Papryka i cierpliwość – przepis na sukces Piotra Żyły

Fot. Irek Trawka

Piotr Żyła, dla wielu z kibiców jeden z tych zawodników, którzy w tym sezonie sprawili największą niespodziankę. Ale czy na pewno? Skoczek z Wisły tej zimy odniósł sukcesy ale to nie wynik przypadku, a efekt ciężkiej pracy. Dla mnie Piotrek to wzór pracowitości.

Przed rozpoczęciem sezonu wiele mówiło się o zmianie techniki, do jakiej udało się przekonać Piotrka trenerowi Stefanowi Horngacherowi. Zniknął słynny garbik i fajeczka. Ale zmiana ta, nie od razu przyniosła efekty. Piotrek nie zaczął skakać dobrze jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. W trakcie sezonu już nikt nie pamiętał o tym, jak długą i ciężką drogę musiał przejść, by dojść do poziomu jaki prezentował podczas Turnieju Czterech Skoczni, czy na Mistrzostwach Świata w Lahti. Okres przygotowawczy był dla niego czasem trudnym, w którym pojawiały się chwile zwątpienia. Nie był do końca przekonany, czy zmiana techniki da efekty, ale wiedział, że nie ma wyjścia, bo Stefan Horngacher nie zaakceptuje poprzedniej pozycji najazdowej. W tej chwili można tylko cieszyć się z tego, że Piotrek nie poddał się i z uporem wykonywał polecenia trenera, a przede wszystkim cierpliwie dążył do celu. Przecież kiedyś cierpliwość nie była jego mocną stroną.

Fot. Irek Trawka

Stabilny jak Piotr Żyła?

Trzeba przyznać, że w perspektywie poprzednich sezonów takie stwierdzenie brzmi dziwnie. Fakty są jednak takie, że Piotrek Żyła w minionym sezonie punktował w każdym konkursie indywidualnym Pucharu Świata. Początek sezonu w jego wykonaniu nie był rewelacyjny ale była to dobra podstawa do kolejnych konkursów. Od drugiego konkursu w Engelbergu, aż do konkursów w Sapporo nie wypadł z czołowej dwunastki zawodów. Ponadto w ostatnim konkursie Turnieju Czterech Skoczni w Bischofsfohen zajął 3. miejsce, a na Mistrzostwach Świata w konkursie indywidualnym na dużej skoczni wywalczył brązowy medal. Był mocnym punktem naszej drużyny, co zaowocowało m.in. tytułem mistrzów świata w konkursie drużynowym w Lahti. Jego równość i stabilność przede wszystkim przyniosła efekty podczas Turnieju Czterech Skoczni. We wszystkich czterech konkursach zajmował 7, 6, 7 i 3. miejsce a to wystarczyło by zakończyć turniej na 2. miejscu. Splot nieoczekiwanych zdarzeń – choroby Stefana Krafta, niezapiętego wiązania Daniela Andre Tande, ale przede wszystkim równa forma Piotrka, trochę nieoczekiwanie przyniosła mu wielki sukces. Polscy kibice popadli w euforię, bo o ile spodziewali się, że Turniej Czterech Skoczni wygra Kamil Stoch, to nikt raczej nie stawiał na to, iż Piotr Żyła będzie tuż za nim, a Maciej Kot otrze się o podium. To była polska dominacja.

Fot. Wiktoria Wnętkowska

Szczerość i autentyczność – cechy Piotra Żyły

Wielu Polaków uważa Piotrka za wesołka, który do życia podchodzi z uśmiechem i luzem, który przed kamerami czasami nie hamuje emocji i mówi po prostu to, co myśli. Jaki naprawdę jest Piotr Żyła? O tym mieliśmy okazję przekonać się podczas Mistrzostw Świata w Lahti. Niezwykle skoncentrowany na swoim zadaniu przystąpił do konkursu indywidualnego na dużej skoczni. Nowe buty dodały pewności siebie. W drugiej serii oddał skok być może w jego karierze do tej pory najlepszy, a na pewno najważniejszy. Skok, który dał mu brązowy medal mistrzostw świata. Do Lahti o indywidualne medale walczyć jechali Kamil Stoch oraz Maciej Kot. Tymczasem to Piotr Żyła wyjechał z Finlandii z dwoma krążkami. Pamiętam jak w grudniu przeczytałam wywiad ze Stefanem Horngacherem, który ze spokojem i niezwykłą pewnością mówił, że Piotr Żyła swoją najwyższą formę osiągnie w Lahti. O ile pierwszy konkurs nie poszedł po jego myśli, to w drugim wspiął się na absolutny szczyt. Dzisiaj cieszę się, że to właśnie on zdobył ten medal. Jego ciężka praca nareszcie popłaciła. Tylko on sam wie ile nerwów, ciężkiej pracy, zaciskania zębów i upartego dążenia do celu, kosztował go ten medal. Stąd ogromne wzruszenie po konkursie. Szok i niedowierzanie. Dla mnie to najpiękniejszy obrazek tego sezonu. Niesamowicie symboliczny i wymowny. Piotrek znalazł się przez chwilę w innym świecie, w którym był tylko on i jego emocje. Nie wierzył, że może zdobyć ten medal. Koncentrował się na zadaniu. A gdy już go zdobył, osiągnął stan kompletnego szoku. Chwila, gdy podczas wywiadu próbuje sklecić proste zdania, mówi, że medal dedykuje swoim dzieciom, a potem łzy kończą jego wypowiedź, pozostanie w mojej pamięci na długo. Myślę, że nie tylko ja na myśl o tym obrazku, mam ciarki. Wielu z kibiców od tej strony nie znało zawsze uśmiechniętego Piotra Żyły, który zdawał się nigdy nie przejmować przeciwnościami losu. Jednak tak naprawdę Piotr jest osobą bardzo wrażliwą, a także przede wszystkim autentyczną i szczerą, czego dał wyraz właśnie po zdobyciu medalu. Prosty chłopak, który cieszy się z sukcesów swoich kolegów z drużyny, któremu gdzieś brakowało pewności siebie i wiary, że on również może osiągać takie sukcesy. Za to pokochali go kibice. Za szczerość. Na tym polega jego fenomen.

Fot. Irek Trawka

Odrobina statystyk

Oprócz podium Turnieju Czterech Skoczni i medali mistrzostw świata, Piotr Żyła dołożył także rekord zdobytych przez siebie punktów w Pucharze Świata – 634, a także najwyższe jak do tej pory miejsce w klasyfikacji generalnej – 11.

Liczba zdobytych punktów w PŚ w sezonie 2016/2017: 634 pkt

Liczba podiów w konkursach indywidualnych PŚ: 1 (3. miejsce w Bischofshofen)

Miejsce w klasyfikacji generalnej Pucharu Świata: 11

Miejsce w klasyfikacji lotów narciarskich: 10

Liczba medali zdobytych na Mistrzostwach Świata w Lahti: 2 (brązowy w konkursie indywidualnym, złoty w konkursie drużynowym)

Miejsce w Turnieju Czterech Skoczni: 2

Miejsce w turnieju RAW Air: 14

Najdłuższy skok sezonu: 245,5 m (Vikersund)

Średnia liczba zdobytych punktów na konkurs: 24,4 pkt

źródło: opracowanie własne

Papryka kluczem do sukcesu?

Zaczęło się od niewinnych żartów. Z czasem jednak papryka stała się fenomenem i receptą na sukces. Kibice dali się ponieść fantazji, a nasi skoczkowie, w tym Piotr Żyła, pewnie nie spodziewali się, że papryka stanie się tak sławna i w pewnym momencie jej historia wymknie się spod kontroli. Żarty, żartami, ale zaryzykuję stwierdzenie, że mimo wszystko papryka rzeczywiście była naszą tajną bronią. Pomogła rozluźnić atmosferę, pomogła w rozmowach z dziennikarzami, pomogła również odwrócić uwagę od skoków, przede wszystkim pomogła psychice. Do dzisiaj jednak zastanawiam się co Piotrek zrobi z zapasem marynowanej papryki, jaki otrzymał od kibiców. Jedno jest pewne – paliwa w postaci tego warzywa, na pewno starczy do przyszłego sezonu. Oby dla Piotrka był równie dobry, a może nawet lepszy.

źródło: informacja własna 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *