MŚ w Seefeld: Najwięksi przegrani Mistrzostw Świata. Komu nie wyszło?

fot: ski-nordique.net

Mistrzostwa Świata w narciarstwie klasycznym to czas zwycięstw i porażek. Zawsze ktoś wyjeżdża z takich imprez na tarczy. Faworyci, którym nie wyszło. Pretendenci, którzy musieli pogodzić się z miejscem w szeregu. Było tak i w Seefeld. Oto subiektywny wybór redakcji z podziałem na dyscypliny.

I. Biegi narciarskie

Astrid Uhrenholdt Jacobsen (Norwegia) – Norwegia wygrała 10 na 12 możliwych konkurencji biegowych. Wszystkie męskie i wszystkie indywidualne żeńskie. Dwie drużyny żeńskie wygrała Szwecja. O ile jednak sztafeta sprinterska Falla / Oestberg nie była głównym faworytem do złota (a okazało się, że i srebro było poza jej zasięgiem), to sztafeta 4×5 km na papierze nie miała prawa przegrać ze Szwecją. A Jacobsen była pewniakiem w tej drużynie – o miejsce biły się powiem sprinterka Falla i będące w średniej formie Heidi Weng. Trener postawił na Weng, co okazało się być słusznym wyborem, niemniej Astrid Jacobsen popisowo na trzeciej zmianie medal przegrała. Wspaniała forma Therese Johaug wystarczyła, do dogonienia Szwedek, ale finisz sprinterski nigdy nie był mocną stroną Therese. Wszystko wskazuje jednak na to, że gdyby Johaug pobiegła na trzeciej zmianie, a na czwartej sprinterka Falla wynik byłby zupełnie inny. A tak faworytki musiały obejść się srebrem, więc wśród rozczarować warto wyróżnić najsłabsze ogniwo tamtej drużyny. A gdy do tego jeszcze dodamy brak medali indywidualnie (blisko było w biegu łączonym, a zupełnie daleko w indywidualnym i długim), przestajemy mieć wątpliwości, że miejsce Jacobsen jest wśród rozczarowań.

Didrik Toenseth i Simen Hegstad Krueger (obaj Norwegia) – I znowu Norwegowie? Wśród rozczarowań? Cóż obaj panowie nie wypadli źle. Jednak chyba z Seefeld wyjadą w kwaśnych nastrojach. Po prostu przegrali wewnętrzną konkurencję. Czwarty i piąty zawodnik PŚ dostali po jednej szansie startu. I nie były to złe starty – Toenseth był piąty w biegu indywidualnym na 15 km, zaś Krueger zajął to samo miejsce w królewskim biegu na 50 km, niemniej mogli chyba liczyć na większą ilość szans, których się nie doczekali. Stąd ich starty zaliczam do rozczarowujących.

Siergiej Ustiugow (Rosja) – To nie były dni Ustiugowa. Niby z drużyną wywalczył srebro, ale jego skandaliczne zachowanie się w sprincie (w którym został zdyskwalifikowany za bardzo niesportowe zachowanie) oraz dziewiąte miejsce w biegu łączonym na 30 km ciężko nazwać spodziewanym sukcesem. A w dodatku w ostatniej dosłownie chwili został wycofany z królewskiego biegu – zastępujący go w ostatniej chwili Aleksander Bolszunow zdobył srebrny medal.

Afera dopingowa – Max Hauke i Dominik Baldauf z Austrii, Aleksiej Połtoranin z Kazachstanu oraz Estończycy Karel Tammjaerv i Andreas Veerpalu stali się antybohaterami jednego z największych skandali dopingowych w historii biegów – bodaj największym od 2001 roku. Hauke i Baldauf to średniacy, którym nadspodziewanie dobrze poszedł sprint drużynowy, po którym wybuchł skandal. Podobno wszystko oparło się na zeznaniach niesławnego Johannesa Duerra. Mówi się, że proceder trwa od lat. Nazwisko lubianego zawodnika z czołówki Poltoranina szokuje. Ale kto wie, czy nie największym szokiem jest wpadka Andreasa Veerpalu, którego wspólnikiem w przestępstwie (przynajmniej wg zeznań Karela Tammjaerva) był jego ojciec Andrus. Dla Estończyków interesujących się sportami zimowymi musi to być szok. Wyobraźmy sobie, że Adam Małysz ma syna skoczka, któremu podaje doping – to właśnie ta skala wstydu i wpadki dla sympatyków tego sportu z dawnych Inflant – bowiem Andrus Veerpalu był dla narciarstwa klasycznego w Estonii kimś tak wielkim, jak dla nas Adam Małysz. Dziś czeka go prawdopodobnie wstyd i infamia.

Andrew Musgrave (Wielka Brytania) – jako reprezentant zbiorowy „krajów różnych”. Powiedzmy sobie wprost – liczą się dziś trzy kraje w biegach narciarskich – Norwegia, Szwecja i Rosja. Coś zwykle skapnie Włochom (tym razem dwa medale), Francji i Finlandii (po jednym). Ożywczy powiew w to grono wrzucił srebrny medal Słowenek w sztafecie sprinterskiej. A poza tym nic. Niemcy i Austriacy nie istnieją. Najlepszy z innych krajów jest reprezentant… Wielkiej Brytanii, który biega ciągle w czołówce, ale do medalu zawsze coś mu zabraknie. Niewiele, ale zajęcie miejsca siódmego i ósmego w Seefeld, po czwartym miejscu w Lahti, czy siódmym podczas ZIO w Pjongczangu może powodować frustrację zarówno u sympatycznego Andy’ego, jak i u kibiców spoza głównego nurtu geograficznego biegów.

II. Skoki narciarskie

Piotr Żyła (Polska) – Piotr Żyła Seefeld będzie opuszczał na pewno w gorszym humorze niż Lahti (mimo iż sympatyczny wiślanin zawsze robi wrażenie, że ma dobry humor). Wtedy było złoto w drużynie i brąz indywidualnie – choć nikt specjalnie w jego przypadku na medal indywidualny nie liczył. Tym razem mając najlepszy sezon w karierze  nie udało mu się zdobyć żadnego medalu. Na skoczni normalnej to właśnie jemu zabrakło paru metrów, by atakować medal z końca stawki. W drużynie skakał nieźle, ale na pewno nie idealnie. Mimo świetnego sezonu w PŚ – mistrzostwa poniżej oczekiwań.

Ryoyu Kobayashi (Japonia) – Tu sprawa jasne – absolutna dominacja w PŚ i brak indywidualnego medalu MŚ. Fakt, był blisko. Niemniej nie wyszedł mu drugi skok na skoczni dużej, a na normalnej, jak pamiętamy, nic nie było takie, jak zwykle. Na otarcie łez niespodziewany medal w drużynie.

Andreas Wellinger (Niemcy) – Niemcy zdominowali skoki, niemal tak, jak Norwegowie w biegach. Ale i z ich grona można łatwo wskazać tego rozczarowanego. Wellinger rok temu cieszył się z medali na ZIO, w Seefeld jednak zawiódł na skoczni dużej w konkursie indywidualnym – i więcej już nie był wystawiany. Oczywiście cieszył się z medali drużynowych ale był bierną stroną drużyny – nie przyczynił się sportowo do tego sukcesu.

Sara Takanashi (Japonia) – Ilość zwycięstw w PŚ młodej ciągle Japonki może zawstydzić Gregora Schlierenzauera, ale wielkie imprezy nigdy nie wychodziły. Nie inaczej było tym razem. Chociaż nie dominuje w PŚ, była w szerokim gronie kandydatek do medalu. Nie była nawet jednak bliska podium.

Norwescy skoczkowie – Nagroda dla całej męskiej drużyny, która obniżyła loty. Jedyny medal wywalczyli w drużynie mieszanej głównie dzięki wspaniałej postawie skoczkiń. Oczywiście wiele czynników na to się złożyło. Plaga chorób, kontuzji i końców karier, trzeba to powiedzieć, wykończyła tę świetną drużynę.

III. Kombinacja norweska

W przypadku tego sportu o wskazanie rozczarowania nie było tak łatwo. Ale ponieważ chcieliśmy to zrobić w każdej dyscyplinie trochę na wyrost przedstawiamy dwa typy.

Johannes Rydzek (Niemcy) – Po Lahti i Pjongczangu na pewno obniżył loty. Medal srebrny zdobył za konkurs drużynowy, ale indywidualnie miejsca dziewiąte i ósme są na pewno poniżej jego możliwości i oczekiwań.

Finlandia – nagroda zbiorowa – za całokształt w narciarstwie klasycznym. Umieszczam ich w tej kategorii, bo w skokach nie mają prawo liczyć już na nic, a w biegach jednak jeden brąz udało się im wywalczyć. W kombinacji Ilkka Herola i Eero Hirvonen gdzieś tam w czołówce dalej są, ale nie włączyli się do walki o medale.

Jedna myśl na temat “MŚ w Seefeld: Najwięksi przegrani Mistrzostw Świata. Komu nie wyszło?

  • 4 marca 2019 o 17:44
    Permalink

    Ciekawe podsumowanie. Drobna uwaga: Ustiugow nie był przewidziany do biegu na 50 km. Bolszunow zastąpił Czerwotkina, ktory – notabene jak Ustiugow – narzekal na problemy z żołądkiem. Choć podejrzewam, że zmiana wynikała raczej z tego, że trasa została posypana chemią i była mniej grząska, co zwiększało szanse Bolszunowa.

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.