, chociaż dobiegłem szósty. Moje występy ćwierćfinałowe nie są słabe. One są dużo szybsze niż biegam kwalifikacje, co wymaga ode mnie włożenia dużo sił. Potem jednak trudno mi walczyć o wysokie miejsca.

Na trasie pojawiły się muldy. To w jakiś sposób utrudniało?

To jest element, który pojawił się już w Val Muestair dwa lata temu. Teraz jednak wyglądały one nieco inaczej, bo były jakby na dwóch torach, a wtedy był jeden i trzy muldy. Była mała skocznia na podbiegu, tym wystromionym, więc trasa zrobiona pod ski cross. Może nie taki typowy, ale jednak. Zawodnikom raczej się to podobało. To był taki element może nie zmieniający rywalizacji, ale na pewno był ciekawy dla kibica.

A widzisz możliwość, żeby takie nowości pojawiały się częściej? To dla ciebie lepiej, czy gorzej?

Dla mnie nie ma to większego znaczenia. Potrafię sobie radzić na takich trasach bez problemów. Wydaje mi się, że dla organizatorów robienie takich tras nie jest łatwe. Mamy często problemy ze śniegiem, więc to dodatkowe utrudnienie, a przecież i tak nie jest wtedy łatwo. Kiedy śniegu nie brakuje, to wiadomo – łatwiej. Myślę, że jeśli chodzi o FIS, to kiedy zawodnicy nie będą mieli nic przeciwko i organizator wyrazi możliwość, to takie ski crossowe elementy będą się pojawiały. Nie wydaje mi się jednak, aby federacja narzuciła coś takiego, ale to może się rozwijać.

W Toblach zająłeś najlepsze miejsce w sprincie od dwóch lat. Wtedy, też tam, zająłeś ósme miejsce. Co Ci taki wynik, jak to jedenaste miejsce teraz, powiedział o Twoich możliwościach?

Powiedział mi, że jestem jednak w grze. Poziom w biegach sprinterskich idzie cały czas do przodu. Coraz trudniej jest utrzymać się w trzydziestce. Takie sprinty dają mi pozytywnego kopa. Mamy jednak coraz więcej zawodników dobrych w sprincie. Trudno jest, jak pojawiają się takie talenty jak Klaebo, czy Bolszunow, którzy na różnych dystansach się liczą, więc na nich trzeba zwracać uwagę. Pojawili się nowi, młodzi zawodnicy, a niewielu, z którymi rywalizowałem wcześniej, odeszło. Poziom jest na pewno wyższy i bardziej wyrównany. Cieszę się, że jednak dalej potrafię walczyć z tymi biegaczami i zajmować tak wysokie lokaty. To naprawdę jest budujące.

Przed sezonem pojawił się na Twoim profilu społecznościowym filmik, jak trenujesz szybkość na podbiegu. Widzisz, że ten element się u Ciebie rozwinął?

Myślę, że tak. Jeśli chodzi o to, to jestem szybszy. Mam trochę problem z finiszową prostą. To zawsze była moja słabsza strona. Ciężko mi podejść do tego tematu. Staram się nad tym pracować, ale w pewnych rzeczach predyspozycje fizjologiczne jest trudno przeskoczyć. Szczególnie budowanie szybkości jest w pewnym sensie ograniczone. To nie jest jak z wytrzymałością, którą można w jakimś procencie wypracować. Jednak cały czas staram się nad tym pracować i dawać z siebie wszystko w sprintach, aby móc biegać dalej. Niekiedy idzie się w stronę wytrzymałości w kwalifikacjach, bo tam dobry występ daje gwarancję dalszej rywalizacji, jednak potem czasami nie jest tak łatwo walczyć w ćwierćfinałach. Balansowanie pomiędzy treningami wytrzymałościowymi a szybkościowymi, jest bardzo trudne do poukładania w planie. Dlatego cały czas szukam różnych rozwiązań i staram się robić coś, co daje mi poczucie pewności, że robię wszystko dobrze.

Jakie plany teraz, bo z Tour de Ski się wycofujecie?

Ja i Kamil (red. Bury) wracamy do Novego Mesta. Dominik Bury i Mateusz Haratyk zostają w Livigno, na tzw. BPS, czyli bezpośrednie przygotowanie do startu. Oni mają bowiem przed sobą mistrzostwa świata młodzieżowców. To będzie już w połowie stycznia. My z Kamilem w Czechach będziemy w tym czasie startowali w zawodach OPA Cup, czyli drugiej lidze po Pucharze Świata. Będzie tam jednak sporo dobrych zawodników. Są trzy konkurencje, w dwóch wystartujemy. To będzie sprint klasykiem i dystanse klasyk, łyżwa. Chcemy zrobić sobie taki mini tour, aby podnieść dyspozycję startami. Potem przygotowania do Drezna. Następnie my będziemy zaczynać obóz przygotowawczy pod drugą część sezonu i mistrzostwa świata.

Wasza rywalizacja sprinterska była rozgrywana w Nowy Rok. Stąd moje pytanie, jak wyglądał sylwester biegaczy? Daliście radę się wyspać?

Powiem szczerze, że w tym roku było to trochę słabo zorganizowane. Wcześnie były kwalifikacje, bo dziewczyny miały już o 9:30. Do tego mieszkaliśmy w miejscowości oddalone od tras o około 20 minut jazdy. W tym roku w zasadzie o 22:00 kładliśmy się do łóżek. Oczywiście symboliczna lampka szampana ze sztabem serwisowym i trenerami była, ale na tym koniec. O północy jednak się przebudziliśmy, bo przy takich hukach, trudno było spać. Byliśmy też na to mentalnie nastawieni. Potem poszliśmy spać, raczej bez kłopotów, aby rano przygotować się do zawodów. To też jest tur. Muszę przyznać, że czułem w Nowy Rok zmęczenie po tych poprzednich dniach. To daje o sobie znać. Bieganie trzy razy w Toblach, potem 15 km. To nie jest tak, że ja na tym dystansie biegłem na jakieś 50 procent, tylko ja też musiałem zmieścić się w limicie czasowym. Ciężko mi było. Nie mam takiego organizmu, jak młodzi zawodnicy. Nie ma co ukrywać, jednak jestem starszym zawodnikiem…

Jak to brzmi…

Mimo wszystko… Naprawdę. Niewielu zawodników zostało w sprintach na poziomie Pucharu Świata, którzy są rocznikiem starsi niż 1990. Może znajdzie się 10 zawodników. Już niestety jestem to starszą generacją <uśmiech>.


Dziękuję za rozmowę.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.