Palcem po mapie: Przystanek Wisła – mój pierwszy raz

Skocznia narciarska im. Adama Małysza w Wiśle-Malince
fot. Anna Felska

Prowadzę tego bloga od niespełna dwóch lat i z pewnością stali czytelnicy zauważyli, że hopla na punkcie skoków, to ja mam ogromnego. Dobrze jednak w dobie Internetu móc poznawać ludzi mi podobnych, bo przez to nie jestem aż tak odosobniony. Nigdy nie było mi jednak dane, aby obejrzeć pod skocznią Mistrzostwa Polski. Kiedyś było szkoda kasy na tak daleką podróż, a później to już „wolę pojechać więcej razy zimą na PŚ”. W tym roku wreszcie się udało. To był wyjazd „moich pierwszy razów”. Pierwszy raz na Mistrzostwach Polski, na skokach letnich i pierwszy raz w Wiśle.

Do wyjazdu przyczyniła się akredytacja. Coś mnie w końcu przypiliło i wreszcie na MP zajechałem. Miasteczko, jak miasteczko… dopiero skocznia wzbudziła moje zainteresowanie. Igielit na żywo wygląda olśniewająco, ale sam obiekt wzbudził we mnie mieszane uczucia. Pierwszy raz powiedziałem o skoczni, że jest mała. Rozmiary niby te same, co na Wielkiej Krokwi, ale to zupełnie inne wrażenia. Wszystko tak jakoś bliżej siebie. Faktycznie jest bardziej kameralna. Widać nie było miejsca, żeby jakoś to bardziej rozbudować. Jestem zwolennikiem większej przestrzeni  dla kibiców, bo i atmosfera lepsza. Pod tym względem zdecydowanie Wisła przegrywa z Zakopanem. Jest jednak coś, co wychodzi skoczni Adama Małysza na wielki plus. Zdecydowanie lepsza widoczność skoczka w locie. Trybuny są zdecydowanie bliżej zeskoku, co wprawia w zachwyt. Zobaczyć Kamila Stocha w locie, z tak bliska, to przeżycie nie z tej ziemi. Mistrz nie zapomniał swojej „pomnikowej” wręcz pozycji w locie. Wciąż jest goniącym w przestrzeni powietrznej ptakiem…


Kamil Stoch
fot. Mateusz Król

Pierwszych razów to nie koniec, bo i po raz pierwszy byłem na skokach z akredytacją prasową. Kiedy wieszasz tę smycz na szyi, już czujesz, że nie jesteś w stanie być tutaj standardowym kibicem. Ciężko ogarnąć wszystkie skoki, bo de facto jesteś jakby w pracy. Otwarto przede mną jednak więcej przestrzeni. Coś, o czym człowiek wcześniej zwykł marzyć. W trakcie skoków zawodników wspinać się po schodkach przy zeskoku i znów być zachwyconym – bezcenne. Kiedyś myślałem, że Mistrzostwa Polski nie wzbudzają za dużych emocji, bo skaczą tylko „nasi”. Dzisiaj sytuacja się zmieniła, bo tytuł trzeba sobie wywalczyć. Zawodnicy skupieni, jak na zawodach rangi międzynarodowej. Wszystko działa tak jak zimą. Z tym, że śniegu nie ma. Chociaż po ostatniej zimie, to i do tego człowiek się przyzwyczaja. Skocznia w Wiśle jest mało przestrzenna, ale ma w sobie urok. Odróżnia się na tle innych, co tylko jej służy. Świat chce na niej trenować, więc dbajmy o nią jak tylko się da.

Relacja foto w naszej Galerii

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.