Polacy na mistrzostwach świata – Lahti 1978

luszczekjozeflahti78Polacy nigdy nie byli potęgą w narciarstwie klasycznym, ale też nie można powiedzieć, że nie mamy znakomitych tradycji. Od Marusarza do Stocha zdobyliśmy 26 medali. Chcemy je przypominać aż do nadchodzącego czempionatu w Lahti. Właśnie tam dwa medale przed laty wywalczył dla nas Józef Łuszczek.

Pamiętacie, kiedy przed i w trakcie ostatniej edycji mistrzostw świata w narciarstwie klasycznym w Falun, przypominano, że mamy dobre wspomnienia z tego miejsca. Nie inaczej jest z Lahti. Wielu z naszych czytelników nie może tego pamiętać, bo nie było ich wtedy na świecie. Za nim jednak Justyna Kowalczyk pojawiła się i zaczęła zdobywać dla Polski medale mistrzostw świata, w 1978 roku wiele radości kibicom przyniósł Józef Łuszczek. Podczas czempionatu nasz biegacz debiutował na imprezie najwyższej rangi, chociaż był już znany z dobrych występów, to jego sukcesy przeszły najśmielsze oczekiwania. 20 lutego FIS zaplanowało bieg na 30 kilometrów a nasz zawodnik wystartował z numerem 62. Wcześniejsze starty w nieoficjalnych zawodach Pucharu Świata pokazywały, że Józefa stać było na walkę o medale. Pierwszy start na mistrzostwach pokazał, że nie były to fałszywe przesłanki. Łuszczek dobiegł na metę z czasem 1:33:52,21, co wystarczyło do zdobycia brązowego medalu. Biegacz z Polski był o prawie minutę słabszy od zwycięzcy Siergieja Sawieljew a 4 sekundy gorszy niż Nikołaj Zimiatow, który cieszył się srebrem. Był to wówczas drugi biegowy medal Polska zdobyty na mistrzostwach świata. Cztery lata wcześniej na tym samym dystansie z brązu cieszył się Jan Staszel.

Józef Łuszczek wspominając tamten czas poskreśla, że do kolejne startu podszedł bardziej na chłodno. Dwa dni po wywalczeniu medalu, w Lahti rozgrywano bieg na 15 kilometrów. Nasz biegacz nie śmiał myśleć o zdobyciu kolejnego lauru. Wiadomo jednak, że z formy nie wychodzi się z dnia na dzień. – Wiedziałem, że jestem dobry i spodziewałem się niezłego wyniku – wspomina Łuszczek. I tak też się stało, chociaż słowo „niezły” to w tym wypadku zbyt słabe określenie. Nasz zawodnik wyruszył na trasę z numerem 73. Cały bieg kręcił się w okolicach czołówki. – Na ostatnich 1500 metrach mi mówią, że mam szansę nawet to wygrać, więc dostałem szwungu na podbiegu. Biegłem tak, aż mi się nogi gięły, po prostu sprintem i wcale nie byłem zmęczony – opowiadał Józef. Przyspieszenie się opłaciło. Polak dobiegł do mety z czasem o 2,25 sekundy szybszym od Rosjanina Bieliajewa. Na trzecią pozycję zepchnął reprezentanta gospodarzy Juho Mieto. I tak polscy kibice mogli cieszyć się z pierwszego złotego medalu w biegach narciarskich. – Był okres, że zacząłem sobie o czymś myśleć i zapomniałem o biegnięciu. Zobaczyłem, że Pitkänena już nie widzę i pomyślałem, trzeba znowu przyspieszyć – wracał pamięcią mistrz świata. Na szczęście Józef Łuszczek nie dał nam ostatniego złota w biegach, ale to już opowieść na inny dzień.

Źródło: TVP/nabiegowkach.pl

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *