Polacy pozostawieni na lodzie? Jak będzie wyglądała przyszłość polskiego saneczkarstwa?

Fot. EPA/VASSIL DONEV

Na początku lipca polscy kibice saneczkarstwa usłyszeli, że trzy czołowe postaci tej dyscypliny na krajowym podwórku: Ewa Kuls-Kusyk, Natalia Wojtuściszyn i Maciej Kurowski, zakończyły profesjonalne kariery zawodnicze. W wywiadzie udzielonym redaktorowi naszego portalu, Kamilowi Karczmarkowi, Kurowski zwrócił uwagę na niedostateczne finansowanie dyscypliny w naszym kraju.

Aby zarobić na utrzymanie rodziny, zawodnicy walczący o czołową „20” imprez najwyższej rangi niejednokrotnie muszą łączyć uprawianie sportu z pracą zarobkową. Również infrastruktura pozostawia wiele do życzenia – o organizacji najważniejszych saneczkarskich imprez Polska może obecnie jedynie pomarzyć. Czy istnieje jeszcze szansa, aby dyscyplina, w której wiele lat temu Biało-Czerwoni radzili sobie naprawdę dobrze, mogła powrócić na dobre tory?

Pół wieku straty do potęg

Już 110 lat temu, w 1909 roku, powstała pierwsza polska sekcja saneczkarska – w Krynicy-Zdroju. 20 lat później w tej samej miejscowości sportowcy mogli korzystać z pierwszego, jak na tamte czasy bardzo profesjonalnego, toru. Obiekt był regularnie modernizowany. O międzynarodowym uznaniu dla tego ośrodka może świadczyć fakt powierzenia Polsce organizacji Mistrzostw Europy (1935) i Świata (1958, 1962). Inny tor, w Karpaczu, gościł z kolei najlepszych juniorów świata. W latach 50. – 70. rodzimi saneczkarze zdobywali medale najważniejszych światowych imprez (z wyjątkiem Igrzysk Olimpijskich). Początki kryzysu nastąpiły wraz z gwałtowną modernizacją sprzętu najlepszych saneczkarzy. O ile w latach powojennych udawało się korygować nawierzchnię i ściany toru relatywnie niskim kosztem, o tyle w latach 70., ze względów bezpieczeństwa, zaprzestano użytkowania torów w najważniejszych międzynarodowych zawodach. Zarówno obiekt w Karpaczu, jak i krynicki, mógł być użytkowany jedynie w celach rekreacyjnych.

Dziesięć lat temu rozpoczęto budowę sztucznie mrożonego toru w Krynicy, jednak inwestycji tej nie ukończono w przewidywanym terminie. Powody? Protesty środowisk ekologicznych oraz wojewody małopolskiego. Nowy obiekt jest pomimo trudności mozolnie budowany. Nie da się jednak zaprzeczyć, że profesjonalni saneczkarze nie mogli trenować na polskim torze lodowym de facto od kilku sportowych pokoleń…

Niewielkie zainteresowanie kibiców

Światowe gwiazdy każdej dyscypliny sportu zawsze przyciągają na trybuny większą liczbę fanów. Miłośników konkretnej konkurencji często jest tym więcej, im lepiej radzą sobie zawodnicy z kraju-gospodarza imprezy. Ponad pół wieku temu nie mieliśmy z tym problemu w kontekście saneczkarstwa. Tor saneczkowy w Krynicy był jedną z głównych atrakcji uzdrowiskowej miejscowości, został nawet uwieczniony na archiwalnych pocztówkach. Mistrzostwa Świata w 1958, na których Polacy zdobyli aż 7 medali, obserwowało wielu kibiców. Dziś bardzo trudno spotkać w Polsce fana sportów lodowych. Przyczyn tego jest kilka, a jedną z nich, paradoksalnie, jest… dynamiczny rozwój innych zimowych dyscyplin w kraju. „Małyszomania”, której efektem jest uczynienie ze skoków narciarskich naszego narodowego sportu, walka Justyny Kowalczyk na trasach biegowych czy sukcesy biathlonistów skupiają przed odbiornikami telewizyjnymi milionową widownię. Wśród saneczkarzy czy bobsleistów brakuje sportowca, którego wyniki lub charakter porwałyby tłumy fanów. W przekroju całego kraju nie ma też zbyt wielu saneczkarskich obiektów, nawet tych amatorskich.

Brak sponsorów, stypendiów

 – Póki kadrowicz będzie musiał być w ósemce na świecie, żeby sobie zapewnić minimum socjalne, dopóty ta dyscyplina nie będzie popularna. Każdy może się znaleźć w mojej sytuacji. Takich sytuacji może się powtarzać o wiele więcej. Zachęcam Ministerstwo Sportu czy Polski Związek Sportów Saneczkowych, żeby pomyśleć o etatach dla zawodników. Zdobycie ósmego miejsca na świecie, to nie jest prosta sprawa. Lepiej żeby to było nagrodą do minimum, a nie zapewnieniem sobie minimum – powiedział w wywiadzie udzielonym naszemu portalowi Maciej Kurowski. Jeden z naszych najlepszych zawodników ostatnich lat przez pół roku przygotowywał się do sezonu zimowego, a kolejną część roku poświęcał na pracę zarobkową. Starty w kadrze narodowej nie gwarantowały mu pieniędzy. Brakowało również sponsorów, niezainteresowanych opłacaniem zawodników ze środka pucharowej stawki.

Można oczywiście powiedzieć, że gdyby Kurowski osiągał lepsze wyniki (miejsca w pierwszej „8” najważniejszych imprez), otrzymywałby minimum socjalne. Jak jednak przebić się do czołówki, rywalizując z zawodnikami mającymi możliwość profesjonalnego trenowania we własnym kraju, którzy rywalizują na sprzęcie opłacanym przez licznych państwowych i prywatnych sponsorów (przykładem są tu Niemcy, sponsorowani przez Deutsche Post)? To błędne koło – i liczenie jedynie na łut niewyobrażalnego szczęścia.

Wnioski – od czego zaczęliśmy?

Wyjątkowo częstym banałem wypowiadanym zarówno przez polskich działaczy, jak i kibiców, jest „stawianie na dzieci i młodzież”. Ma się to sprawdzać w każdej dyscyplinie sportowej i rozwijać ją. Jak jednak zachęcić dzieci do uprawiania saneczkarstwa, jeśli możliwości infrastrukturalne są w Polsce mocno ograniczone, a sama dyscyplina jest niszowa?

Poruszając kwestię zainteresowania najmłodszych tym sportem, nie można zapominać o obecnej kadrze. Maciej Kurowski we wspomnianym wywiadzie przyznaje, że od momentu rozpoczęcia jego kariery i tak wiele zmieniło się w niej na lepsze. Mógł liczyć na pomoc fizjoterapeutów, a także nie był jedynym członkiem męskiej kadry. Dołączył do niego między innymi olimpijczyk z Pjongczang, Mateusz Sochowicz, oraz mający już za sobą starty w PŚ Kacper Tarnawski. W konkurencji dwójek dobrze radzą sobie Wojciech Chmielewski i Jakub Kowalewski. Obecnie wspomniani zawodnicy, wraz z młodą Klaudią Domaradzką, tworzą kadrę narodową.

Polskimi saneczkarzami zaczęło interesować się Ministerstwo Sportu i Turystyki. Nieoficjalnym początkiem ściślejszej współpracy urzędu ze sportowcami były niedawne badania w Instytucie Sportu. Zawodnicy mieli okazję przymierzać i testować nowe stroje startowe. Jest to dopiero pierwszy krok świadczący o zainteresowaniu wydatkami na polskie saneczkarstwo, które mają służyć sportowcom w dalszej perspektywie. W kilka lat nie da się bowiem nadrobić gigantycznych zaniedbań czy niedostatków. Co więcej, nie ma stuprocentowej pewności, czy program rozwoju będzie kontynuowany.

Pomimo kłopotów wspomnianych na wstępie, Polski Związek Sportów Saneczkowych stara się też organizować liczne zgrupowania dla juniorów. Ostatnie z nich odbyło się w Centralnym Ośrodku Sportowym w Krynicy. Niewątpliwą motywacją dla najmłodszych adeptów saneczkarstwa będzie mniejszy lub większy sukces któregoś z członków kadry narodowej. Z tego powodu wyjście dyscypliny z przysłowiowego cienia powinno okazać się niezwykle pomocne. Czy więc saneczkarstwo okaże się dyscypliną, która zastąpi w świadomości młodych ludzi skoki narciarskie – i kto zostanie lodowym Adamem Małyszem? Czas pokaże…

Adrian Gerula

W Sportsinwinter.pl od początku 2019 roku. Zajmuję się biegami narciarskimi, biathlonem i sportami saneczkarskimi

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

%d bloggers like this: