Palcem po mapie: Tam, gdzie kończy się Austria, zaczyna się…

foto: berktuschi.com
foto: berktuschi.com

Ależ nawywijali! Miniony weekend dla Słoweńców był niesamowitym dowodem na to, że nie ma u nich mowy o czymś takim jak spadek formy w sezonie ogórkowym. Skoczkowie Gorana Janusa wprawiają w zachwyt już od kilku sezonów, natomiast to, czego dokonują właściwie od kilku miesięcy, pozwala nam mówić o nich w kategoriach nowej potęgi. Tam gdzie kończy się Austria, zaczyna się bowiem… czy na pewno?

Chciałbym dzisiaj w miejsce wielokropka wpisać „Polska”. Mierzmy siły na zamiary. Na razie nam do tego daleko, chociaż nie twierdzę, że zrobić się tego nie da. Słowenia ma świetne warunki do rozwoju i wielu utalentowanych zawodników. Mały kraj, a tak zdolni ludzie. Czasami nie mieści mi się to w głowie. Peter Prevc… wielką sympatią go nie darzę, ale zbudował sobie w moich oczach opinię jednego z największych talentów w skokach narciarskich. Całe szczęście, że znalazł się ktoś, kto go dobrze poprowadził i przede wszystkim dostrzegł. Nie jest jednak tak, że to jedyny skoczek, na którego Goran Janus może realnie liczyć. W niedzielnym konkursie w czołowej dziesiątce znalazło się aż ośmiu reprezentantów Słowenii! Rosną w siłę, czy reszta świata jeszcze śpi? Jedna teza z drugą może się połączyć. Z pewnością Słowenia jest mocna, jak nie najmocniejsza. Natomiast reszta przeżywa teraz raczej standardowy o tej porze roku „kryzys przygotowawczy”. Moim zdaniem nasi wychodzą z tej sytuacji ogromną ręką. Największe plusy to zdecydowanie Jakub Wolny i Stefan Hula. Dla pierwszego to dobry czas, aby pokazać, że na tytuł Mistrza Świata Juniorów zasłużył. Stefan zaś chce chyba przepracować solidnie lato, aby być pewnym członkiem drużyny. Życzę mu tego z całego serca.

Wracając do Słowenii, to chciałbym zauważyć, iż faktycznie w najwyższej lidze mają zdecydowanie tendencje wzrostową jako team. Z roku na rok coraz silniejsi i zawsze należy się z nimi liczyć. Trzeba jednak zauważyć, że nie zawsze radzą sobie z presją oczekiwań. Kiedy nie bywali jeszcze faworytami potrafili pokusić się o medal Mistrzostw Świata (patrz – Oslo, 2011). Odkąd jednak zaczęli seryjnie wygrywać konkursy Pucharu Świata – przestali praktycznie liczyć się w walce o medale najważniejszych imprez. Zimowych Igrzysk Olimpijskich w Sochi z pewnością nie mogą zaliczyć do udanych. W zupełnej opozycji do Polaków, którzy przed Mistrzostwami Świata w Predazzo byli stawiani już w gronie faworytów i po brąz sięgnęli. W odniesieniu do „naszych” staram się być ostrożny z posługiwaniem się słowem „potęga”, bo na to trzeba sobie zapracować. Słoweńcy wprawili mnie w zachwyt rok temu podczas LGP, w Sapporo, Willingen i Zakopanem. Uważam, że to oni są na najlepszej drodze do przejęcia schedy po Austriakach. Pytanie, czy Ci drudzy są chętni do całkowitego zejścia z tronu.

2 thoughts on “Palcem po mapie: Tam, gdzie kończy się Austria, zaczyna się…

  • 8 lipca 2014 at 01:11
    Permalink

    Czy można wiedzieć dlaczego autor tego artykułu nie darzy sympatią Prevca? Dziękuję.

    Reply
    • 16 lipca 2014 at 19:31
      Permalink

      Ciężko to określić. Jedni wywierają u mnie poczucie sympatii, a inni nie. To normalne. Nie da się czuć do wszystkich sympatii. Jakie to ma znaczenie?

      Reply

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *