Palcem po mapie: Początek podróży bywa gorzki…

fot. berkutschi.com
fot. berkutschi.com

Doczekaliśmy się! Po ośmiu miesiącach czekania na rozpoczęcie nowego sezonu – w końcu jest! Z  wielką niecierpliwością oczekiwaliśmy weekendu w Klingenthal. No właśnie… Klingenthal. Tutaj zdarzyć może się absolutnie wszystko, w czym utwierdziło nas np. rozpoczęcie ubiegłego sezonu. Do tego weekendu wiele osób podchodziło z wielkimi apetytami, przecież mamy zdobywcę Pucharu Świata oraz dwukrotnego Mistrza Olimpijskiego – inauguracja musi być wyśmienita! Nasi skoczkowie są bardzo dobrze przygotowani do sezonu! Takie i wiele innych informacji przekazywały nam media. Uważam jednak, że pompowanie balonika nigdy nie wychodziło i nie wyjdzie na dobre. Ale przejdźmy do samej inauguracji sezonu…

 Philips Sjoeen był wielkim objawieniem letniego sezonu. Zapewniano także, że również do sezonu zimowego jest świetnie przygotowany – i był , co mieliśmy okazję zauważyć już w pierwszym skoku treningowym ( 148m!). Niestety, młody Norweg nie ustał tego skoku i już po chwili był w drodze do szpitala. Na szczęście nie odniósł żadnych poważniejszych obrażeń i miejmy nadzieję że zobaczymy go niebawem na skoczni. Niestety, to nie koniec problemów na ten dzień. Nasz dwukrotny Mistrz Olimpijski również doznał kontuzji. Jak tłumaczył, sam nie wie co się stało i kiedy, ale pojawił się problem z kostką, który niestety wyklucza go ze startu w kwalifikacjach. Cóż, kwalifikacje nie są najważniejsze, ważne żeby ze stopą było wszystko dobrze, chwila odpoczynku nie zaszkodzi. W takim przekonaniu żyliśmy cały piątkowy wieczór…

 Pierwsza informacja jak otrzymaliśmy w sobotę – Kamil Stoch nie wystąpi w konkursie drużynowym. Strasznie ciężko było przyjąć to wszystko do wiadomości, jak to tak bez Kamila w drużynówce? Mimo wszystko jednak zdrowie najważniejsze. Niestety to nie był koniec złych informacji.. Ale po kolei… Konkurs drużynowy zaczął się dla nas rewelacyjnie, dzięki bardzo dobrej próbie Piotra Żyły. Prowadziliśmy po pierwszej grupie, wpatrzeni w telewizory z wielkimi nadziejami, co będzie działo się dalej… I działo się… Wielkim zaskoczeniem okazali się wspaniale powracający do gry Finowie oraz wyśmienicie skaczący Norwegowie. Zachwycał również, już od pierwszego dnia rywalizacji, Roman Koudelka. Pogoda  dopisała aż ponadto. Dawno nie oglądaliśmy tak równych warunków w Klingenthal, nie było ani jednej sytuacji ściągnięcia zawodnika z belki. Byliśmy świadkami przepięknej bitwy na odległości, niestety bez udziału naszych, gdyż zakończyliśmy ten konkurs na pierwszej serii. Awans przegraliśmy o 0,1 punktu! Zajęliśmy dziewiąte miejsce tuż za Austriakami. Tak właśnie za Austriakami, co było kolejną niespodzianką tej inauguracji…

fot. berkutschi.com
fot. berkutschi.com

 Niestety, następnego dnia również bez happy endu, naszego Mistrza Olimpijskiego siły wyższe w dalszym ciągu wykluczały z zawodów. Jako lider w naszej drużynie prezentował się Piotr Żyła, zajmując czternastą pozycję jako jedyny zrobił to co do niego należało…  – reszta? Poniżej oczekiwań…  Pierwsze pucharowe zwycięstwo w pięknym stylu odniósł Roman Koudelka. Wspaniałe skoki młodych Niemców, weterana Noriakiego Kasaiego,  Andersa Fannemela, to było coś, na co patrzyliśmy z wielkim zachwytem. Rozczarowanie inauguracji? Myślę, że bez wątpienia można stwierdzić, że byli nią Polacy. Aktualnie w klasyfikacji Pucharu Narodów zajmujmy 10 miejsce, gdyż wyprzedzili nas nawet Francuzi. Wierzę jednak, że to tylko chwilowy kryzys, przecież nasze orły nie zapomniałyby nagle jak się skacze. Kolejnym wielkim negatywnym zdziwieniem jest dyspozycja Austriaków na czele z Gregorem Schlierenzauerem, bo tak naprawdę tylko Stefan Kraft pokazał się z dobrej strony i ratował honor drużyny.

 Podsumowując byliśmy świadkami wyśmienitego weekendu w Klingenthal, tak właśnie w tym znanym wszystkim dobrze wietrznym miejscu, które tym razem zaskoczyło pod względem warunków. Myślę, że wszyscy się ze mną zgodzą, że bohaterem tego weekendu był Roman Koudelka. On tutaj indywidualnie wygrałby niemalże wszystko, więc jak najbardziej zasłużył na to miano. Negatywne zaskoczenie? Austriacy, a może Polacy? Jakie jest Wasze zdanie? Jedno jest pewne: nie ważne jak się zaczyna, ale ważne jak się kończy, a to nam wychodzi ostatnimi czasy zdecydowanie najlepiej…Więc jeśli tak ma być i tym razem to nie zgłaszam żadnych sprzeciwów!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.