Pjongczang 2018: Zwycięzcy, przegrani i niespodzianki w narciarstwie alpejskim

fot. Stefan Brending via Wikimedia Commons / CC BY SA

Podobnie, jak to miało miejsce w przypadku skoków narciarskich, postanowiłem przyznać nagrody nazwane przeze mnie Henrykami dla największych zwycięzców i sprawców największych sensacji w narciarstwie alpejskim, jak i antynagrody nazwane Jarmużami. Pomny na głosy, które doszły do mnie po tamtym artykule nie przyznaję nominacji i nagrody spoza grona nominowanych, tylko wyróżnienia i nagrodę główną. Zapraszam więc do lektury.

Kilka uwag: nagrody przyznaję nie za wynik netto, ale za „ogólne wrażenie artystyczne”, stąd np. Henryk może trafić do innego zawodnika, niż ten, który zdobył najwięcej medali.

I. OLIMPIJSKIE HENRYKI

MĘŻCZYŹNI

ZWYCIĘZCY

WYRÓŻNIENIA:

Beat Feuz (Szwajcaria) – złota co prawda nie było, ale dwa medale w konkurencjach szybkościowych, dla aktualnego mistrza świata w zjeździe zasługują na takie wyróżnienie. Zwłaszcza cenne jest srebro w supergigancie, wszak nie jest to koronna dyscyplina Szwajcara.

Matthias Mayer (Austria) – cztery lata temu złoto w zjeździe, w Pjongczangu złoto w supergigancie. Mayer dołącza do wcale nie tak dużego grona co najmniej dwukrotnych mistrzów olimpijskich – tylko trzynastu panów w tym gronie się znalazło.

Andre Myhrer (Szwecja) – czekał, czekał, aż się doczekał – utytułowany i doświadczony Szwed osiągnął swój największy sukces w karierze (złoto w slalomie) już po trzydziestych piątych urodzinach. Całe lata w czołówce, niemniej do Igrzysk w Pjongczangu nie była jego kariera okraszona złotem. Dziś już ma medal z najcenniejszego kruszcu w karierze.

Aksel Lund Svindal (Norwegia) – starszy jeszcze o 16 dni od Myhrera Norweg (choć już z innego rocznika) jest zawodnikiem tyleż doświadczony, co doświadczanym – kontuzjami, urazami i innymi nieprzyjemnościami. Mimo tego jego kariera – pięć tytułów mistrza świata i – po Pjongczangu – dwa złote medale olimpijskie. W Soczi należał do największych przegranych, ale w Pjongczangu do złota z supergiganta w Vancouver dorzucił zjazd.

NAGRODA:

Marcel Hirscher (Austria) – tu jednak wynik netto przełożył się na nagrodę. Hirscher triumfował w gigancie i kombinacji – można mu wybaczyć wypadnięcie z trasy podczas slalomu. Do tej pory sześciokrotny zdobywca kryształowej kuli i czterokrotny mistrz świata miał w dorobku tylko olimpijskie srebro za slalom w Soczi – dziś już jest dwukrotnym mistrzem olimpijskim.

SENSACJE

WYRÓŻNIENIA:

Kristoffer Jakobsen (Norwegia) – niby tylko siódmy w slalomie, ale – raz, że naprawdę niewiele zabrakło do medalu, a dwa – w silnej konkurencji tak wysokie miejsce zawodnika, który nie zdobył ani jednego punktu PŚ (do tej pory) w sezonie, to jednak niespodzianka.

Viktor Muffat-Jeandet (Francja) – wygrał zawody PŚ w kombinacji, po czym poszedł za ciosem i zdobył brąz w tej samej konkurencji w Pjongczangu. Na uwagę też zasługują jego dwa szóste miejsca za gigant i slalom – bardzo dobry start Francuza.

Michael Matt (Austria) – może nie aż sensacja, bo młodszy brat wielkiego Mario (mistrza olimpijskiego z Soczi i dwukrotnego mistrza świata) slalomy jeździć potrafi, niemniej czasem brakuje mu chłodnej głowy. W Soczi nie zabrakło i brąz za slalom trafił w godne ręce.

Clement Noel (Francja) – medalu nie zdobył, ale był naprawdę go bliski w slalomie zdobywając uznawane za najbardziej pechowe, czwarte miejsce. Nikomu nie znany jeszcze rok temu Francuz nie ma jeszcze 21 lat, a przebojem wdarł się do czołówki światowej.

NAGRODA:

Ramon Zenhauesern (Szwajcaria) – srebro w slalomie, złoto w konkurencji drużynowej, świetna forma i wspaniałe starty do tej pory jednak drugoligowego Szwajcara. Nie Aerni, nie Yule, a właśnie bardzo wysoki Ramon był prawdziwą gwiazdą Szwajcarów podczas igrzysk.

NAGRODA SPECJALNA:

Alexis Pinturault (Francja) – nie wyróżniłem go w żadnej z kategorii, ale na nagrodę specjalną srebrny medalista z kombinacji i brązowy z giganta na pewno zasługuje.

KOBIETY

ZWYCIĘŻCZYNIE

WYRÓŻNIENIA:

Sofia Goggia (Włochy) – Goggia to cudowne dziecko włoskich sportów zimowych. Już na MŚ w Schladming pięć lat temu zanim zdobyła jakiekolwiek punkty PŚ była bliska medalu w supergigancie. Dziś, jako już w pełni ukształtowana zawodniczka powściągnęła swoje nerwy i sportowe szaleństwo triumfując w zjeździe.

Wendy Holdener (Szwajcaria) – Holdener zrobiła to, co zrobić miała (nic więcej, niż mniej) i wróciła ze srebrem w slalomie i brązem w kombinacji.

Ranghild Mowinckel (Norwegia) – były dwa medale, a mogły być nawet trzy (otarła się o podium w kombinacji). Norweżki nie mają takich sukcesów w narciarstwie alpejskim, jak Norwegowie, niemniej Ranghild – mająca sezon życia – trafiła z formą zdobywając srebro w dwóch dość odległych od siebie dyscyplinach – gigancie i zjeździe.

Mikaela Shiffrin (USA) – złota w gigancie i srebrna w kombinacji. Liderka PŚ byłaby kandydatką do głównej nagrody, ale popisowo zepsuła slalom (o czym jeszcze będzie poniżej). Mimo wszystko Pjongczang powinna wspominać dobrze – dołączyła do grona szesnastu zawodniczek, które mają co najmniej dwa złota olimpijskie.

NAGRODA:

Frida Hansdotter (Szwecja) – wiecznie druga Szwedka pokazała, że może wygrać z Shiffrin, Vlhovą i innymi zawodniczkami – i to bez żadnej wątpliwości. Po latach bez złota podobnie jak jej rodak Myhrer wygrała swój olimpijski slalom – wielkie brawa za to dla Fridy!

SENSACJE

WYRÓŻNIENIA:

Katharina Gallhuber (Austria) – mało znana zawodniczka przebojowo przejechała drugi przejazd olimpijskiego slalomu, dzięki czemu z miejsca pod koniec pierwszej „10” wskoczyła na najniższy stopień podium wyprzedzając samą Mikaelę Shiffrin. Do tego dołożyła srebro za konkurencję drużynową.

Michelle Gisin (Szwajcaria) – kiedy jej siostra Dominique wygrała zjazd w Soczi nie była to żadna sensacja. Niemniej złoto młodszej Michelle – niewątpliwie na to miano zasługuje (a co najmniej na miano niespodzianki). Opłaciło się jeździć zarówno zjazdy, jak i slalomy na dobrym poziomie!

Anna Veith (Austria) – mogła być pierwszą w historii dwukrotną mistrzynią olimpijską w supergigancie – zabrakło jej tylko 0,01 sek., niemniej powrót po tak paskudnej kontuzji, która mogła zakończyć jej karierę – zasługuje na wyróżnienie. W kategorii sensacje – przed kontuzją bowiem nikogo by nawet trzy złota wspaniałej Austriaczki nie zdziwiły.

Tina Weirather (Liechtenstein) – brąz w najbardziej niesamowitym supergigancie w historii Zimowych Igrzysk Olimpijskich nie jest sensacją jako taką (może nawet pewnym rozczarowaniem). Tu jednak przyznaję nagrodę za pierwszy od 1988 medal dla sportowca z tego maleńkiego kraju, a pierwszy od 1984 medal dla reprezentantki. Co ciekawe ostatnimi zdobywcami medalu dla Liechtensteinu nie byli matka i wujek Tiny Weirather tylko brązowi w slalomach w Calgary – Paul Frommelt i w Sarajewie – Ursula Konzett.

 

NAGRODA:

Ester Ledecka (Czechy) – tu nie miałem żadnej wątpliwości. Wyczyn Ester Ledeckiej złotymi zgłoskami wyrył się w historii sportu. Nie zdarzyło się nigdy w historii ZIO, by ktoś zdobył złote medale w zupełnie rozłącznych dyscyplinach. A Ester triumfowała (planowo) w snowboardowym slalomie równoległym i – sensacyjnie – w alpejskim supergigancie. Widać było na mecie, że dla zawodniczki był to taki sam szok, jak dla kibiców i komentatorów.

NAGRODA SPECJALNA:

Lindsey Vonn (USA) – nie należała do głównych aktorek na scenie olimpijskiego teatru w Soczi, niemniej ta bardzo utytułowana zawodniczka zdobyła swój brązowy medal. Ciekawe, że rekordzistka, jeśli chodzi o zwycięstwa w PŚ jeśli chodzi o medale wielkich imprez ma dorobek stosunkowo skromny (jedno złoto olimpijskie i dwa tytuły mistrzyni świata).

II. OLIMPIJSKIE JARMUŻE

MĘŻCZYŹNI

WYRÓŻNIENIA:

Manuel Feller (Austria) – mógł liczyć na medal i w slalomie, i w gigancie, a zawiódł. Dodatkowo długowłosy Austriak złapał kolejną kontuzję. Szkoda.

Henrik Kristoffersen (Norwegia) – łamałem się, czy przyznać mu wyróżnienie, niemniej – po wypadnięciu z trasy w pierwszym przejeździe Hirschera powinien był zdobyć złoto w slalomie jadąc na wstecznym przez Pekin. Nie udało się. Jednak należy sprawiedliwość Norwegowi oddać – drugie miejsce zajął wszak w olimpijskim gigancie.

Dominik Paris (Włochy) – najwyżej sklasyfikowany w PŚ, który nie zdobył żadnego medalu podczas ZIO – stąd wyróżnienie w tej kategorii. Był bliski sukcesu w zjeździe, ale zajął czwarte miejsce, stąd – wyróżnienie w niechlubnej kategorii.

niemieccy alpejczycy – nagroda zbiorowa. Ciężko coś zarzucić komuś personalnie, niemniej mogli liczyć na co najmniej jeden medal, a nie zdobyli żadnego. Mimo dobrych startów przedolimpijskich, ani szybkościowcy (Dressen, Ferstl, Sander), ani technicy (Strasser) nie sprostali zadaniu.

ANTY-NAGRODA:

Peter Fill (Włochy) – tu akurat nagroda bardzo subiektywna. Liczyłem bowiem, że zawodnik, który zdobywa częściej małe kryształowe kule, niż wygrywa zawody pucharu świata zdobędzie na zakończenie kariery swój pierwszy olimpijski medal. Nie udało się. Inni Włosi nie lepiej – w przeciwieństwie do pań panowie zawiedli na całej linii.

KOBIETY

WYRÓŻNIENIA:

Lara Gut (Szwajcaria) – do podium w supergigancie zabrakło jej 0,01 sek. Dzięki temu może te igrzyska świetna skądinąd Szwajcarka spisać na straty. W ogóle strasznie słabo wygląda jej bilans na wielkich imprezach – żadnego złotego medalu. Jak na złość w konkurencji drużynowej, w której Szwajcaria triumfowała, nie wystawiono Lary.

Viktoria Rebensburg (Niemcy) – podobnie, jak w przypadku panów, tak w przypadku pań – Niemcom akurat narciarstwo alpejskie w Pjongczangu nie wyszło (a wyszło niemal wszystko inne). Rebensburg – trzecia w pucharze świata w klasyfikacji generalnej, liderka klasyfikacji gigantowej, murowana kandydatka do medalu w gigancie, nie bez szans w supergigancie i zjeździe igrzyska sobie zawaliła.

Mikaela Shiffrin (USA) – wyróżnienie wśród wygranych i przegranych – to możliwe tylko u Shiffrin. Wyróżnienie dostaje za slalom. Tylko i aż. Jeszcze gdyby po prostu wypadła jak Hirscher, ale ona zajęła czwarte miejsce kończąc przejazd. Licząc puchar świata i medalowe imprezy, ostatni raz tak słabo wypadła w sezonie… 2014/15.

Tessa Worley (Francja) – wiceliderka klasyfikacji gigantowej i dwukrotna mistrzyni świata w tej konkurencji miała jedną szansę medalową i właściwie oddała ją bez walki po fatalnym pierwszym przejeździe. Dobry drugi nie zatarł złego wrażenia.

ANTY-NAGRODA

Petra Vlhova (Słowacja) – jeżeli Shiffrin zawaliła slalom, to co zrobiła Vlhova! Bezbarwny zupełnie start w slalomie i miejsce trzynaste absolutnie poniżej oczekiwań. Toż w gigancie, w którym liczy się znacznie mniej Słowaczka też była trzynasta. Na pewno bardzo próbowała – w kombinacji alpejskiej w PŚ nigdy nie startowała, tu – w desperackim ataku wcale nie była tak daleko od medalowej pozycji (skończyła zawody na piątym miejscu). Ta anty-nagroda też za całokształt – otóż Słowaczki, które w slalomie od lat należą do czołówki nie zdobyły ani jednego medalu w tej konkurencji ani podczas MŚ, ani podczas IO. Nigdy! Zawsze musiało coś im nie wyjść (ciekawe, że zupełnie „od czapy” trafił im się na ostatnich MŚ medal w konkurencji mieszanej!). Jako, iż bardzo sympatyzuję zarówno z Vlhovą, jak i z jej rodaczką Velez Zuzulovą ta anty-nagroda to subiektywny efekt mojej frustracji. Niemniej – obiektywnie – wielki zawód Petra na pewno kibicom sprawiła.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.