Nie taka Austria straszna

Ostatnio sporo mówimy o wielkim sezonie dla reprezentacji Polski w skokach narciarskich. Niewątpliwie ten sukces był i trzeba go nagłaśniać. Spójrzmy jednak także na inne drużyny, które śmiało mogą „odbębnić” wielkie chwile. Norwegowie na pewno mają co świętować. Prawdą jest fakt, że nie obronili Kryształowej Kuli, ale jakie to ma znaczenie, kiedy wygrywa się Puchar Narodów i po tylu latach wreszcie sięgają po złoty medal na normalnym obiekcie?

Anders Bardal

Ten człowiek to moim zdaniem bardzo ciekawe zjawisko. Kiedy cofniemy się pamięcią do sezonu 2011/2012, to z pewnością widzimy go na pierwszym miejscu w klasyfikacji generalnej Pucharu Świata. Trzeba przyznać, że Norweg wszystkie swoje sukcesy odnosi bez większego błysku, ale równą formą. Rzadko komu udaje się zgarnąć Kryształową Kulę z trzema zwycięstwami. Jeszcze rzadziej udaje się zająć drugiej miejsce w „generalce” tylko raz wygrywając. Bardal w tym sezonie gościł jednak 6 razy na podium, a to drugi wynik w tym sezonie. Jego liczba sukcesów w startach całego cyklu wygląda dość blado na tle Gregora Schlierenzauera. Trzeba jednak pamiętać, że drugi skoczek tego sezonu potrafił odpalić najwyższą formę w odpowiednim momencie. Zdobył przecież złoty medal indywidualnie na Mistrzostwach Świata w Predazzo. Ani Gregor, ani też Anders Jacobsen (który wygrał w ubiegłym sezonie trzy konkursy) nie był w stanie mu zagrozić. Normalny obiekt w Val di fiemme ewidentnie sprzyjał Bardalowi. Pod koniec sezonu namiętnie gonił go Kamil Stoch, ale niestety brakło chyba jednego konkursu. Na 25 startów (Anders nie wziął udziału w lotach na Certaku) ani razu nie wypadł poza czołową trzydziestkę, 15 razy znajdował się w czołowej dziesiątce, a w tym 12 razy w pierwszej szóstce. Muszę jednak powiedzieć, że to kolejny wielki sezon tego zawodnika. Anders Bardal w wieku 30 lat osiągnął życiową formę i zdobył PŚ, a teraz (31 lat) został Mistrzem Świata i zajął drugie miejsce w klasyfikacji końcowej. W rankingu skoczków, którzy najwięcej razy stawali na podium w końcowym rozrachunku PŚ Norweg znajduje się na 16. pozycji. Na liście zawodników z największą ilością zwycięstw w konkursach o Kryształową Kulę plasuje się na 41. pozycji.

Anders Jacobsen

Postanowiłem z każdej ekipy wybierać dwóch najlepszych zawodników w danym sezonie. Team norweski jest na tyle skomplikowany, że trudno mi jednoznacznie określić, który z tej dwójki jest najlepszy. Postanowiłem, że nie będę tego stwierdzał, gdyż Jacobsena po prostu lubię bardziej i nie byłoby to zbyt obiektywne. Skoczek ten wywiera jakieś bardzo silnie pozytywne emocje, bardzo sympatyczny z niego człowiek. Szkoda, że nie udało mu się wygrać Turnieju Czterech Skoczni. Przyznam, że bardzo mocno mu kibicowałem. Drugie miejsce nie jest złe, należy przecież pamiętać, że wrócił on po roku przerwy od skoków. Wziął udział w Tańcu z gwiazdami, i jak sam twierdzi, gdyby nie ten program, to nigdy nie wróciłby do sportu. Do końca miał liczyć się w walce o podium w „generalce”, ale niestety spotkała go ogromna przykrość. Kontuzja w przedostatnim konkursie sezonu to ogromny pech. Najgorsze w tym wszystkim jest to, że najprawdopodobniej zostanie on wykluczony ze sporej części przygotowań do sezonu olimpijskiego. Żal ogromny dla zawodnika, który wygrał w tym sezonie trzy konkursy i pod tym względem był drugi w tegorocznym cyklu. Jacobsen pięciokrotnie meldował się na podium, w 24 startach dwudziestokrotnie punktował, 14 razy był w czołowej dziesiątce, a w tym aż dziesięciokrotnie kończył zawody w czołowej szóstce. Piąte miejsce w klasyfikacji generalnej to jest spory sukces, ale należy pamiętać, że Anders zdobył także brązowy medal Mistrzostw Świata na dużej skoczni. Po czterech latach wrócił na podium w tak ważnej imprezie i trzeba mu przyznać, że potrafi wytrzymać presję. W rankingu zawodników z największą ilością zwycięstw w konkursach plasuje się na 24. pozycji, natomiast spośród zawodników, którzy stawali najwięcej razy na podium w końcowym rozrachunku TCS znajduje się na miejscu 17. (jedno zwycięstwo i jedno drugie miejsce). Sezon w jego wykonaniu był na prawdę fantastyczny. Nie wiadomo na ile jeszcze go stać i życzę mu, aby mimo wszystko mógł przygotować świetną formę na nadchodzący sezon.
Cała drużyna Norwegii dokonała w tym sezonie wielkiej rzeczy. Nareszcie ktoś przezwyciężył dominującą od wielu sezonu Austrię. W zawodach drużynowych Norwegowie wygrali jeden konkurs, ale byli zdecydowanie lepsi w startach indywidualnych. Był nawet okres, kiedy żaden konkurs nie obył się bez skoczka z kraju wikingów na podium. Szkoda tylko, że na Mistrzostwach Świata dali Austriakom wywalczyć kolejny tytuł Mistrzowski, ale kto wie… może na Igrzyskach? A niech to… są przecież jeszcze Ci cholernie mocni Polacy…




One thought on “Nie taka Austria straszna

  • 2 kwietnia 2013 at 14:17
    Permalink

    No straszna nie, ale słaba tez wciąż nie jest!

    Reply

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *