Planica różne ma oblicza (felieton)

fot. Agnieszka Białek
fot. Agnieszka Białek

Miniony sezon w skokach narciarskich miał jak zwykle wiele różnych zwrotów akcji, wzlotów i upadków zawodników oraz emocji z najwyższej półki. Tegoroczne zawody w Planicy podgrzały to wszystko do maksymalnego poziomu. Niewyobrażalnego do tej pory…

W listopadzie nawet nie marzyłem o wyjeździe do Planicy. Najlepsze jednak są spontaniczne decyzje, o czym w zupełności przekonał mnie wypad do Słowenii. Sezon nie bez podstawy kończy się właśnie tam. Drodzy Czytelnicy, ileż razy w tym sezonie mieliśmy okazję oglądać konkursy lotów? Jeden w Kulm, dwa w Vikersund i trzy w Planicy. Pierwsza i ostatnia miejscowość to odnowione skocznie i wielkie reklamy „o rekordzie świata”. Letalnica wyszła jednak z tej dwójki jako jedyna z twarzą. Bad Mitterndorf cieszyła oko kibica tylko przez jeden dzień, gdyż niedzielne zawody zostały odwołane z powodu silnie wiejącego wiatru. Jednak mogliśmy tam zobaczyć zaledwie kilka dalekich lotów. Większość skoczków męczyła się. Podobnie było w Vikersund, gdzie całą rangę podnosili Prevc i Fannemel, którzy bili kolejno rekordy świata. W kraju Petera mieliśmy prawdziwy pokaz lotów, a jeśli doliczyć do tego emocje finałowe, to mamy jedne z najlepszych zwodów w historii…

fot. Agnieszka Białek
fot. Agnieszka Białek

Przed wyjazdem dałbym sobie uciąć rękę, że nie zobaczę już w tym sezonie konkursu z taką atmosferą jak w Zakopanem. Planica ukazała niesamowitych Słoweńców, którzy dopingowali niemal jak Polacy. Od czwartku do niedzieli trybuny wypełnione po brzegi. Rzadkość w świecie Pucharu Świata. Organizatorzy przed otwarciem skoczni zapowiadali loty w granicach 260 metrów, ale rzeczywistość szybko zredukowała te oczekiwania i cieszyły nas skoki za 240 metr. Czołówka latała niesamowicie, a publiczność szalała. Można jednak zorganizować konkurs tak, aby było bezpiecznie i ciekawie. Piątkowe zawody padły łupem Prevca, który właściwie zmusił wszystkich do otwarcia ust z zaskoczenia. Wydawało się, że ciężko jest ustać skok powyżej 245 metrów, a on w piękny sposób 248,5 metra! Druga runda to tylko formalność i mamy zapowiedź wielkich emocji w niedzielę.

Sobota upłynęła pod znakiem odkrycia niedoskonałości na skoczni. Komicznie wyglądało to odkrywanie i zakrywanie torów jakąś idiotyczną płachtą. Silny wiatr w połączeniu z „nowoczesnym” rozwiązaniem zastępującym tory lodowe, dawały nam niesamowite opóźnienia w trakcie konkursu. Dość powiedzieć, że seria próbna trwała ponad 20 minut, a konkursowa zaś ponad godzinę! Dla nas ten dzień był oczywiście bardzo udany, gdyż Kamil Stoch ustanowił nowy rekord Polski – 238 metrów! To był lot zatykający dech w piersi… nasz Mistrz nic nie stracił ze swojego kunsztu w powietrzu. Dalekie loty Żyły i Murańki tylko dodawały kolorytu. Do obchodzących narodowe święto Słoweńców straciliśmy jednak wiele. Oni są jednak fantastyczni w lotach. Nic tylko zazdrościć…

Radość z dalekich lotów i smutek z powodu kończącego sezonu mieszały się ze sobą w niedzielę. Te dwie twarze Planicy często się równoważą, ale tym razem wygrały emocje. Sportowe zakończenie i scenariusz, którego nie napisałby żaden twórca filmowy. Po pierwszej serii wydawało się przecież, że Peter Prevc ma już kryształ w kieszeni, a tu nagle Tepes… nadal nie mieści mi się to w głowie. Kopa dwudziestek… dwóch skoczków z taką samą ilością punktów… zadecydował trzeci… wygrywa Freund. Większa część ludzi na skoczni nie miała pojęcia, że w takiej sytuacji liczą się wygrane w konkursach. Pierwsza taka sytuacja w historii. Niedowierzanie, łapanie się za głowę i ogólna konsternacja…  Niemiec z Pucharem Świata! Do ostatniego skoku wszystko się ważyło… gdyby tak zawsze?

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

%d bloggers like this: