Niech to będzie święto skoków – niespełna tydzień do LGP w Wiśle

Równo za tydzień zobaczymy pierwsze próby konkursu indywidualnego podczas inauguracji Letniego Grand Prix. Panuje atmosfera oczekiwania i ja też muszę przyznać, że nie mogę się doczekać. Samego powrotu skoków. W Wiśle zawsze panuje prosty podział – dziennikarze dziennikarzą, kibice kibicują, hotki hotkują, Janusze januszują… Tworzy się święto, za którym przez rok tęsknimy. I ilekroć ktoś nas zapyta, czemu interesują nas skoki bez śniegu, odpowiadamy uśmiechem.

Kalendarz Letniego Grand Prix w skokach narciarskich już po raz 5 z rzędu otwiera polski obiekt, skocznia imienia Adama Małysza w Wiśle-Malince. Konkursy tego cyklu odbywają się tu nieprzerwanie od 2010 roku. Ich historia zaczyna się od pięknego sierpniowego weekendu, otwartego zwycięstwem Adama Małysza w pierwszym konkursie, a zakończonego triumfem Kamila Stocha w drugim. Tak to trwa już 8 lat i nie chce się kończyć – jedyny letni konkurs bez Polaka na podium odbył się w Wiśle w 2011 roku. Od 3 lat zwyciężają w nich tylko nasi zawodnicy. Podpowiadamy: szanse na radość polskich kibiców wydają się dość duże.

Dla Wisły zawody LGP będą przetarciem przed organizowaną w listopadzie drugi rok z rzędu inauguracją cyklu Pucharu Świata. Jak mówił Andrzej Wąsowicz, dyrektor skoczni dla portalu sport.onet.pl to będzie wielki test nowego elementu, jaki pojawi się w tym roku na obiekcie. Będą to siatki przeciwwietrzne, które staną za progiem wzdłuż części zeskoku. Były wymogiem Międzynarodowej Federacji Narciarskiej, by przyznać Wiśle ponowne otwarcie zawodów PŚ. Na te zawody zostały wypożyczone, ale padła już deklaracja, że jeśli sprawdzą się w lecie, to zlecone zostanie ich zamontowanie na stałe.

W tym sezonie polski skoczek mógłby trzeci raz z rzędu wygrać cykl Letniego Grand Prix. To byłaby swego rodzaju statystyczna ciekawostka, ponieważ jak dotąd zawodnikom z żadnego kraju podobna sztuka się nie udała – dwukrotnie szansę miała Austria, a raz Japonia i Niemcy. Dla wielu pewnie dość niepotrzebny fakt i najchętniej zażartowaliby ze słynnego braku przenoszenia formy z lata na zimę. W ostatnich sezonach po zaobserwowaniu, że ta tendencja zdarza się już coraz rzadziej, zauważyłem inną – niektórzy zawodnicy latem mocno budują swoją psychikę, dzięki czemu potrafią zimą przekonująco startować w zawodach Pucharu Świata. Taki efekt można ujrzeć choćby w przypadku reprezentacji Polski, co z pewnością cieszy.

Z osądami co do rywalizacji chyba warto się wstrzymać. Zawody w Wiśle to pierwsze najwyższej rangi w letnim sezonie, a dotychczas widzieliśmy zawodników tylko podczas zawodów LPK, FIS Cup lub na krajowym podwórku. Łatwo powiedzieć, że w drużynówkach ponownie boje o zwycięstwo będzie się toczyło przeciwko Norwegii, a w konkursach indywidualnych przeciwko Stochowi, Johanssonowi, czy Wellingerowi. Każdy z tych zawodników musi jednak usystematyzować formę i nawet za słabsze wyniki latem nikt im głowy nie urwie, zwłaszcza jeśli będą wtedy testować nowe rozwiązania, przygotowując się na zimę. Oczekuję tylko odkrycia jakiegoś nowego talentu, ale letnie skoki chyba zawsze generują potrzebę świeżości w stawce.

Czas przygotowań do startu rozgrzewki przed zimowymi pojedynkami skoczków dobiega końca. Uśmiechy wracają na usta, informacje zaczynają krążyć w myślach, które przywodzą też tematy do dyskusji. Jeszcze więcej wygenerują pewnie doświadczenia z Wisły. Niech to będzie, jak zawsze, święto skoków, którym naładujemy się do zimy. Chociaż o to wcale nie muszę się martwić.

Źródło: sport.onet.pl/fis-ski.com/Informacja własna

Jakub Balcerski

Szef działu skoki narciarskie, dziennikarz Polskiego Radia

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

%d bloggers like this: